środa, 2 października 2019

Harry Haft - Alan Scott Haft

Hercka Haft, polski Żyd z Bełchatowa, miał czternaście lat, gdy wybuchła wojna, a szesnaście, gdy trafił do Auschwitz. W piekle na ziemi stracił bliskich i wiarę w Boga. Zmuszony do walki z innymi Żydami na gołe pięści stał się Animal Jew – żydowskim zwierzęciem dostarczającym rozrywki nazistowskim prominentom. Wiedział, że jego życie zależy od tego, czy wygra kolejną walkę. Stoczył ich siedemdziesiąt pięć.
Tak narodził się bokser – późniejszy Harry Haft.
Po ucieczce z marszu śmierci trafił do Ameryki. Jako jedyny biały trenował samotnie na Brooklynie. Walczył z przeciwnikami bez tytułów aż do dnia, gdy stanął na jednym ringu z niepokonanym mistrzem świata wagi ciężkiej – Rockym Marciano. Przed Haftem otworzyły się drzwi do wielkiej kariery, ale także do bezwzględnego świata gangsterów i mafii.


Patrząc po raz pierwszy na okładkę książki Harry Haft. Historia boksera z Bełchatowa. Od piekła Auschwitz do walki z Rockym Marciano" nie miałam pojęcia kto to jest Harry Haft. Myślę, że ominęłabym tę książkę i wyrzuciła z pamięci, gdyby jej tytuł był po prostu Harry Haft". Jednak tytuł tej książki jest dłuższy i ten, kto zadecydował o tym zrobił dobrą robotę. Moją uwagę przyciągnął napis Od piekła Auschwitz do walki z Rockym Marciano" i to właśnie on spowodował, że zaciekawiłam się tą pozycją. Myślę że niejedną osobę także zainteresują właśnie te słowa na okładce i sięgnie po nią tak jak ja. 

Książkę o Harrym Hafcie zaczęłam czytać z wielkim zaciekawieniem. Chciałam jak najszybciej dowiedzieć się kto to był ten Hercka Hatf i jak to się stało, że przeżył obóz i następnie stał się bokserem walczącym z Marciano. Poznawanie historii jego życia może wzruszyć czytelnika. Haft przeżył piekło i niełatwo się o tym czyta. Jednak cały czas ma się z tyłu głowy, że jest to człowiek, który przeżył wojnę, więc wiemy, że ta historia nie skończy się tragicznie. 

Harry Haft. Historia boksera z Bełchatowa. Od piekła Auschwitz do walki z Rockym Marciano" to ciekawa pozycja, która nie jest pisana jak typowa biografia. Przez większość czasu można zapomnieć, że jest to historia życia prawdziwego człowieka. Dopiero pod koniec, gdy autor staje się narratorem, uświadomiłam sobie, jaką dobrą robotę zrobił, że tę książkę czyta się tak dobrze i spodobała się osobie, która nie przepada za typowymi biografiami. 

Historia o Harrym Hafcie pokazuje, że życie nie jest czarno-białe. Czy człowieka można nazwać w stu procentach złym po tym jak się zachowuje nie znając jego przeszłości? Jeśli chcecie wiedzieć o co mi chodzi, zachęcam do przeczytania książki o Hafcie.

Ocena 5/6

sobota, 28 września 2019

Szczęście dla zuchwałych - Petra Hulsmann

Szczęście nie rośnie na drzewach – czasem trzeba o nie zawalczyć. Zabawna i wzruszająca opowieść o kobiecie, która odważyła się być szczęśliwa.
Stoisz po szyję w wodzie? Głowa do góry! Imprezy, wolność, beztroska − dla Marie nie ma nic ważniejszego. Wszystko zmienia się, kiedy jej siostra Christine zapada na ciężką chorobę i prosi, by na czas terapii zaopiekować się jej dziećmi. Jakby tego było mało, Marie ma przejąć jej posadę w rodzinnej stoczni jachtowej. Zupełnie nie ma ochoty na nowe wyzwanie, a tym bardziej na nowego szefa, sztywnego nudziarza o imieniu Daniel. Podczas gdy jedna katastrofa goni drugą, a życie staje się chaosem, Marie powoli zaczyna pojmować, że są na świecie rzeczy, o które warto walczyć. I że pewne sytuacje – na przykład nowa miłość − dopadają człowieka wtedy, gdy się tego najmniej spodziewa.



Lubię czytać powieści obyczajowe. To przy nich najbardziej się relaksuję. Nie wymagają zbyt dużego skupienia od czytelnika, a dostarczają rozrywkę. Ostatnio, zdecydowałam się na przeczytanie książki „Szczęście dla zuchwałych". Nie oczekiwałam od niej zbyt wiele. Wątpiłam, aby ta książka czymś mnie zaskoczyła. Chciałam po prostu spędzić kilka wieczorów z niewymagającą lekturą. 

„Szczęście dla zuchwałych" to nie jest cieniutka książeczka. Posiada ponad pięćset stron. Patrząc na tę objętość przewidziałam, że przeczytanie tej pozycji zajmie mi kilka wieczorów. Ku mojemu zdziwieniu, po pierwszym wieczorze czytania byłam już w połowie, a po drugim skończyłam. Książkę tę czyta się w ekspresowym tempie. Została napisana bardzo przyjemnym językiem, który ani trochę nie utrudniał odbioru. 

A co z fabułą? Z nią bywało różnie. Na początku, opisywana historia mi się spodobała. Może nie było to coś niespotykanego, szokującego i wiedziałam jak to się skończy to kibicowałam głównej bohaterce. Jednak im dalej tym zaczęły się pojawiać wątki, które średnio mi pasowały do całej książki i które sprawiły, że moja ogólna ocena tej książki się pogorszyła. 

„Szczęście dla zuchwałych" to dobra książka, ale bez fajerwerków. Czyta się szybko i nie wymaga zbyt wiele od czytacza, ale w pewnym momencie mogą wystąpić zgrzyty i irytacja. Jest to książka do jednorazowego przeczytania i myślę, że sięgną po nią wyłącznie fani obyczajówek.

Ocena 4,5/6

środa, 25 września 2019

Pod nóż - Arnold van de Laar

Tracheotomia prezydenta Kennedy’ego, Bob Marley i czerniak pod paznokciem, tętniak Einsteina, Jan Paweł II i historia jednego pocisku… 
Arnold van de Laar zaprasza w podróż przez dzieje chirurgii – od starożytności po najnowsze osiągnięcia i technologie. Ogrom wiedzy i równie wiele anegdot, opowiadanych z przymrużeniem oka – to wszystko czyni Pod nóż najatrakcyjniejszą na polskim rynku książką o tej tematyce. 
„Kim są chirurdzy, jacy to ludzie? Skąd przychodzi im do głowy pomysł krojenia czyjegoś ciała w chwili, gdy ta osoba nic nie czuje? Jak mogą spokojnie spać, podczas gdy zoperowany pacjent walczy o życie? Jak dają sobie radę po śmierci pacjenta pod nożem, nawet jeśli nie popełnili błędu? Czy chirurdzy są szaleni, genialni, czy pozbawieni wszelkich skrupułów?” – pisze we wstępie autor, holenderski chirurg specjalizujący się w laparoskopii.


Uwielbiam wszystkie książka związane w jakiś sposób z medycyną. Nie powinno być szokujące to, że jak zobaczyłam zapowiedź książki ,,Pod nóż" to zapragnęłam ją przeczytać. Chirurgia zajmuje specjalne miejsce w moim serduszku. Jest to moje niespełnione marzenie i czytając o niej czuję się jakbym przeniosła się do świata chirurgów i staję się odrobinę szczęśliwsza. 

,,Pod nóż" to 28 historii operacji, jakie wydarzyły się w ciągu ostatnich wieków. Nie są to zbyt długie historie, gdyż każda została opisana na kilkunastu stronach, co moim zdaniem jest idealną długością. Mamy okazję poznać ciekawe historie z dziejów chirurgii, a przy tym nie zaczynamy się nudzić, gdyż żadna opowieść nie została na siłę rozwleczona. Mamy tu najważniejsze fakty, różne anegdoty, ciekawości, dzięki czemu bardzo przyjemnie czyta się tę pozycję. 

Książka ,,Pod nóż" nadaje się również dla osób kompletnie zielonych w chirurgii. Każdy użyty termin jest tłumaczony w łatwy i przystępny sposób. Po przeczytaniu tej pozycji poszerzyłam swoją wiedzę nie tylko o ciekawe przypadki z chirurgii, ale także o kilka medycznych terminów, z którymi wcześniej się nie spotkałam. Jestem zachwycona tą książka i z wielką chęcią przekazywałam dalej co ciekawsze szczegóły przeczytanych historii, przez co zachęciłam do przeczytania książki pana van de Laara.

Ocena 5,5/6

poniedziałek, 23 września 2019

Otherhood. Mamusie bez synusiów - William Sutcliffe

Co oprócz więzów krwi łączy matkę i jej trzydziestoparoletnie dziecko? Rzecz w tym, że czasem niewiele. Lecz kiedy twoja mama uświadomi sobie ten smutny fakt – i w dodatku postanowi coś z nim zrobić – spodziewaj się kłopotów. A przynajmniej postawienia życia na głowie.

Matt, Paul i Daniel to typowi 30-letni single. Żyją według zasady 3×0: zero żon, zero dzieci, zero telefonów do mamy. Matt lubi gry komputerowe i seks z modelkami, Daniel głównie tęskni za swoją eks, a Paul zapomniał powiedzieć matce, że ma chłopaka.

Pewnego dnia ich matki – Carol, Gillian i Helen – uświadamiają sobie, że nie wiedzą już, kim są ich synowie. Ani co robią. Ani z kim. Postanawiają odnowić więzi. Nawet za wszelką cenę.

Pewnego wieczora przeglądałam sobie Netflix i poszukiwałam czegoś przyjemnego do oglądania. Tak natrafiłam na film ,,Mamusie bez synusiów". Zwiastun średnio przypadł mi do gustu, ale lubię aktorki, jakie wystąpiły w tej produkcji. Ze względu na nie włączyłam ten film i go obejrzałam. Szczerze mówiąc to średnio mi się spodobał i jak się dowiedziałam, że jest na podstawie książki to stwierdziłam, że raczej nie przeczytam tej pozycji. Jednak im więcej myślałam o tej książce tym bardziej chciałam się z nią zapoznać i tak w moje ręce trafiła książka ,,Otherhood. Mamusie bez synusiów".

Od samego początku czytania do końca w mojej głowie pojawiały się porównania do filmu, co zmienili, co pokazali tak samo. Zastanawiałam się też, co jest lepsze, jednak mam wrażenie, że film i książka są mniej więcej na takim samym, średnim poziomie. Chociaż w książce znalazłam więcej szczegółów dotyczącej tej historii, co oczywiście mi się spodobało. 

Książkę ,,Otherhood. Mamusie bez synusiów" czyta się błyskawicznie. Nie mu tu nad czym się zastanawiać, po prostu czyta się stronę po stronie. Ta książka nie wymaga zbyt wiele od czytelnika. Należy ona do gatunku, któremu nie trzeba poświęcić więcej niż jeden wieczór. Idealna lektura do odprężenia się pod kocykiem z kubkiem ciepłej herbaty.  

Ocena 4,5/6

sobota, 14 września 2019

Miasto dziewcząt - Elizabeth Gilbert

„Życie jest nie tylko ulotne, ale też niebezpieczne, dlatego nie ma sensu odmawiać sobie przyjemności” – tym mottem kieruje się główna bohaterka Miasta dziewcząt. Wyrzucona z prestiżowej uczelni Vivian trafia do Nowego Jorku, do ciotki, która prowadzi podupadający teatr rewiowy. Tu poznaje grono charyzmatycznych postaci: frywolne tancerki, seksownych amantów, znakomitą artystkę dramatyczną, autora tandetnych sztuk, muzyków i reżyserów. Gdy popełnia błąd i w środowisku wybucha skandal, jej nowy świat staje na głowie, ale choć nie od razu pojmie w pełni, co się stało, to jednak dzięki temu doświadczeniu zrozumie, czego pragnie i jak to osiągnąć. 





Do tej pory nie miałam okazji przeczytania jakiejkolwiek książki pani Gilbert. Ba, nawet nie obejrzałam ekranizacji jej najpopularniejszej powieści pod tytułem ,,Jedź, módl się, kochaj". Nawet nie wiedziałam, jak się nazywa autorka tego bestsellera. Jednak gdy ujrzałam zapowiedź książki ,,Miasto dziewcząt" poczułam, że to coś dla mnie. A gdy zobaczyłam pierwszą recenzję tej książki, miałam ochotę nadrobić wszystko, co wyszło spod pióra Elizabeth Gilbert. Na sam początek zabrałam się za jej najnowszą książkę, czyli ,,Miasto dziewcząt". 

,,Miasto dziewcząt" spodobało mi się już od pierwszej strony. Sama historia mnie zaciekawiła, ale to język i styl tej książki sprawił, że miałam ochotę pochłonąć każde słowo, jakie się w niej znajduje. A to dla mnie coś niespotykanego, gdyż większość książek posiada jakieś fragmenty, które po prostu muszę ominąć, bo mnie nudzą, a nic ciekawego do historii nie wnoszą, a podczas czytania tej książki tego nie zrobiłam. Przeczytałam od deski do deski z niemałym podziwem. 

Historia opisywana na stronach książki ,,Miasto dziewcząt" to historia Vivian. Vivian poznajemy jako młodą dziewczynę, która przenosi się do Nowego Jorku do ciotki. Tam zaczyna prowadzić życie, którego do tej pory nie znała. Możemy tu przypatrywać się czasom wojennym, poznać mentalność ludzi lat czterdziestych, ale także towarzyszyć młodej dziewczynie poznającej świat oraz przyglądać się jak jej życie potoczyło się do późnych lat starości. Niesamowita historia, która złapała mnie za serce. 

,,Miasto dziewcząt" polecam z całego serca. Jest to książka, która rozpoczęła moją przygodę z twórczością pani Gilbert i mam wrażenie, że to będzie bardzo udana podróż.

Ocena 6/6

środa, 11 września 2019

Zapowiedź: Szczęście dla zuchwałych - Petra Hulsmann


Premiera: 18.09.2019
 
Szczęście nie rośnie na drzewach – czasem trzeba o nie zawalczyć. Zabawna i wzruszająca opowieść o kobiecie, która odważyła się być szczęśliwa.
Stoisz po szyję w wodzie? Głowa do góry! Imprezy, wolność, beztroska − dla Marie nie ma nic ważniejszego. Wszystko zmienia się, kiedy jej siostra Christine zapada na ciężką chorobę i prosi, by na czas terapii zaopiekować się jej dziećmi. Jakby tego było mało, Marie ma przejąć jej posadę w rodzinnej stoczni jachtowej. Zupełnie nie ma ochoty na nowe wyzwanie, a tym bardziej na nowego szefa, sztywnego nudziarza o imieniu Daniel. Podczas gdy jedna katastrofa goni drugą, a życie staje się chaosem, Marie powoli zaczyna pojmować, że są na świecie rzeczy, o które warto walczyć. I że pewne sytuacje – na przykład nowa miłość − dopadają człowieka wtedy, gdy się tego najmniej spodziewa.

Fragment

Przedsprzedaż

środa, 28 sierpnia 2019

Non stop - Brian Aldiss

 Roy Complain oraz jego plemię żyją w porośniętych dziką roślinnością Kwaterach i walczą o przetrwanie w nieprzyjaznym świecie. Wrogami, oprócz innych plemion i dzikich zwierząt, są też mityczni Ludzie z Dziobu, legendarni Giganci i przerażający Obcy. Jedna z legend głosi, że wszystkie Pokłady są zamknięte w pojemniku zwanym statkiem, który przemierza pustkę od jednego świata do drugiego. Complain nie wie, które opowieści starszyzny są prawdziwe. W trakcie wyczerpującej, pełnej niebezpieczeństw wyprawy przekona się, że mityczny statek skrywa liczne tajemnice, a prawda jest jeszcze bardziej przerażająca.
Czy zastanawialiście się kiedyś, jak mógłby inaczej wyglądać świat? Przyznaję się, że ja się nie zastanawiam. Ja po prostu sięgam po książki, które przedstawiają inną rzeczywistość, tę której nie znam. Tym razem sięgnęłam po książkę pana Aldissa pod tytułem Non stop". Jest to kolejna część należąca do serii Domu Wydawniczego Rebis pt. „Wehikuł czasu". Poprzednie książki należące do cyklu bardzo mi się podobały, więc bez wahania i z wielkim zaciekawieniem sięgnęłam po książkę pana Aldissa.

Tym razem miałam przyjemność przenieść się do świata, gdzie główni bohaterowie żyją na statku. Complain należy do kolejnego pokolenia zamieszkującego statek. Do pokolenia, które nie wyobraża sobie innego świata, jak ten w którym żyje. To pokolenie nie jest już nawet świadome, że znajdują się na statku, który przemierza drogę od planety do planety. Jednak Roy Complain odkrywa prawdę o swoim świecie. 

„Non stop" to książka, która bardzo szybko wciąga. Przedstawia ciekawą wizję życia plemion, którą chce się poznać w najdrobniejszych szczegółach. W samej historii nie znalazłam żadnej luki, wszystkie wątki wydają się być spójne, jednak książka chwilami mnie nudziła. Byłam ciekawa jak rozwinie się ta historia, a już najbardziej jak się skończy, lecz mam wrażenie, że niektóre wątki mogłyby zostać pominięte. Nie zmienia to faktu, że jest to dobra pozycja sci-fi i warto się z nią poznać. 

Ocena 4,5/6

środa, 21 sierpnia 2019

Czarna loteria - Tess Gerritsen

To miał być banalny zabieg chirurgiczny, ale pacjentka, pielęgniarka miejscowego szpitala, umarła niespodziewanie na stole operacyjnym. O błąd w sztuce lekarskiej zostaje oskarżona anestezjolog Kate Chesne. Wynajęty przez rodzinę zmarłej adwokat, David Ransom, jest całkowicie przekonany o winie Kate. Jednak gdy w tajemniczych okolicznościach ginie kolejna pielęgniarka, David zmienia zdanie. Nagle dociera do niego, że morderca wybiera swoje ofiary spośród pracowników szpitala. David zaczyna stawiać te same pytania, na które rozpaczliwie poszukuje odpowiedzi Kate.






Kilka lat temu Tess Gerritsen była jedną z moich ulubionych autorek książek. Jednak tak się stało, że od kilku lat nie sięgnęłam po żadną pozycję z pod jej pióra. Poznałam więcej ciekawych autorów i jakoś nie miałam chęci wracać do jej twórczości. Ostatnio sobie o niej przypomniałam i nabrałam ochoty coś przeczytać. W moje łapki wpadła książka ,,Czarna loteria". Czy nadal mogę nazwać Gerritsen jedną z moich ulubionych? Już raczej nie. 

,,Czarna loteria" to kryminał z szerokim wątkiem romansu. Do tej kategorii dodałabym większość książek Gerritsen, jakie udało mi się przeczytać. Kiedyś ten wątek romansu mi nie przeszkadzał. Teraz, po latach, bardziej kłuje mnie w oczy i przyczynia się do słabszej oceny książki. Sama sprawa kryminalna jest ciekawa i z wielkim zaangażowaniem ją śledziłam. Mimo że udało mi się rozwiązać zagadkę sporo przed bohaterką to historię zaliczam do tych niezłych. 

Książkę ,,Czarna loteria" czyta się błyskawicznie. Przyczynia się do tego niewielka ilość stron, jak i styl autorki, który nie sprawia problemów w odbiorze. Jeśli macie ochotę na niezłą, bo niestety nie świetną, historię kryminalną, nie przeszkadza wam romans między głównymi bohaterami i chcecie połknąć historię na raz to polecam ,,Czarną loterię". 

Ocena 4,5/6

piątek, 16 sierpnia 2019

Vera - Anne Sward

Opowieść o matkach i córkach, miłości i zdradzie, poczuciu winy i woli przetrwania
Jedna z najlepszych szwedzkich powieści ostatnich lat napisana przez członkinię Akademii Szwedzkiej
Kiedy gorset zaciska się na żebrach, ubierana do ślubu Sandrine myśli o dziwnym życiu, jakie czeka ją w arystokratycznej szwedzkiej rodzinie u boku starszego, przystojnego ginekologa, Ivana Cedera. Kiedy nieznacznie się rozluźnia, Sandrine wspomina przeszłość: dzieciństwo na południu Francji, skąd pochodziła jej matka, i wojnę na podhalańskiej wsi, skąd wywodził się jej ojciec marynarz.
Lodołamacz toruje drogę na wyspę. Tam ma odbyć się wesele, rozgrzani alkoholem goście nie zorientują się, że w izbie za ścianą pan młody odbiera poród. W noc poślubną na świat przyjdzie niebieskooka Vera ­– jedna z wielu tajemnic Sandrine.

Od chwili, gdy przeczytałam opis książki „Vera" chciałam ją przeczytać. Zaciekawił mnie sam opis, a także szwedzkie pochodzenie autorki. Do tej pory nie przeczytałam zbyt wielu skandynawskich historii. Jednak każda poznana przeze mnie pozycja miała swój unikatowy klimat, który sprawia, że mam ochotę poznać więcej książek z tego regionu. Gdy chcę już po jakąś sięgnąć to pojawiają się w mojej głowie wątpliwości czy na pewno mi się spodoba i ostatecznie sobie odpuszczam. Pomimo wątpliwości w „Verze" coś mnie przyciągnęło i przeczytałam ją. Czy było warto?

W książce „Vera" tak naprawdę znajdziemy historię Sandrine, czyli matki tytułowej Very. Mamy okazję przyjrzeć się aktualnemu życiu kobiety, jak i poznać jej przeszłość. W jej życiu dużo się działo. Swoje dzieciństwo spędziła najpierw we Francji, gdzie się urodziła. Następnie, przeniosła się do Polski, gdzie spędziła większość II wojny światowej. Gdy weszła do rodziny Cedera skrywała dużo tajemnic, które po kolei poznajemy. Przyglądamy się także życiu bogatej rodziny zaraz po zakończeniu wojny. 

„Vera" wywarła na mnie ogromne wrażenie. Niesamowity klimat i jeszcze bardziej niespotykana historia. Zakochałam się w tej książce i mam ochotę poznać więcej takich powieści. Nie wiem, czy inne dzieła pani Sward są tak równie dobre, ale mam ochotę je poznać. Mam nadzieję, że chociaż po części przeniosą mnie do tak klimatycznej Szwecji z tak emocjonalną i pełną tajemnic historią.  

Ocena 5,5/6

wtorek, 6 sierpnia 2019

Powstańcy - Magda Łucyan

Poszli walczyć uzbrojeni w biało-czerwone opaski

Nie wyskoczyłbyś po ten karabin? Przydałby się nam!” – usłyszał „Julek” od swojego dowódcy. Pod niemieckim ostrzałem zdobył upragnioną broń.

„Dziewczyn do tego nie biorą” – dowiedziała się „Pączek”, gdy oświadczyła, że chce walczyć z bronią w ręku. By móc strzelać, udawała mężczyznę.

„Gdybyś po niego nie przyszedł, toby żył” – oświadczyła „Jurowi” matka kolegi poległego w powstaniu.

Powstanie miało trwać maksymalnie trzy doby. Na tyle mieli być przygotowani. Walczyli 63 dni. Codziennie musieli żegnać przyjaciół, z którymi ramię w ramię brali udział w nierównym boju z Niemcami.

Wydawnictwo Znak od kilku lat wydaje serię Prawdziwe historie". Kilka lat temu miałam okazję poznać kilka pozycji należących do tego cyklu. Mimo że mi się podobały to zaniedbałam śledzenie tej serii i od jakiegoś czasu nie przeczytałam żadnej z Prawdziwych historii". Ostatnio, natknęłam się na zapowiedź książki Powstańcy" i naszło mnie, żeby wrócić do tej serii. To była bardzo dobra decyzja. 

Powstańcy" to zbiór dziesięciu wywiadów, jakie przeprowadziła Magdy Łucyan z powstańcami. To historie, które potrafią wzruszyć, ale także doprowadzić do śmiechu. Mój partner dziwił się, że można zachwycać się książką o powstaniu, a ja co chwilę chciałam mu koniecznie przeczytać jakiś fragment. Po prostu miałam ochotę dzielić się tymi historiami, które przed chwilą przeczytałam. 

Książka Powstańcy" jest niesamowita. Polecam każdemu ją przeczytać. Znajdziemy tu prawdziwe historie, które potrafią wzbudzić przeróżne emocje w czytelniku. Pojawiły się wzruszające historie dotyczące życia uczuciowego bohaterów. Przerażające historie o tym, co się działo w takcie powstania. Także zadziwiające historie o tym, jak wyglądała wtedy Warszawa, jak została zniszczona, a jako mieszkanka stolicy wiem, jak wygląda dzisiaj. Jes to książka zdecydowanie warta przeczytania.

Ocena 5,5/6

piątek, 2 sierpnia 2019

Antolka - Magdalena Kordel

Niektórzy mówią, że gdy życie rzuca ci kłody pod nogi, zawsze możesz otworzyć tartak.

Antolka właśnie tego musiała się nauczyć. Nigdy nie poznała swojego ojca, a kłótnie z despotyczną i nieczułą matką stały się dla niej codziennością. Jako dziecko ciągle czekała na jakieś „jutro”, w którym miały się spełnić jej marzenia. W końcu postanowiła zostawić za sobą dotychczasowe życie i wyjechać na Mazury.

Kiedy w czerwcowy wieczór Antolka pakuje się w kłopoty w portowej knajpie, z opresji ratuje ją Janek – najbardziej wyjątkowy chłopak, jakiego dotąd poznała. Czy kilka mazurskich dni okaże się czymś więcej niż wakacyjną przygodą? Czy Antolce uda się odnaleźć własną drogę? I jakim cudem prosto z Mazur wyląduje u dawno zapomnianej ciotki, w Beskidzie Niskim?

Uwielbiam książki pani Kordel. Sięgam po nie ślepo i wiem, że mi się spodobają. Do tej pory na żadnej się nie zawiodłam i każda umiliła mi wieczory, które poświęciłam na przeczytanie jej. Gdy zobaczyłam zapowiedź „Antolki" to oczywiste, że się ucieszyłam. Zwiastowało to kolejną ciekawą historię, przy której spędzę kilka wieczorów. Czy „Antolka" jest równie dobra jak poprzednie książki tej autorki, czy może moje zdanie na temat jej twórczości się zmieniło?

Gdy miałam już książkę „Antolka" w dłoniach, doznałam małego rozczarowania, gdyż okazało się, że ta pozycja ma niewiele stron i do tego posiada dużą czcionkę oraz spore marginesy. To wszystko sprawiło, że czyta się ją bardzo szybko i jest to książka na raz. Do samej historii podeszłam z bardzo pozytywnym nastawieniem. W końcu powieści pani Kordel zawsze mi się podobały. Oczywiście nie przeczytałam opisu i byłam zaskoczona, że tym razem główna bohaterka ma tylko dziewiętnaście lat. Zwiastowało to coś nowego, innego niż pozostałe historie spod pióra pani Magdy. 

Teraz, gdy jestem po lekturze „Antolki" nie do końca wiem jak ocenić tę pozycję. Z jednej strony czytało mi się ją świetnie. Kolejny raz utwierdziłam się w przekonaniu, że styl pani Kordel mi odpowiada. Jednak sama historia średnio przypadła mi do gustu. Owszem, byłam ciekawa jak potoczą się wydarzenia, jak rozwiążą się problemy Antolki, ale gdy już dostawałam te rozwiązania to niezbyt mi one pasowały. Samą Antolkę, również, średnio polubiłam.

„Antolka" trochę mnie rozczarowała, gdyż spodziewałam się, że ciekawszej historii, a ta niezbyt wpasowała się w mój gust czytelniczy. Nie zmienia to jednak faktu, że po książki pani Kordel nadal będę sięgać i już nie mogę się doczekać kolejnej pozycji.

Ocena 4/6

wtorek, 30 lipca 2019

Pandemia - Robin Cook

Przenieś się w świat najnowszych odkryć genetyki, które dają człowiekowi możliwości, o jakich dotychczas nie mógł nawet marzyć.Młoda kobieta traci przytomność w nowojorskim metrze i umiera w karetce wiozącej ją do szpitala. Istnieje podejrzenie, że zmarła była nosicielką niebezpiecznego wirusa. Podczas sekcji zwłok Jack Stapleton odkrywa, że kobieta miała przeszczepione serce, którego DNA, wbrew wszelkiemu prawdopodobieństwu, jest identyczne z jej własnym. Kiedy umierają kolejne dwie osoby, Jack podejmuje wyścig z czasem. Musi odkryć przyczynę zgonu, zanim śmiercionośny wirus zacznie zbierać swoje żniwo... Nie przypuszcza, że śledztwo zaprowadzi go tam, gdzie stawką będzie jego życie...




Dużo czasu minęło zanim udało mi się sięgnąć po jakąś książkę Robina Cooka. Od zawsze lubiłam thrillery i fascynowałam się medycyną, więc miałam wrażenie, że połączenie tych dwóch rzeczy mi się spodoba, jednak przez długi czas żadna książka z tego gatunku nie wpadła mi do rąk. Swoją pierwszą przygodę z twórczością Cooka odbyłam niedawno, kilka tygodni temu i od razu zaplanowałam, że muszę sięgnąć po resztę książek tego autora. Trochę to potrwa, bo dorobek pana Robina nie jest mały, ale ostatnio miałam okazję poznać jego kolejną książkę. Tym razem przeczytałam Pandemię". Czy ponownie zostałam oczarowana?

Książką „Pandemia" wciągnęła mnie błyskawicznie. Cały czas miałam w pamięci poprzednią pozycję Cooka, jaką przeczytałam i byłam bardzo ciekawa „Pandemii". Byłam tak niecierpliwa, że pochłonęłam ją w błyskawicznym tempie. Historia ponownie mnie zaciekawiła i nie mogłam się doczekać rozwiązania sprawy. Przy okazji śledztwa znowu miałam okazję rozszerzyć swoją wiedzę z zakresu medycyny. Po skończonej lekturze, odkryłam że właśnie przeczytałam jedenastą część cyklu „Laurie Montgomery/Jack Stapleton". Podczas lektury w ogóle nie odczułam, że ta pozycja należy do serii i o czymś nie wiem, co było w poprzedniej części, więc śmiało można ją czytać nie znając jej poprzedniczek. 

„Pandemia" to kolejny bardzo dobry thriller medyczny pana Cooka, jaki miałam okazję przeczytać. Zapoznając się z kolejną pozycją spod pióra tego pana mam jeszcze większą ochotę zaznajomić się z resztą jego dzieł. Przekonałam się również, że thriller medyczny jest to gatunek pasujący idealnie do mojego gustu czytelniczego i na pewno sięgną po niego jeszcze nie raz. 

Ocena 5/6

sobota, 20 lipca 2019

Epidemia. Od dżumy, przez HIV, po ebolę - Sonia Shah

 Ludzie XXI wieku uważają, że nic nie jest w stanie ich zaskoczyć. Nowoczesne środki higieny i wysoko rozwinięta medycyna uśpiły naszą czujność. Ogłoszono wielki sukces współczesnego stylu życia. Przedwcześnie. Coraz więcej dzieci nie zostaje zaszczepionych, patogeny mutują, a antybiotyki wykazują mniejszą skuteczność… Zagrożenie rośnie, a my nie wiemy, jak z nim walczyć.
Światowa Organizacja Zdrowia kieruje się interesem prywatnych inwestorów. Rządy państw bardziej dbają o budżety niż o zdrowie swoich obywateli. Firmy farmaceutyczne i lekarze zapewniają sobie niekończące się źródło pieniędzy, zalecając chorym nieskuteczne sposoby leczenia. A pacjenci dalej chorują i przenoszą wirusy.





Bakterie i wirusy to nie moja działka. Nie znam się na nich. Zawsze nie pamiętam, która choroba jest wywoływana przez bakterie, a która przez wirusy. Mimo tego, jeszcze w czasach szkolnych lubiłam poznawać objawy różnych chorób i przeglądać zdjęcia pacjentów z widocznymi skórnymi zmianami. Lubię poznawać choroby. Jestem też świadoma, że ta wiedza jest nieusystematyzowana i zrobił się z niej chaos w mojej głowie. Kiedy zobaczyłam książkę „Epidemia. Od dżumy, przez HIV, po ebolę" wiedziałam, że muszę się z nią zapoznać. Spodziewałam się, że poznam ciekawostki na temat różnych chorób. Czy tak się stało?

Początek książki był dla mnie trochę ciężki do przebrnięcia. Opisywane historie mnie nudziły i miałam wrażenie, że będę się męczyć z tą książką. Jednak im więcej historii poznawałam, tym bardziej zaczęła ciekawić mnie treść tej pozycji. Pani Shah opowiada nam swoją własną historię zetknięcia się z bakterią, ale także przybliża nam rozwoje różnych chorób w różnych latach w różnych państwach oraz sposoby radzenia sobie z nimi w tamtych czasach. Książka obfituje w ciekawostki, z którymi aż chce się dzielić z tymi mniej wrażliwymi znajomymi, ale także posiada nudne fragmenty, przez które czytanie jej mi się dłużyło. 

„Epidemia. Od dżumy, przez HIV, po ebolę" to nie jest książka dla każdego. Ci bardziej wrażliwi mogą nie zdołać przebrnąć przez obrazy chorób czy też opowieści jaką rolę w chorowaniu ma produkt defekacji. Lubię przeczytać od czasu do czasu jakąś książkę popularnonaukową, a temat książki pani Shah idealnie wpasował się w moje zainteresowania. Nie było to może książka, która cały czas trzymała mnie w zaciekawieniu, ale zdecydowanie jest to pozycja warta uwagi.

Ocena 4,5/6

środa, 17 lipca 2019

Sekrety Julii - Anna Płowiec

Gdy Alicja znajduje listy matki, czuje, że odkrywa historię niezwykłej miłości. Nie wie, że gdy rozwikła sekret, odmieni swoje życie raz na zawsze.
Nigdy nie wiesz, kogo spotkasz na tatrzańskiej ścieżce. Julię przed tragiczną śmiercią w górach ratuje chłopak o oczach koloru niezapominajek. Choć byłoby lepiej, gdyby ich drogi nigdy się nie przecięły, czasu nie da się cofnąć. W sercu Julii rodzi się uczucie. Kiedy zdecyduje się poddać miłości, może jednak być już za późno, a los okrutnie z niej zakpi.
Aby zawalczyć o miłość, trzeba będzie uciec się do sekretów, złamać wiele konwenansów i działać wbrew sobie. Czy to wystarczy, by ocalić uczucie, które narodziło się na górskim szlaku?
Czy rozwikłanie sekretu sprzed lat w końcu przerwie krąg niespełnionej miłości i zrujnowanych pragnień?
 

Lubię od czasu do czasu sięgnąć po powieść obyczajową. Ten rodzaj literatury idealnie nadaje się do relaksu. Ostatnio częściej sięgam po polskich autorów niż zagranicznych tworzących ten gatunek. Gdy nadarzyła się okazja przeczytania książki Sekrety Julii" Anny Płowiec to zbyt długo się nie wahałam. Opis był ciekawy i miałam ochotę zapoznać się z tą powieścią.  

„Sekrety Julii" to druga wydana książka pani Płowiec. Mimo niewielkiego dorobku literackiego to nie czułam jakichkolwiek braków w warsztacie literackim. Książkę czytało mi się bardzo przyjemnie i po zapoznaniu się z tą pozycją mam ochotę poznać debiut pani Anny pod tytułem „W cieniu magnolii". Od samego początku czytania byłam bardzo ciekawa, co znajdę na stronach swojej lektury. Nie spodziewałam się, że większość akcji będzie rozgrywać się w latach sześćdziesiątych. Tytułowa Julia to matka Alicji, którą poznajemy na pierwszych stronach książki. Początkowo myślałam, że będziemy poznawać jej sekrety wraz z Alicją, jednak przenosimy się to lat wcześniejszych i dokładnie możemy przyjrzeć się historii Julii. 

Przez większość czasu nie potrafiłam się odkleić od książki „Sekrety Julii". Chciałam jak najszybciej poznać opisywaną historię. Jednak nie cały czas było kolorowo. W pewnym momencie miałam wrażenie, że czytam marnej jakości książkę młodzieżową, gdzie wszystko skupia się na seksie i namówieniu koleżanki na przeżycie swojego pierwszego razu, bo przecież inaczej opuści ją chłopak. Na szczęście nie trwało to do końca książki.  Jej poziom trochę się podniósł na ostatnich stronach i ponownie z przyjemnością zapoznawałam się z sekretami Julii. 

Podsumowując, książka „Sekrety Julii" przypadła mi do gustu i z chęcią będę śledzić dalszą karierę literacką pani Płowiec. Jednak oceniając tę pozycję nie mogłam nie wspomnieć o wątku, który mnie zdenerwował i sporo obniżył moją ogólną ocenę tej powieści. 

Ocena 4,5/5

wtorek, 9 lipca 2019

Hiob. Komedia sprawiedliwości - Robert A. Heinlein

Dla Alexandra Hergensheimera nierozważny zakład na Polinezji staje się początkiem serii wstrząsających zmian. Gdy odzyskuje przytomność po próbie ognia, jego świat wygląda inaczej… a on nie nazywa się już Hergensheimer. Zdezorientowanego Amerykanina wspiera zakochana w nim Margrethe, lecz przemiany rzeczywistości przyspieszają, a sytuacja pary się pogarsza. Przekonany, że wielkimi krokami zbliża się sąd ostateczny, Alexander robi wszystko, by Margrethe dostąpiła zbawienia. Bez niej bowiem niebo nie będzie dla niego rajem.
W tej historii współczesnego Hioba błyskotliwa satyra przeplata się z obrazoburczym przedstawieniem religii, a rozważaniom o tym, kto decyduje o ludzkich losach, towarzyszy odwieczne pytanie, dlaczego dobrzy ludzie doznają ogromnych cierpień.
 



Bardzo polubiłam serię Wehikuł czasu". Dzięki niej poznałam już kilka dobrych książek science-fiction. Gdy widzę, że pojawia się kolejna pozycja należąca do tego cyklu to się w ogóle nie zastanawiam, biorę od razu. Tym razem padło na najnowszą część, czyli książkę pod tytułem „Hiob. Komedia sprawiedliwości". Nic nie wiedziałam na temat tej historii, lecz byłam bardzo ciekawa, co znajdę na jej stronach i w jaki sposób główny bohater będzie powiązany z biblijnych Hiobem.

Od początku czytana książki „Hiob. Komedia sprawiedliwości" towarzyszyła mi ciekawość. Nie wiedziałam za bardzo o czym ma być przedstawiona historia, ale jej początek wywołał u mnie zainteresowanie i chciałam jak najszybciej dowiedzieć się co będzie się działo dalej. Byłam pod wrażeniem jak główny bohater udaje Alecka Grahama, którego miejsce zajął po przejściu przez ogień. Gdy poznałam już trochę świat, w którym znajduje się Alexander, to nagle nastąpiła kolejna przemiana rzeczywistości i to nie ostatnia. To co się działo w tej książce zaskoczyło mnie, lecz bardzo też spodobało. Z wielką chęcią przyglądałam się życiu i podróżowaniu Alexandra z Margrethe. Niestety, ostatnie około sto stron mnie rozczarowało. Myślałam, że ta historia potoczy się trochę inaczej i zakończenie wymyślone przez pana Heinleina nie przypadło mi do gustu. 

W moim osobistym rankingu książka „Hiob. Komedia sprawiedliwości" wypadła najgorzej z całego cyklu „Wehikuł czasu". Większość książki podobała mi się, jednak nie potrafię zapomnieć zakończenia, które mnie rozczarowało. Nie zmienia to jednak mojego planu poznawania dalszych klasyków science-fiction z serią „Wehikuł czasu". 

Ocena 4,5/6

piątek, 5 lipca 2019

Bądź moim marzeniem - Monika Michalik

Zaledwie kilka godzin przed wymarzoną podróżą na Korfu Tomek oznajmia Natalii, że kocha inną. Jej świat rozpada się na kawałki. To miał być ich pierwszy wyjazd za granicę. Turkusowe morze, ciepły piasek, tylko oni dwoje…

Od momentu, w którym Natalia pojawia się w hotelowym lobby, Michał nie może przestać o niej myśleć. Ale romans z turystką? Przecież nie po to wyjechał aż na Korfu, by znowu ściągnąć na siebie kłopoty! Jednak każda kolejna wspólnie spędzona chwila upewnia Michała, że Natalia to kobieta jego życia.

Gdy zakochanych już tylko krok dzieli od szczęśliwego zakończenia, wyniki badań lekarskich przekreślają wszystko. W dodatku w życiu Natalii na nowo pojawia się… Tomek.


Lubię od czasu do czasu sięgnąć po obyczajówkę napisaną przez polską autorkę. Jedną z moich ulubionych pisarek jest Magdalena Kordel, której rekomendacja widnieje na debiucie Moniki Michalik. Opis ,,Bądź moim marzeniem" zaciekawił mnie, ale to właśnie słowa mojej ulubionej twórczyni przekonały mnie, aby sięgnąć po tę pozycję. Czy było warto zawierzyć  słowom innej pisarki i sięgnąć po tę książkę?

Na początku książka średnio przypadła mi do gustu. Nie było w niej postaci, którą bym jakoś szczególnie polubiła i dzięki której z wielką chęcią śledziła jej losy. Jednak im więcej przeczytałam stron tym książka zaczęła mnie bardziej wciągać do swojego świata. Zaczęłam się zastanawiać jak skończy się ta historia. Miałam swoje podejrzenia, które się sprawdziły.

,,Bądź moim marzeniem" to momentami trudna historia. Patrząc na okładkę i czytając opis mamy wrażenie, że to kolejna lekka, letnia lektura. Romans do przeczytania w wolny, ciepły wieczór. Jeśli się na to nastawimy to będziemy rozczarowani. Gdyż tutaj choroba głównej bohaterki wychodzi na pierwszy plan, a gorący, urlopowy romans znika w tle. W czytelniku zaczynają pojawiać się różne emocje. W końcu przyglądamy się cierpieniu innej osoby, a to nie jest obojętne czytelnikowi. 

Książka ,,Bądź moim marzeniem" nie jest wyłączenie letnim romansem, ale jest zdecydowanie wartą pozycją do przeczytania.

Ocena 5/6

sobota, 22 czerwca 2019

Gdzie diabeł mówi dobranoc - Karina Bonowicz

Według legendy, wiele stuleci temu czwórka przyjaciół została wygnana z rodzinnej wioski, gdyż ludzie lękali się ich czarów. Rozeszli się w cztery strony świata, ale zadziwiającym zbiegiem okoliczności i tak wszyscy dotarli w to samo miejsce – do czarciego kamienia. Tam wywołali diabła i dobili z nim targu... Ich potomkowie przez wieki odczuwali skutki tego paktu i bezskutecznie próbowali się z niego wywikłać. Czy przedstawicielom kolejnego pokolenia uda się wreszcie wrócić do normalności?Małe miasteczko na odludziu stanie się sceną niezwykłych wydarzeń. Po niespodziewanej śmierci rodziców siedemnastoletnia Alicja trafia pod opiekę ciotki, która mieszka w posępnym miasteczku na Podkarpaciu o mrocznej nazwie Czarcisław. Niezbyt zachwycona wyjazdem z Warszawy, dziewczyna nie czuje się dobrze w nowym miejscu, najwyraźniej pełnym dziwaków i kryjącym jakieś ponure sekrety. Zagubiona nastolatka krok po kroku odkrywa, że nikt tu nie jest tym, za kogo się podaje. Sama też musi zmierzyć się z brzemieniem swojej prawdziwej natury i wykonać niebezpieczne zadanie.

Zanim książka Gdzie diabeł mówi dobranoc" wpadła w moje łapki to miałam okazję przeczytać jej fragment. To właśnie ten fragment sprawił, że zapragnęłam zapoznać się z książką pani Bonowicz. Styl autorki, jak i humor do mnie przemówił i poczułam, że się polubimy. Nie pamiętam, kiedy ostatnio czytałam książkę w słowiańskich klimatach albo jakąś gdzie po prostu pojawiają się istoty paranormalne. Zastanawiałam się czy w ogóle jeszcze lubię takie historie. Zdecydowanie przekonałam się o tym podczas czytania pierwszego tomu serii „Księżyc jest pierwszym umarłym". 

„Gdzie diabeł mówi dobranoc" liczy sobie niecałe sześćset stron. Do pierwszych sto stron nie mam żadnych zastrzeżeń. Historia się fajnie rozwijała. Byłam zaciekawiona o co tak naprawdę będzie chodzić w tej książce. Kolejne strony to przeplatanie górek i dołków. Zaczęły się pojawiać fragmenty, które zaczęły psuć moją opinię, że jest to dobra pozycja. Na szczęście, ciekawych elementów było więcej i ostatecznie książka nie zostawiła po sobie negatywnego wrażenia. 

Największym zgrzytem, który najbardziej zapadł mi w pamięci był język jakim posługiwali się bohaterowie. Warczałam za każdym razem, gdy ktoś nazywał kogoś idiotką albo kretynką, a najczęściej obrywało się głównej bohaterce za niewiedzę. Może rzeczywiście siedemnastolatkowie tak się do siebie teraz zwracają, przyznaję nie znam się, ale i tak za każdym razem mnie do irytowało. 

Myślałam także, że więcej się zadzieje w tej części, ale rozumiem, że będą kolejne i jakieś pomysły na rozwój fabuły musiały być pozostawione na później. Czasem też miałam wrażenie, że książka bardziej spodoba się komuś młodszemu ode mnie. Prawdopodobnie, dlatego że bohaterowie są młodsi ode mnie te kilka lat i podejmowali decyzje zgodnie ze swoim wiekiem. Myślę, że ktoś starszy robiłby to inaczej. Jednak nic nie zmieni faktu, że w ostateczności związałam się z tymi postaciami i jestem bardzo ciekawa czy uda im się doprowadzić swój plan do skutku

Gdy zaczynałam czytam książkę pani Bonowicz to trudno było mi ją odłożyć na bok. Przyczyniło się to do tego, że przeczytałam ją o wiele szybciej niż się spodziewałam. Mimo, że była dla mnie czasem irytująca i nie rozumiałam postępowania bohaterów to polubiłam ten świat i nie mogę się doczekać kolejnej części.

Ocena 5/6

wtorek, 18 czerwca 2019

Perfumiarka - Margit Walsø

Ingrid nienawidzi swojej pracy. Pewnego dnia w rodzinnym domu dziewczyna odnajduje wśród rzeczy taty rysunek tajemniczego flakonu perfum. Wiedziona przeczuciem postanawia udać się do malowniczej miejscowości Grasse w Prowansji, by dowiedzieć się, czym właściwie zajmował się jej ojciec podczas długich wyjazdów służbowych.
 
Szereg tropów prowadzi ją do Sonji Richard, tajemniczej właścicielki fabryki perfum, u której Ingrid postanawia się zatrudnić. Nie zdradza jednak przełożonej prawdziwego powodu swojej przeprowadzki. Czy Ingrid rozwikła rodzinny sekret?
 
W tym samym czasie zostaje ogłoszony konkurs na nowy zapach dla Chanel, a jakby tego było mało, w życiu dziewczyny pojawia się przystojny Jean, pochodzący z rodziny, która od pokoleń zajmuje się produkcją perfum…


Przy wybieraniu książki do czytania kieruję się opisami. Czasami w dokonaniu wyboru pomaga mi nazwisko autora, którego poprzednie pozycje przypadły mi do gustu. Jednak najczęściej opis mi podpowiada czy sięgnąć po daną książkę. Po przeczytaniu o czym jest książka pani Walsø nie byłam do końca przekonana czy to jest odpowiednia pozycja dla mnie. Mimo wszystko nie mogłam zapomnieć o tej książce i zdecydowałam, że sięgnę po nią i sprawdzę co takiego wyjątkowego było w opisie co mnie do niej przyciągnęło, czego nie umiałam określić. 

Nie znam się za bardzo na perfumach. Moja wiedza o nich ogranicza się do tego czy dany zapach mi się podoba czy nie po ich powąchaniu. Natomiast, znam się trochę na chemii i byłam bardzo szczęśliwa, że było tutaj tyle nawiązań do niej. Nie spotkałam się wcześniej z książką, w której było tyle chemicznych nazw, szkła czy też opisanych procedur. A to, że nasza główna bohaterka porzuciła studia chemiczne przemówiło mi do serduszka, gdyż średnio raz na kilka miesięcy chciałam rzucić swoje studia. Nadal jestem zachwycona tym chemicznym elementem w książce i opowiadam o nim znajomym. Ale nie bójcie się, że przez to będziecie mieli jakiś kłopot ze zrozumieniem książki. Na pewno tak nie będzie. To tylko taki dodatek, który mnie po prostu zachwycił. 

W „Perfumiarce" wszystko toczy się swoim własnym tempem, dzięki któremu mamy okazję się przyjrzeć pracy fabryki perfum. Poznamy tutaj substancje syntetyczne, jakie wykorzystuje się w perfumach, ale także naturalne, którym zbiorom będziemy towarzyszyć. Oprócz tego zapachowego świata poznamy też problemy rodzinne naszej głównej bohaterki, która przemierzyła wiele kilometrów, aby rozwikłać sekret, który zawisł przed wieloma laty nad jej rodziną. 

Spotkanie z Perfumiarką" było dla mnie nowym doświadczeniem. Nie potrafię jej porównać do żadnej przeczytanej przeze mnie do tej pory książki. Było to niesamowite spotkanie, które na pewno zostanie mi na długo w pamięci.
 
Ocena 5,5/6

sobota, 15 czerwca 2019

Aleja Potępienia - Roger Zelazny

Wojna nuklearna spustoszyła świat. W Ameryce Północnej ocalali ludzie usiłują przetrwać w niewielkich enklawach, pozostałościach dawnych stanów. Hell Tanner, brutalny członek gangu motocyklowego, otrzymuje szansę odkupienia swych win. Na wschodzie wybuchła epidemia i ktoś musi dostarczyć szczepionkę z Los Angeles do Bostonu. Tanner rusza Aleją Potępienia, by mierzyć się z promieniowaniem, gniewem natury, zmutowanymi zwierzętami i jeszcze gorszymi niż one ludźmi. 









„Aleja potępienia" to trzecia książka należąca do serii „Wehikuł czasu". Seria ta przyczyniła się to tego, że zaczęłam czytać więcej książek science-fiction. Mam nadzieję, że będzie trwać jak najdłużej i będę mogła poznać dzięki niej jeszcze wiele perełek. Jako że polubiłam cykl stworzony przez Dom Wydawniczy Rebis to nawet nie przeczytałam opisu książki pana Zelaznego, a zazwyczaj to robię. Po prostu stwierdziłam, że biorę i na pewno mi się spodoba. Czy tak się stało?

Gdy zaczęłam już czytać książkę „Aleja potępienia" to nabrałam wątpliwości czy to książka dla mnie. Wydało mi się, że za dużo się w niej nie dzieje. Odważny Tanner rusza Aleją Potępienia, no i tak sobie nią jedzie, jedzie i jedzie. Zaczęłam mieć wątpliwości czy w ogóle skończę tą książkę. Odłożyłam ją na bok i w końcu stwierdziłam, że to tylko dwieście stron, więc nawet jeśli będzie zła to szybko się skończy. No i wróciłam do niej. Nawet nie zauważyłam kiedy mnie wciągnęła. 

Wielkim plusem tej książki są opisy świata. Świata, którego nie znamy i mam nadzieję, że nigdy nie poznamy. Świata, który ma problemy, których my na szczęście nie poznaliśmy. To właśnie te opisy sprawiły, że się zaciekawiłam opisywaną historią i zaczęłam kibicować głównemu bohaterowi. Zakończenie przyniosło mi smutek, który ostatnio często mi towarzyszy, gdyż nie lubię tak szybko kończyć dobrych książek. Mam czasem wrażenie, że chciałabym, aby niektóre historie nie kończyły się nigdy.  

Ocena 5/6

środa, 12 czerwca 2019

Wino z Malwiną - Magdalena Kordel

Jak znaleźć szczęście, gdy los znów wywraca wszystko do góry nogami? U podnóża Sudetów, w Malowniczem, jest pensjonat Uroczysko. Tu radość rozjaśnia nawet najbardziej pochmurny dzień.
Majka już na dobre się tam zadomowiła i wydaje się, że po burzliwym czasie wreszcie zazna upragnionego spokoju. Mieszkańcy miasteczka zaczęli ją traktować jak „swoją”, córka Mania jak zwykle „daje popalić”, a życie uczuciowe rozwija się w niespodziewanym kierunku. Niestety, w Malowniczem zaczyna się szeptać o przyjeździe tajemniczej Niemki, która chce przejąć ziemię sąsiadującą z pensjonatem…
Czy Majka znowu będzie musiała szukać dla siebie nowego miejsca? Czy miejscowi dadzą sobie radę z kłopotliwym gościem? Kim jest ciotka Rozalia, która niespodziewanie zjawia się w Uroczysku? I co do tego wszystkiego ma tytułowe wino?
  
Uwielbiam książki pani Kordel. Zakochałam się w nich kilka lat temu i teraz jak tylko skończę czytać jedną to wyczekuję kolejnej. Trochę chyba uzależniłam się od tej pisarki i historii przez nią stworzonych. Mam wrażenie, że to nie jest jednak szkodliwe uzależnienie. Tym razem miałam okazję powrócić do Uroczyska, a to wszystko dzięki trzeciej części pod tytułem „Wino z Malwiną". 

Na początku muszę przyznać, że ku mojemu zaskoczeniu niewiele pamiętałam z poprzednich części Uroczyska". Minęło kilka lat od mojego ostatniego spotkania z mieszkańcami pensjonatu w Malowniczem. Dopiero podczas czytania „Wina z Malwiną" coś zaczęło mi świtać w głowie, pewne szczegóły o bohaterach, o których zapomniałam. Jeden fakt z tego, na pewno, wynika, można sięgnąć po tę książkę nie znając poprzednich części i na pewno się odnajdzie w wydarzeniach. Myślę, że nawet później można wrócić do poprzednich części, ale uprzedzam, że najważniejsze wątki z życia bohaterów i tak poznamy w tym tomie.

„Wino z Malwiną" to lekka, kobieca historia, która towarzyszyła mi przez dwa gorące wieczory. Już chwilę po jej zakończeniu odczułam smutek i chęć przeczytania jak najszybciej kolejnej książki osadzonej w Malowniczem. Uwielbiam książki pani Kordel i na razie skupiam się wyłącznie na plusach jej książek, a o wadach szybko zapominam. W ten sposób, każda z jej pozycji pozostawia po sobie wyłącznie pozytywne wrażenie. Polecam czytanie Kordel!

Ocena 5,5/6