sobota, 20 lipca 2019

Epidemia. Od dżumy, przez HIV, po ebolę - Sonia Shah

 Ludzie XXI wieku uważają, że nic nie jest w stanie ich zaskoczyć. Nowoczesne środki higieny i wysoko rozwinięta medycyna uśpiły naszą czujność. Ogłoszono wielki sukces współczesnego stylu życia. Przedwcześnie. Coraz więcej dzieci nie zostaje zaszczepionych, patogeny mutują, a antybiotyki wykazują mniejszą skuteczność… Zagrożenie rośnie, a my nie wiemy, jak z nim walczyć.
Światowa Organizacja Zdrowia kieruje się interesem prywatnych inwestorów. Rządy państw bardziej dbają o budżety niż o zdrowie swoich obywateli. Firmy farmaceutyczne i lekarze zapewniają sobie niekończące się źródło pieniędzy, zalecając chorym nieskuteczne sposoby leczenia. A pacjenci dalej chorują i przenoszą wirusy.





Bakterie i wirusy to nie moja działka. Nie znam się na nich. Zawsze nie pamiętam, która choroba jest wywoływana przez bakterie, a która przez wirusy. Mimo tego, jeszcze w czasach szkolnych lubiłam poznawać objawy różnych chorób i przeglądać zdjęcia pacjentów z widocznymi skórnymi zmianami. Lubię poznawać choroby. Jestem też świadoma, że ta wiedza jest nieusystematyzowana i zrobił się z niej chaos w mojej głowie. Kiedy zobaczyłam książkę „Epidemia. Od dżumy, przez HIV, po ebolę" wiedziałam, że muszę się z nią zapoznać. Spodziewałam się, że poznam ciekawostki na temat różnych chorób. Czy tak się stało?

Początek książki był dla mnie trochę ciężki do przebrnięcia. Opisywane historie mnie nudziły i miałam wrażenie, że będę się męczyć z tą książką. Jednak im więcej historii poznawałam, tym bardziej zaczęła ciekawić mnie treść tej pozycji. Pani Shah opowiada nam swoją własną historię zetknięcia się z bakterią, ale także przybliża nam rozwoje różnych chorób w różnych latach w różnych państwach oraz sposoby radzenia sobie z nimi w tamtych czasach. Książka obfituje w ciekawostki, z którymi aż chce się dzielić z tymi mniej wrażliwymi znajomymi, ale także posiada nudne fragmenty, przez które czytanie jej mi się dłużyło. 

„Epidemia. Od dżumy, przez HIV, po ebolę" to nie jest książka dla każdego. Ci bardziej wrażliwi mogą nie zdołać przebrnąć przez obrazy chorób czy też opowieści jaką rolę w chorowaniu ma produkt defekacji. Lubię przeczytać od czasu do czasu jakąś książkę popularnonaukową, a temat książki pani Shah idealnie wpasował się w moje zainteresowania. Nie było to może książka, która cały czas trzymała mnie w zaciekawieniu, ale zdecydowanie jest to pozycja warta uwagi.

Ocena 4,5/6

środa, 17 lipca 2019

Sekrety Julii - Anna Płowiec

Gdy Alicja znajduje listy matki, czuje, że odkrywa historię niezwykłej miłości. Nie wie, że gdy rozwikła sekret, odmieni swoje życie raz na zawsze.
Nigdy nie wiesz, kogo spotkasz na tatrzańskiej ścieżce. Julię przed tragiczną śmiercią w górach ratuje chłopak o oczach koloru niezapominajek. Choć byłoby lepiej, gdyby ich drogi nigdy się nie przecięły, czasu nie da się cofnąć. W sercu Julii rodzi się uczucie. Kiedy zdecyduje się poddać miłości, może jednak być już za późno, a los okrutnie z niej zakpi.
Aby zawalczyć o miłość, trzeba będzie uciec się do sekretów, złamać wiele konwenansów i działać wbrew sobie. Czy to wystarczy, by ocalić uczucie, które narodziło się na górskim szlaku?
Czy rozwikłanie sekretu sprzed lat w końcu przerwie krąg niespełnionej miłości i zrujnowanych pragnień?
 

Lubię od czasu do czasu sięgnąć po powieść obyczajową. Ten rodzaj literatury idealnie nadaje się do relaksu. Ostatnio częściej sięgam po polskich autorów niż zagranicznych tworzących ten gatunek. Gdy nadarzyła się okazja przeczytania książki Sekrety Julii" Anny Płowiec to zbyt długo się nie wahałam. Opis był ciekawy i miałam ochotę zapoznać się z tą powieścią.  

„Sekrety Julii" to druga wydana książka pani Płowiec. Mimo niewielkiego dorobku literackiego to nie czułam jakichkolwiek braków w warsztacie literackim. Książkę czytało mi się bardzo przyjemnie i po zapoznaniu się z tą pozycją mam ochotę poznać debiut pani Anny pod tytułem „W cieniu magnolii". Od samego początku czytania byłam bardzo ciekawa, co znajdę na stronach swojej lektury. Nie spodziewałam się, że większość akcji będzie rozgrywać się w latach sześćdziesiątych. Tytułowa Julia to matka Alicji, którą poznajemy na pierwszych stronach książki. Początkowo myślałam, że będziemy poznawać jej sekrety wraz z Alicją, jednak przenosimy się to lat wcześniejszych i dokładnie możemy przyjrzeć się historii Julii. 

Przez większość czasu nie potrafiłam się odkleić od książki „Sekrety Julii". Chciałam jak najszybciej poznać opisywaną historię. Jednak nie cały czas było kolorowo. W pewnym momencie miałam wrażenie, że czytam marnej jakości książkę młodzieżową, gdzie wszystko skupia się na seksie i namówieniu koleżanki na przeżycie swojego pierwszego razu, bo przecież inaczej opuści ją chłopak. Na szczęście nie trwało to do końca książki.  Jej poziom trochę się podniósł na ostatnich stronach i ponownie z przyjemnością zapoznawałam się z sekretami Julii. 

Podsumowując, książka „Sekrety Julii" przypadła mi do gustu i z chęcią będę śledzić dalszą karierę literacką pani Płowiec. Jednak oceniając tę pozycję nie mogłam nie wspomnieć o wątku, który mnie zdenerwował i sporo obniżył moją ogólną ocenę tej powieści. 

Ocena 4,5/5

wtorek, 9 lipca 2019

Hiob. Komedia sprawiedliwości - Robert A. Heinlein

Dla Alexandra Hergensheimera nierozważny zakład na Polinezji staje się początkiem serii wstrząsających zmian. Gdy odzyskuje przytomność po próbie ognia, jego świat wygląda inaczej… a on nie nazywa się już Hergensheimer. Zdezorientowanego Amerykanina wspiera zakochana w nim Margrethe, lecz przemiany rzeczywistości przyspieszają, a sytuacja pary się pogarsza. Przekonany, że wielkimi krokami zbliża się sąd ostateczny, Alexander robi wszystko, by Margrethe dostąpiła zbawienia. Bez niej bowiem niebo nie będzie dla niego rajem.
W tej historii współczesnego Hioba błyskotliwa satyra przeplata się z obrazoburczym przedstawieniem religii, a rozważaniom o tym, kto decyduje o ludzkich losach, towarzyszy odwieczne pytanie, dlaczego dobrzy ludzie doznają ogromnych cierpień.
 



Bardzo polubiłam serię Wehikuł czasu". Dzięki niej poznałam już kilka dobrych książek science-fiction. Gdy widzę, że pojawia się kolejna pozycja należąca do tego cyklu to się w ogóle nie zastanawiam, biorę od razu. Tym razem padło na najnowszą część, czyli książkę pod tytułem „Hiob. Komedia sprawiedliwości". Nic nie wiedziałam na temat tej historii, lecz byłam bardzo ciekawa, co znajdę na jej stronach i w jaki sposób główny bohater będzie powiązany z biblijnych Hiobem.

Od początku czytana książki „Hiob. Komedia sprawiedliwości" towarzyszyła mi ciekawość. Nie wiedziałam za bardzo o czym ma być przedstawiona historia, ale jej początek wywołał u mnie zainteresowanie i chciałam jak najszybciej dowiedzieć się co będzie się działo dalej. Byłam pod wrażeniem jak główny bohater udaje Alecka Grahama, którego miejsce zajął po przejściu przez ogień. Gdy poznałam już trochę świat, w którym znajduje się Alexander, to nagle nastąpiła kolejna przemiana rzeczywistości i to nie ostatnia. To co się działo w tej książce zaskoczyło mnie, lecz bardzo też spodobało. Z wielką chęcią przyglądałam się życiu i podróżowaniu Alexandra z Margrethe. Niestety, ostatnie około sto stron mnie rozczarowało. Myślałam, że ta historia potoczy się trochę inaczej i zakończenie wymyślone przez pana Heinleina nie przypadło mi do gustu. 

W moim osobistym rankingu książka „Hiob. Komedia sprawiedliwości" wypadła najgorzej z całego cyklu „Wehikuł czasu". Większość książki podobała mi się, jednak nie potrafię zapomnieć zakończenia, które mnie rozczarowało. Nie zmienia to jednak mojego planu poznawania dalszych klasyków science-fiction z serią „Wehikuł czasu". 

Ocena 4,5/6

piątek, 5 lipca 2019

Bądź moim marzeniem - Monika Michalik

Zaledwie kilka godzin przed wymarzoną podróżą na Korfu Tomek oznajmia Natalii, że kocha inną. Jej świat rozpada się na kawałki. To miał być ich pierwszy wyjazd za granicę. Turkusowe morze, ciepły piasek, tylko oni dwoje…

Od momentu, w którym Natalia pojawia się w hotelowym lobby, Michał nie może przestać o niej myśleć. Ale romans z turystką? Przecież nie po to wyjechał aż na Korfu, by znowu ściągnąć na siebie kłopoty! Jednak każda kolejna wspólnie spędzona chwila upewnia Michała, że Natalia to kobieta jego życia.

Gdy zakochanych już tylko krok dzieli od szczęśliwego zakończenia, wyniki badań lekarskich przekreślają wszystko. W dodatku w życiu Natalii na nowo pojawia się… Tomek.


Lubię od czasu do czasu sięgnąć po obyczajówkę napisaną przez polską autorkę. Jedną z moich ulubionych pisarek jest Magdalena Kordel, której rekomendacja widnieje na debiucie Moniki Michalik. Opis ,,Bądź moim marzeniem" zaciekawił mnie, ale to właśnie słowa mojej ulubionej twórczyni przekonały mnie, aby sięgnąć po tę pozycję. Czy było warto zawierzyć  słowom innej pisarki i sięgnąć po tę książkę?

Na początku książka średnio przypadła mi do gustu. Nie było w niej postaci, którą bym jakoś szczególnie polubiła i dzięki której z wielką chęcią śledziła jej losy. Jednak im więcej przeczytałam stron tym książka zaczęła mnie bardziej wciągać do swojego świata. Zaczęłam się zastanawiać jak skończy się ta historia. Miałam swoje podejrzenia, które się sprawdziły.

,,Bądź moim marzeniem" to momentami trudna historia. Patrząc na okładkę i czytając opis mamy wrażenie, że to kolejna lekka, letnia lektura. Romans do przeczytania w wolny, ciepły wieczór. Jeśli się na to nastawimy to będziemy rozczarowani. Gdyż tutaj choroba głównej bohaterki wychodzi na pierwszy plan, a gorący, urlopowy romans znika w tle. W czytelniku zaczynają pojawiać się różne emocje. W końcu przyglądamy się cierpieniu innej osoby, a to nie jest obojętne czytelnikowi. 

Książka ,,Bądź moim marzeniem" nie jest wyłączenie letnim romansem, ale jest zdecydowanie wartą pozycją do przeczytania.

Ocena 5/6

sobota, 22 czerwca 2019

Gdzie diabeł mówi dobranoc - Karina Bonowicz

Według legendy, wiele stuleci temu czwórka przyjaciół została wygnana z rodzinnej wioski, gdyż ludzie lękali się ich czarów. Rozeszli się w cztery strony świata, ale zadziwiającym zbiegiem okoliczności i tak wszyscy dotarli w to samo miejsce – do czarciego kamienia. Tam wywołali diabła i dobili z nim targu... Ich potomkowie przez wieki odczuwali skutki tego paktu i bezskutecznie próbowali się z niego wywikłać. Czy przedstawicielom kolejnego pokolenia uda się wreszcie wrócić do normalności?Małe miasteczko na odludziu stanie się sceną niezwykłych wydarzeń. Po niespodziewanej śmierci rodziców siedemnastoletnia Alicja trafia pod opiekę ciotki, która mieszka w posępnym miasteczku na Podkarpaciu o mrocznej nazwie Czarcisław. Niezbyt zachwycona wyjazdem z Warszawy, dziewczyna nie czuje się dobrze w nowym miejscu, najwyraźniej pełnym dziwaków i kryjącym jakieś ponure sekrety. Zagubiona nastolatka krok po kroku odkrywa, że nikt tu nie jest tym, za kogo się podaje. Sama też musi zmierzyć się z brzemieniem swojej prawdziwej natury i wykonać niebezpieczne zadanie.

Zanim książka Gdzie diabeł mówi dobranoc" wpadła w moje łapki to miałam okazję przeczytać jej fragment. To właśnie ten fragment sprawił, że zapragnęłam zapoznać się z książką pani Bonowicz. Styl autorki, jak i humor do mnie przemówił i poczułam, że się polubimy. Nie pamiętam, kiedy ostatnio czytałam książkę w słowiańskich klimatach albo jakąś gdzie po prostu pojawiają się istoty paranormalne. Zastanawiałam się czy w ogóle jeszcze lubię takie historie. Zdecydowanie przekonałam się o tym podczas czytania pierwszego tomu serii „Księżyc jest pierwszym umarłym". 

„Gdzie diabeł mówi dobranoc" liczy sobie niecałe sześćset stron. Do pierwszych sto stron nie mam żadnych zastrzeżeń. Historia się fajnie rozwijała. Byłam zaciekawiona o co tak naprawdę będzie chodzić w tej książce. Kolejne strony to przeplatanie górek i dołków. Zaczęły się pojawiać fragmenty, które zaczęły psuć moją opinię, że jest to dobra pozycja. Na szczęście, ciekawych elementów było więcej i ostatecznie książka nie zostawiła po sobie negatywnego wrażenia. 

Największym zgrzytem, który najbardziej zapadł mi w pamięci był język jakim posługiwali się bohaterowie. Warczałam za każdym razem, gdy ktoś nazywał kogoś idiotką albo kretynką, a najczęściej obrywało się głównej bohaterce za niewiedzę. Może rzeczywiście siedemnastolatkowie tak się do siebie teraz zwracają, przyznaję nie znam się, ale i tak za każdym razem mnie do irytowało. 

Myślałam także, że więcej się zadzieje w tej części, ale rozumiem, że będą kolejne i jakieś pomysły na rozwój fabuły musiały być pozostawione na później. Czasem też miałam wrażenie, że książka bardziej spodoba się komuś młodszemu ode mnie. Prawdopodobnie, dlatego że bohaterowie są młodsi ode mnie te kilka lat i podejmowali decyzje zgodnie ze swoim wiekiem. Myślę, że ktoś starszy robiłby to inaczej. Jednak nic nie zmieni faktu, że w ostateczności związałam się z tymi postaciami i jestem bardzo ciekawa czy uda im się doprowadzić swój plan do skutku

Gdy zaczynałam czytam książkę pani Bonowicz to trudno było mi ją odłożyć na bok. Przyczyniło się to do tego, że przeczytałam ją o wiele szybciej niż się spodziewałam. Mimo, że była dla mnie czasem irytująca i nie rozumiałam postępowania bohaterów to polubiłam ten świat i nie mogę się doczekać kolejnej części.

Ocena 5/6

wtorek, 18 czerwca 2019

Perfumiarka - Margit Walsø

Ingrid nienawidzi swojej pracy. Pewnego dnia w rodzinnym domu dziewczyna odnajduje wśród rzeczy taty rysunek tajemniczego flakonu perfum. Wiedziona przeczuciem postanawia udać się do malowniczej miejscowości Grasse w Prowansji, by dowiedzieć się, czym właściwie zajmował się jej ojciec podczas długich wyjazdów służbowych.
 
Szereg tropów prowadzi ją do Sonji Richard, tajemniczej właścicielki fabryki perfum, u której Ingrid postanawia się zatrudnić. Nie zdradza jednak przełożonej prawdziwego powodu swojej przeprowadzki. Czy Ingrid rozwikła rodzinny sekret?
 
W tym samym czasie zostaje ogłoszony konkurs na nowy zapach dla Chanel, a jakby tego było mało, w życiu dziewczyny pojawia się przystojny Jean, pochodzący z rodziny, która od pokoleń zajmuje się produkcją perfum…


Przy wybieraniu książki do czytania kieruję się opisami. Czasami w dokonaniu wyboru pomaga mi nazwisko autora, którego poprzednie pozycje przypadły mi do gustu. Jednak najczęściej opis mi podpowiada czy sięgnąć po daną książkę. Po przeczytaniu o czym jest książka pani Walsø nie byłam do końca przekonana czy to jest odpowiednia pozycja dla mnie. Mimo wszystko nie mogłam zapomnieć o tej książce i zdecydowałam, że sięgnę po nią i sprawdzę co takiego wyjątkowego było w opisie co mnie do niej przyciągnęło, czego nie umiałam określić. 

Nie znam się za bardzo na perfumach. Moja wiedza o nich ogranicza się do tego czy dany zapach mi się podoba czy nie po ich powąchaniu. Natomiast, znam się trochę na chemii i byłam bardzo szczęśliwa, że było tutaj tyle nawiązań do niej. Nie spotkałam się wcześniej z książką, w której było tyle chemicznych nazw, szkła czy też opisanych procedur. A to, że nasza główna bohaterka porzuciła studia chemiczne przemówiło mi do serduszka, gdyż średnio raz na kilka miesięcy chciałam rzucić swoje studia. Nadal jestem zachwycona tym chemicznym elementem w książce i opowiadam o nim znajomym. Ale nie bójcie się, że przez to będziecie mieli jakiś kłopot ze zrozumieniem książki. Na pewno tak nie będzie. To tylko taki dodatek, który mnie po prostu zachwycił. 

W „Perfumiarce" wszystko toczy się swoim własnym tempem, dzięki któremu mamy okazję się przyjrzeć pracy fabryki perfum. Poznamy tutaj substancje syntetyczne, jakie wykorzystuje się w perfumach, ale także naturalne, którym zbiorom będziemy towarzyszyć. Oprócz tego zapachowego świata poznamy też problemy rodzinne naszej głównej bohaterki, która przemierzyła wiele kilometrów, aby rozwikłać sekret, który zawisł przed wieloma laty nad jej rodziną. 

Spotkanie z Perfumiarką" było dla mnie nowym doświadczeniem. Nie potrafię jej porównać do żadnej przeczytanej przeze mnie do tej pory książki. Było to niesamowite spotkanie, które na pewno zostanie mi na długo w pamięci.
 
Ocena 5,5/6

sobota, 15 czerwca 2019

Aleja Potępienia - Roger Zelazny

Wojna nuklearna spustoszyła świat. W Ameryce Północnej ocalali ludzie usiłują przetrwać w niewielkich enklawach, pozostałościach dawnych stanów. Hell Tanner, brutalny członek gangu motocyklowego, otrzymuje szansę odkupienia swych win. Na wschodzie wybuchła epidemia i ktoś musi dostarczyć szczepionkę z Los Angeles do Bostonu. Tanner rusza Aleją Potępienia, by mierzyć się z promieniowaniem, gniewem natury, zmutowanymi zwierzętami i jeszcze gorszymi niż one ludźmi. 









„Aleja potępienia" to trzecia książka należąca do serii „Wehikuł czasu". Seria ta przyczyniła się to tego, że zaczęłam czytać więcej książek science-fiction. Mam nadzieję, że będzie trwać jak najdłużej i będę mogła poznać dzięki niej jeszcze wiele perełek. Jako że polubiłam cykl stworzony przez Dom Wydawniczy Rebis to nawet nie przeczytałam opisu książki pana Zelaznego, a zazwyczaj to robię. Po prostu stwierdziłam, że biorę i na pewno mi się spodoba. Czy tak się stało?

Gdy zaczęłam już czytać książkę „Aleja potępienia" to nabrałam wątpliwości czy to książka dla mnie. Wydało mi się, że za dużo się w niej nie dzieje. Odważny Tanner rusza Aleją Potępienia, no i tak sobie nią jedzie, jedzie i jedzie. Zaczęłam mieć wątpliwości czy w ogóle skończę tą książkę. Odłożyłam ją na bok i w końcu stwierdziłam, że to tylko dwieście stron, więc nawet jeśli będzie zła to szybko się skończy. No i wróciłam do niej. Nawet nie zauważyłam kiedy mnie wciągnęła. 

Wielkim plusem tej książki są opisy świata. Świata, którego nie znamy i mam nadzieję, że nigdy nie poznamy. Świata, który ma problemy, których my na szczęście nie poznaliśmy. To właśnie te opisy sprawiły, że się zaciekawiłam opisywaną historią i zaczęłam kibicować głównemu bohaterowi. Zakończenie przyniosło mi smutek, który ostatnio często mi towarzyszy, gdyż nie lubię tak szybko kończyć dobrych książek. Mam czasem wrażenie, że chciałabym, aby niektóre historie nie kończyły się nigdy.  

Ocena 5/6