poniedziałek, 17 września 2018

Moja Jane Eyre - C. Hand, B. Ashton, J. Meadows

Może ci się wydawać, że znasz tę historię. Sierota Jane Eyre, bez grosza przy duszy, rozpoczyna nowe życie jako guwernantka w Thornfield Hall. Tam spotyka mrocznego i tajemniczego pana Rochester.
Pomimo dużej różnicy wieku i jego nieznośnego temperamentu, zakochują się w sobie i, o zgrozo, ONA wychodzi za niego za mąż.
Ale czy to na pewno Jane Eyre?
Przygotuj się na przygodę  w której nic nie jest takie, jak się wydaje: pewien dżentelmen ukrywa się bardziej niż trup w szafie. A co jeżeli we wszystko wmieszają się początkująca pisarka Charlotte Brontë i badacz zjawisk nadprzyrodzonych Alexander Blackwood?





Gdy kilka lat temu przeczytałam książkę ,,Jane Eyre" autorstwa Charlotte Bronte byłam zachwycona poznaną historią. Niedawno, natknęłam się na książkę ,,Moja Jane Eyre" napisaną przez trzy kobiety, zaciekawiła mnie ona. Miałam znowu wejść do świata Jane Eyre, ale trochę innego. Perspektywa wkroczenia do otoczenia panny Eyre zaintrygowała mnie. Czy książka mnie zawiodła? 

Wystarczyło przeczytać kilka stron, aby książka mnie wciągnęła. Historia bardzo szybko pobudziła moją ciekawość i wciągnęła w wir wydarzeń. Odkrycie, że Charlotte Bronte, autorka oryginalnej historii o Jane Eyre, jest jedną z bohaterek książki pań Hand, Ashton, Meadows wzbudziła we mnie najpierw lekki chichot, lecz później z żywą ciekawością śledziłam jej losy. Z równym zainteresowaniem przyglądałam się poczynaniom Jane. Trzecią główną postacią, której losom mogliśmy się przyglądać, był Alexander Blackwood, agent Towarzystwa do Spraw Relokacji Dusz Zbłąkanych. Przyznaję się, że był to bohater, który najmniej mnie zainteresował w tej książce. Wydał mi się on najmniej pociągający i to rozdziały z nim w roli głównej powodowały, że moje tempo czytania lekko spadało. 

,,Moja Jane Eyre" zawiera lekką historię z napisaną z humorem i szczyptą fantastyki. Sprawdziła się u mnie idealnie w roli relaksującego czytadła do poduszki. Jest to ciekawie napisana książka z dobrze scharakteryzowanymi postaciami, których losy szybko zainteresują czytelnika. Wątpię bym szybko wróciła do tej książki, ale na pewno będę polecać innym.

Ocena 5/6

wtorek, 17 lipca 2018

Smaki miłości - Ashley Warlick

Kalifornia 1934. Początkująca pisarka Mary Frances uwielbia swojego męża, ale prawdziwą namiętność czuje do jego najlepszego przyjaciela. Pierwsza wspólnie spędzona z Timem noc na zawsze odmieni losy całej trójki. Połączy ich niezwykły układ, w którym Mary znajdzie prawdziwe spełnienie, inspirację i wsparcie.
Czy tylko ekstrawaganckie, kontrowersyjne, przesycone skandalem życie może dać jej prawdziwe szczęście? Jakie oblicza miłości odkryje, zanim zrozumie, co dla niej najważniejsze?
Tocząca się w urokliwych pejzażach Kalifornii, południa Francji i szwajcarskich Alp zmysłowa powieść, pełna smaków, zapachów, zachwytów i wzruszeń powstała na kanwie biografii M.F.K. Fisher – słynnej amerykańskiej pisarki, której twórczość inspirował trójkąt: miłość, jedzenie i literatura. 

Opis książki ,,Smaki miłości" musiałam przeczytać kilkukrotnie, gdyż nie byłam do końca pewna czy ta pozycja mi się spodoba, czy nie. Ostatecznie, stwierdziłam, że spróbuję, najwyżej mnie nie porwie. Zabrałam się za lekturę. 

Na początku historia mnie zainteresowała, byłam ciekawa, co stanie się dalej. Poznawanie nowych wątków pochłonęło moją uwagę. Poczułam, że dokonałam dobry wybór zaczynając swoją przygodę z tą książką. Jednak moje zadowolenie nad wyborem lektury szybko się ulotniło. Kolejne wątki zaczęły mnie nie interesować i miałam ochotę jak najszybciej skończyć tę książkę. To mnie przekonało, że jednak książka ,,Smaki miłości" mija się z moim gustem czytelniczym. 

Bywały takie chwile podczas czytania, gdy zaczynałam myśleć o czymś innym, chwilowe rozkojarzenia. Wtedy nie wiedziałam, co właśnie przeczytałam. Jednak nie byłam na tyle ciekawa ani nie czułam, że coś tracę, więc nie czytałam fragmentu jeszcze raz. Po prostu szłam dalej. To mnie przekonało, że książka zawiera treści mało mnie interesujące. 

To wszystko nie zmienia faktu, że książkę czyta się naprawdę szybko. Jest napisana w taki sposób, że dość łatwo przyswaja się jej treść. Mnie, niestety, w pewnym momencie przestała ciekawić. Wiem, że znajdą się osoby, które będą się zachwycać nad tą pozycją, jak na przykład moja mama, która przeczytała tę książkę przede mną i stwierdziła wtedy, że muszą ją przeczytać.
 
Ocena 3/6

wtorek, 30 stycznia 2018

Dziadek do orzechów - E.T.A. Hoffmann

 Jest Wigilia. Siedmioletnia Klara i jej braciszek Fred czekają na świąteczne prezenty. Jak zawsze najwspanialszy dostaną od sędziego Droselmajera, zegarmistrza i wynalazcy, ich chrzestnego ojca; w tym roku jest to wspaniały zamek z poruszającymi się figurkami. Jednak dzieci wolą inne zabawki od mechanicznych cudów skonstruowanych przez sędziego, którymi nie można się tak po prostu bawić: Klara dostaje nowe lalki i śliczną sukienkę, Fred pułk ołowianych huzarów oraz konia na biegunach. Pod choinką jest jeszcze jeden prezent – dziadek do orzechów, w postaci małego człowieczka o dużej głowie i cienkich, krótkich nóżkach; włożenie do jego ust orzecha i pociągnięcie za drewniany płaszczyk powoduje rozłupanie skorupki. Figurka, mimo że brzydka, bardzo przypada do serca Klarze, jej więc zostaje oddana pod opiekę…


Nie przypominam sobie bym kiedykolwiek w dzieciństwie czytała ,,Dziadka do orzechów". Kojarzy mi się on wyłącznie z jedną z bajek o Barbie. Tak, więc gdy zobaczyłam nowe wydanie książki autorstwa Hoffmanna postanowiłam w końcu nadrobić zaległości z tą lekturą i poznać historię Dziadka. 

Gdy miałam już książkę ,,Dziadek do orzechów" w dłoniach, pierwszą rzeczą, jaka mi się spodobała jest nowe wydanie - piękne, zielone, ze świątecznymi motywami. Zauroczyło mnie od razu. Dalej już tylko mogłam zatopić się w historii. Tak jak się spodziewałam, czyta się ją szybko. W końcu jest to historia skierowana do dzieci, więc starszemu czytelnikowi nie stwarza żadnego problemu z przyswojeniem treści. Szybko wsiąkłam w historię, która dosyć łatwo pobudziła moją wyobraźnię. W książce mamy proste obrazki przedstawiające niektóre sceny, jednak czytając tekst, obrazki te ożywały i historia płynęła przed moimi oczami. 

Ogromnie się cieszę, że w końcu mogłam przeczytać książkę ,,Dziadek do orzechów". W wyjątkowy sposób umiliła mi jeden, mroźny wieczór. Teraz, będąc już po lekturze, mam wrażenie, że jeszcze nie raz sięgnę po tę książkę. Mimo że jest to książka dla dzieci, to ja, nieco starsze dziecko, wielce polubiłam tę historię i mam wrażenie, że podczas kolejnego czytania znowu zrobi na mnie równie dobre wrażenie. Myślę, że nie jest to historia, która mogłaby się zbudzić podczas jej ponownego przypominania, a jedynie na nowo zachwycić czytelnika. 

Ocena 5,5/6 

wtorek, 23 stycznia 2018

Pamiętnik księżniczki - Carrie Fisher

Kiedy Carrie Fisher po latach odnalazła swój pamiętnik prowadzony podczas kręcenia pierwszych Gwiezdnych Wojen sama była zaskoczona tym, co tam znalazła. Wydawało się, jakby pisały go dwie osoby - wrażliwa romantyczka i młoda, energiczna dziewczyna szukająca silnych wrażeń.
Dla młodziutkiej Carrie rok 1976 okazał się przełomowy. Otrzymała rolę, która na zawsze stała się jej alter ego. Po latach sama powiedziała, że księżniczka Leia to część jej osobowości.
Zadurzona w filmowym partnerze – Harrisonie Fordzie spełniła swój sen i przeżyła płomienny romans z kapitanem Sokoła Millenium zarówno na jak i poza ekranem. W swojej ostatniej książce rozwiewa plotki i zdradza, co się wtedy wydarzyło.




Nie przepadam za biografiami. Wydają mi się one nudne. No bo, ile można czytać o jednej osobie? Nawet nie słyszałam o książce napisanej przez Carrie Fisher, póki do mnie ona nie trafiła. Jednak jako fanka ,,Gwiezdnych wojen" postanowiłam, że zapoznam się z tą książką jak już ją mam. A nuż dowiem się z niej coś ciekawego? 

Tak jak się spodziewałam przeprawa przez tę książkę sprawiała mi trochę trudu. Nie byłam zainteresowana na tyle życiem pani Fisher by o niej przeczytać prawie trzysta stron. Dodatkowo, większość książki była poświęcona jej romansowi z Fordem, który po prostu mnie nie ciekawił. Jednak mimo problemów znalazłam w tej pozycji kilka smaczków z życia Fisher, o których później opowiedziałam swoim znajomym, więc nawet mało zainteresowana osoba potrafi coś dla siebie znaleźć w tej książce.

Bardzo spodobała mi się forma w jakiej została napisana ta książka. Ma się wrażenie, że rozmawia się z autorką. Tak mi się to spodobało, że miałam ochotę czytać dalej, mimo że treść nie za bardzo mnie zachęcała. Książkę można podzielić na trzy główne części: przed romansem z Fordem, w trakcie romansu i po romansie z Harrisonem. Zdecydowanie najbardziej do gustu przypadła mi cześć sprzed romansu. Wydała mi się najbardziej zabawna i obfitsza w historie, które chce się przekazywać dalej. Kolejna część po prostu przeczytałam, bez żadnych większych zachwytów czy innych emocji, aby na końcu znowu dowiedzieć się kilku ciekawych rzeczy z życia Carry.

Nie przepadam za autobiografiami. Po prostu nie odnajduję się w nich. Jednak przeczytanie książki ,,Pamiętnik księżniczki" nie należało do najgorszych przeżyć i nawet udało mi się znaleźć w niej coś ciekawego. Zdecydowanie jest to pozycja dla większych fanów tego gatunku lub szalonych fanów ,,Gwiezdnych wojen", którzy chcą wiedzieć wszystko, co wiąże się z tą serią i występującymi w niej aktorami. 

poniedziałek, 8 stycznia 2018

48 tygodni - Magdalena Kordel

 Ile może wydarzyć się w rodzinie przez 48 tygodni? 

Choć Natasza kocha swoich bliskich, poskramianie codziennych kłopotów domowych nie jest jej wymarzonym zajęciem. Tymczasem dwa koty pilnie obserwują rybki w akwarium, niespodziewanie wpada natrętna była dziewczyna męża, rezolutna córeczka zadaje mnóstwo zaskakujących pytań, do tego przez telefon płacze przyjaciółka... A to dopiero początek kłopotów! Chyba najwyższy czas wrócić na studia i rozpocząć pracę. 








Nie potrafię przejść obojętnie obok twórczości pani Magdaleny Kordel. Od kilku lat wypatruje premier jej nowych książek. ,,48 tygodni" mnie zaskoczyło, gdyż nie spodziewałam się, że tak szybko po premierze ,,Serca z piernika" ukaże się kolejna książka spod jej pióra. Nie zmieniło to jednak faktu, że znowu się cieszyłam, że mogę przeczytać kolejną pozycję napisaną przez jedną z moich ulubionych autorek. ,,48 tygodni" miała swoją pierwszą premierę trochę czasu temu, lecz dopiero przy okazji nowej premiery, w mojej ulubionej szacie graficznej, miałam okazję się z nią zapoznać. 

Przyznam szczerze, że zaskoczyła mnie ta książka. Nie taką Kordel znam. Chyba nie poznałabym, że to jej książka, gdyby wielkimi literami nie zostało zapisane jej nazwisko na okładce. Historia i bohaterzy różnią się od tych, o których ostatnio miałam przyjemność czytać. Nie zmienia to faktu, że nadal jest to typ książki, który lubię czasem przeczytać. Można w niej znaleźć opisy wydarzeń, które na pewno sprawią, że na twarzy pojawi się uśmiech. Podczas czytania nie raz zostałam zaskoczona, jak proste pomysły na losy bohaterów mogą uzupełniać powieść między tymi bardziej zwariowanymi, a całość wychodzi tak spójna i wciągająca, aż nie chce się przestawać czytać. 

,,48 tygodni" to kolejna lekka, jak i zabawna książka pani Kordel, która umiliła mi jeden wieczór. Czyta się ją szybko i przyjemnie, jednak nie skradła mojego serca. Myślę, że dosyć szybko o niej zapomnę oraz nie znajdzie się w na liście książek, które podrzucam różnym osobom w rodzinie. Jednak, jeśli lubicie od czasu do czasu przeczytać pozycję, która nie wymaga od was zbyt wielkiego myślenia i chcecie się zrelaksować po ciężkich dniu to na pewno będzie to dobra pozycja na jednorazową przygodę.

Ocena 4/6 

Wydawnictwo Znak

poniedziałek, 25 grudnia 2017

Serce z piernika - Magdalena Kordel

Klementyna – mistrzyni pachnących pierników – całe życie spędziła na walizkach. W najbardziej niespodziewanych momentach babcia Agata brała ją za rękę i ruszały w nieznane.
Dziś w oczach maleńkiej córeczki Dobrochny bohaterka dostrzega własną dawną niepewność i strach na widok babki szykującej się do drogi. Klementyna już wie, że przyszedł czas, by zmienić swoje życie i zacząć spełniać najskrytsze pragnienia.
Ale co ma z tym wspólnego lukrowana piętrowa kamieniczka jak ze snu?
  







Za każdym razem, jak widzę, że na rynku wydawniczym pojawia się nowa książka Magdaleny Kordel w mojej głowie pojawia się od razu myśl: ,,muszę ją mieć". Odkąd, ponad trzy lata temu, zapoznałam się z twórczością tej autorki, nie potrafię przejść obojętnie obok jej książki. Tak też wiedziałam, że ,,Serce z piernika" to pozycja, którą muszę koniecznie przeczytać. Niestety, nie udało mi się jej przeczytać tak szybko jak bym chciała, lecz jest to wina permanentnego braku czasu, bo książka znowu mnie oczarowała. 

Tym razem miałam przyjemność zapoznać się z historią Klementyny i jej niecodziennej rodzinki oraz przyjaciół. Jest to kolejna rzadko spotykana bohaterka, której specjalnością, jak i pasją są pierniki. W tym momencie, wydaje mi się, że każda z opisywanych kobiet przez panią Kordel czymś mnie zaskakuje. Tym razem przepłynęła przeze mnie także mała fala zazdrości. Bo jak jej nie czuć, gdy główna postać jest mistrzynią w robieniu pierników, z książki po prostu wydobywa się zapach i wygląd tych pyszności, a ty nawet nie radzisz sobie z najprostszymi rzeczami wykonywanymi w kuchni?

,,Serce z piernika" to kolejna pozycja, którą się czyta szybko i przyjemnie. Przedstawiająca kilka szalonych życiowych historii. Od czasu do czasu potrafiąca wywołać uśmiech na twarzy czytelnika. Mamy tu historię rozpoczynającą się przed świętami, lecz przez większość książki są one wspominane, więc idealnie czyta się ją w grudniu. Gdy czytałam ją tuż przed świętami czułam tę atmosferę, która krążyła już wokół, jak i wydobywała się z kartek książki. Jeśli masz ochotę na zimową, ciepłą historię to jest to idealna pozycja wpasowująca się w tę kategorię.

Ocena 5/6

PS: Nie polecam czytania tej książki po północy. Czyta się o piernikach, zapachach, to wszystko działa na zmysły, a ty nie możesz zjeść sobie takiego pierniczka. 

Wydawnictwo Znak

czwartek, 28 września 2017

Dachołazy - Katherine Rundell

 Wszyscy myślą, że Sophie jest sierotą. Rzeczywiście, nie potwierdzono, aby jakakolwiek kobieta ocalała z wraku, który opuściła Sophie, dryfując w futerale po wiolonczeli przez kanał La Manche. Sophie jednak pamięta widok matki wzywającej pomocy. Jej opiekun mówi, że to niemal niemożliwe, aby jej matka wciąż żyła, jednak „niemal" oznaczało, że taka możliwość istniała. Dlatego kiedy nadszedł list z opieki społecznej, z którego wynikało, że grozi jej sierociniec, Sophie postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce. Uciekła do Paryża, aby odnaleźć matkę, wyposażona w jedną jedyną wskazówkę - adres lutnika, który wykonał wiolonczelę. Kim są tytułowe dachołazy i czy pomogą jej odnaleźć mamę?





Po przeczytaniu opisu książki ,,Dachołazy" byłam bardzo jej ciekawa. Z jednej strony na okładce widnieje napis, iż otrzymała ona nagrodę w kategorii literatura dziecięca, a z drugiej opis nie do końca brzmiał dla mnie, jak książka dla dzieci. Zaciekawiona tym zaczęłam ją czytać. 

Bardzo szybko przekonałam się, że jest to pozycja równie dobra dla młodszych, jak i starszych czytelników. Bohaterowie w młodszym wieki oraz zastosowanie prostego języka na pewno pozwoli mniejszym miłośnikom książki na przywiązanie się do tej lektury. Ci więksi mogą pokusić się na wciągającą historię oraz relaks, jaki można doznać czytając tę książkę, gdyż jest to typowa pozycja niewymagająca zbytniego wysilania szarych komórek. Po prostu się ją czyta i rozkoszuje chwilą zapomnienia oraz przeniesienia do innego świata. 

Muszę przyznać, że na początku w ogóle nie rozumiałam tytułu książki. Miałam chyba jakieś kompletne zaćmienie mózgu, bo do głowy nie przyszły mi żadne skojarzenia. W momencie, gdy pojawiły się dachołazy w książce, śmiałam się sama z siebie. Po zapoznaniu się z nimi, bardzo ich polubiłam, gdyż byli to kolejni bohaterowie, którzy w ciekawy i niecodzienny sposób radzili sobie z codziennością. Aż sama zaczęłam się zastanawiać, jak to jest spędzać dnie w taki sposób. 

Polubiłam tytułowych dachołazów, jak i innych niebołazów, jednak niewątpliwie moimi ulubionymi bohaterami byli Sophie oraz jej opiekun, Charles. Oboje na swój sposób szaleni, niepowtarzalni z niecodzienną więzią, jaka ich połączyła. Muszę wyznać, że trochę zazdrościłam Sophie tego kreatywnego wychowania bez sztywnych, szkolnych reguł i możliwości pisania po ścianach.

,,Dachołazy" to jedna z tych książek, która spodoba się dla każdego bez względu na płeć czy wiek. Ja, nieco starsza od tych najmniejszych czytelników, bawiłam się świetnie. Polecam. 

Ocena 5/6