wtorek, 12 listopada 2019

Gorączka świątecznej nocy - Caroline Hulse

Claire i Matt chcą spędzić święta z córką. Tyle że są po rozwodzie i w dodatku każde z nich znalazło nowego partnera. Jadą więc w pełnym składzie. Claire zabiera Patricka – zapalonego sportowca szykującego się do startu w Iron Manie. Matt przyjeżdża ze swoją nową miłością, Alex – inteligentną, zabawną i anielsko cierpliwą. Najważniejsza jest jednak Scarlett – siedmiolatka i jej wymyślony przyjaciel Posey – wielki fioletowy pluszowy królik.
Ośrodek, do którego jadą, nosi nazwę Szczęśliwy Las i oferuje multum atrakcji, na które żadne z nich nie ma ochoty. Próbując przetrwać kilka wspólnych dni, piją trochę za dużo, zdradzają swoje sekrety z przeszłości i starają się nie kłócić. Ale i tak wszystko kończy się pełnym przerażenia i łez telefonem na policję…
Co poszło nie tak? Przecież się umawiali, że będą się zachowywać jak dorośli… 

Pod koniec października nastał wysyp świątecznych książek. Nie sięgnęłam wtedy po żadną, chociaż kusiły mnie z każdej strony. Wszędzie je widziałam, ale nie wiedziałam od jakiej zacząć, tyle ich było. Los trochę mi pomógł i w moje łapki wpadła książka Gorączka świątecznej nocy". Tytuł i okładka jak najbardziej sugerują, że mamy przed sobą książkę, która opisuje czyjeś święta, a opis zachęca, by zapoznać się z tą pozycją. Pełna chęci na świąteczną historię zabrałam się do czytania. 

Zaczynało się dobrze. Mieliśmy przygotowanie do świątecznego wyjazdu. Wszystko szło po mojej myśli, że dostanę świąteczną historię. Niestety, nie do końca tak było. Owszem, wydarzenia dzieją się w okresie okołoświątecznym, jak i w trakcie samych świąt, ale gdyby zmienić czas na letni to fabuła nadal miałaby sens. Nadal byłaby to historia patchworkowej rodziny, która postanowiła wyjechać razem na urlop. To w sumie taki jedyny mój mały zgrzyt z tą książką, gdyż oczekiwałam, że ten świąteczny klimat wysunie się bardziej do przodu, a nie będzie jedynie tłem, które nawet niezbyt często będzie wspomniane. 

Sama historia opisywana w książce „Gorączka świątecznej nocy" przypadła mi do gustu. Mamy tutaj skomplikowane relacje, które dorośli próbują jakoś utrzymać, aby kilkuletnia Scarlett miała udany wyjazd. Można tu znaleźć śmieszne sytuacje, jak i te bardziej poważne. Miałam okazję poznać problemy patchworkowej rodziny, która nie do końca jest ze sobą szczera, ale próbuje utrzymać jakieś pozory, aby święta były udane. Co z tego wyszło? Jeśli jesteście ciekawi to zachęcam do sięgnięcia po książkę pani Hulse. 

Ocena 4,5/6
Wydawnictwo Znak

sobota, 9 listopada 2019

Koderzy - Clive Thompson

Programiści, koderzy, specjaliści IT. Jak ich praca oddziałuje na nasze życie? Czy stereotyp zamkniętego w sobie nerda w grubych okularach jest prawdziwy? Dlaczego tak mało jest w tej grupie kobiet, choć na początku to one zdominowały tę dziedzinę?

Programowanie pozwala wyczarować wszystko. Dzięki niemu można zrobić przelew bankowy w smartfonie, wysłać znajomemu śmiesznego gifa, ale też stworzyć sztuczną inteligencję, która sama podejmuje decyzje, może być narzędziem wojny i zmienić wyniki wyborów.

Czy życie programisty przypomina to z serialu Mr Robot? Czy koder może napisać aplikację, która znajdzie mu idealną partnerkę? Dlaczego twórcy przycisku „lubię to” go nie lubią i unikają Fejsa?


Lubię czytać o różnych zawodach. Z kodowaniem nie mam nic wspólnego, ani trochę się na tym nie znam, ale zaciekawiła mnie książka Clive'a Thompsona. Z niecierpliwością czekałam na premierę Koderów". Nie wiedziałam nic o panu Thompsonie. Myślałam, że jest człowiekiem z branży o której pisze. Nawet nie wpadłam na to by to sprawdzić. Jednak zanim doczekałam się premiery jego książki natrafiłam na wywiad z nim w Internecie. Dowiedziałam się z niego, że to dziennikarz i po sposobie wypowiedzi stwierdziłam, że tę książkę będzie się super czytało i nie będę mieć problemów ze zrozumieniem jej. I tak też było. 

W książce „Koderzy" znalazłam nie tylko opis dzisiejszego świata branży IT, lecz także jej historię. Dzięki niej dowiedziałam się jak rozwijało się kodowanie, od czego się w ogóle zaczęło i jak się zmieniło przez te wszystkie lata. Jestem zachwycona tym ile dowiedziałam się z tej książki i ile ciekawostek z niej wyniosłam, którymi mogę się dzielić. Nadal jestem pod wrażeniem przygotowania autora do tej książki. Moim zdaniem bardzo dokładnie opisał nam dziedzinę IT. Znajdziemy tu przeszłość, teraźniejszość i nawet przypuszczenia tego, w którą stronę może się rozwinąć. Mamy tutaj także fragmenty wywiadów z wieloma osobami specjalizujących się w kodowaniu i znanych na całym świecie. Warto się z nimi zapoznać.

Nie wiem, czy spodoba się ta książka specjalistom (ale już niedługo się dowiem, bo książką do jednego powędrowała), ale mi przypadła do gustu. Świetne historie, niektóre zabawne, a niestety niektóre smutne, lecz warto znać prawdziwe dzieje programowania. Polecam!

Ocena 5/6

sobota, 2 listopada 2019

Tajemnica dorożki - Fergus Hume

Najpoczytniejsza wiktoriańska powieść sensacyjna!
Pierwsze wydanie Tajemnicy dorożki osiągnęło w Australii sprzedaż około 400 000 egzemplarzy. Jej autor był nieznanym dramaturgiem, ale za wszelką cenę pragnął osiągnąć sławę. Jednak nie mógł znaleźć żadnego dyrektora teatru w Melbourne, który zechciałby przyjąć, albo nawet przeczytać, napisaną przez  niego sztukę. W końcu zdał sobie sprawę, że jego prawdziwym celem jest napisanie powieści. 
Postanowił więc napisać książkę opisującą tajemnicę, morderstwo oraz życie niższych sfer Melbourne. Ponieważ i tym razem nie znalazł wydawcy chętnego do ryzyka, wydał ją własnym sumptem i już w pierwszym tygodniu sprzedał ponad 5000 egz. Był rok 1886.
 



Do przeczytania książki „Tajemnica dorożki" skłoniły mnie dwie informacje. Po pierwsze, że jest to wiktoriańska powieść sensacyjna, a po drugie, iż została ona dopiero teraz wydana po raz pierwszy w Polsce, co przyciągnęło moją uwagę, gdyż pierwotnie została wypuszczona na rynek w XIX wieku w Australii. Te dwie informacje sprawiły, że byłam bardzo ciekawa tej pozycji i gdy miałam ją już w łapkach od razu zabrałam się do czytania. 

Moje pierwsze spostrzeżenie o książce „Tajemnica dorożki" dotyczyła jej klimatu. Spotkałam tutaj niesamowity klimat XIX-wiecznej Australii, który jest wyjątkowy i niespotykany w publikacjach z XXI wieku. Do tego klimatu dochodzi jeszcze łatwość czytania tej pozycji. Myślę, że to zasługa tłumacza, który się postarał, abyśmy nie mieli żadnych kłopotów z czytaniem książki napisanej przez pana Hume w 1886 roku. 

Jestem pod ogromnym wrażeniem historii oraz klimatu jaki zastałam w książce „Tajemnica dorożki" i mam nadzieję, że uda mi się coś jeszcze podobnego kiedyś przeczytać. Jeśli jeszcze nie znacie tej książki, a lubicie kryminały to warto zapoznać się z tym. Teraz takich historii się nie wydaje.Polecam!

Ocena 5,5/6

sobota, 19 października 2019

Księżniczka i tajny agent - Nora Roberts

Księżniczka Gabriella de Cordina zostaje porwana pomimo stałej ochrony. Cudem ucieka porywaczom, ale pod wpływem dramatycznych wydarzeń traci pamięć. Nie wiadomo, kto i dlaczego ją uprowadził. Nadal jednak zagraża jej niebezpieczeństwo, dlatego rodzina angażuje wysokiej klasy specjalistę. Nonszalancki Amerykanin Reeve MacGee to były tajny agent. Doskonale radzi sobie ze wszystkim, ale staje się bezbronny wobec uczucia do zachwycającej i wrażliwej kobiety, którą ochrania.









Lata temu czytałam swoją pierwszą książkę Nory Roberts. Teraz, nawet nie pamiętam czy mi się podobała, czy nie. Ostatnio nabrałam ochotę, aby ponownie sprawdzić jakie są książki pani Roberts, a to wszystko dlatego, że zaczęłam obserwować na Instagramie jedną z fanek Nory. Przyglądając się jej tworom przekonałam się, że napisała już ogromną ilość książek i to w różnych gatunkach. Nie wiedziałam po co sięgnąć, ale w końcu zdecydowałam się na książkę pod tytułem „Księżniczka i tajny agent".

Patrząc na okładkę oraz tytuł książki „Księżniczka i tajny agent" stwierdziłam, że to będzie zwykły, lekki romans do którego zbytnio się nie przywiążę i szybko o nim zapomnę. I z tym założeniem trochę się pomyliłam. Dostałam bardziej powieść obyczajową z wątkiem romantycznym, gdyż autorka skupiła się na życiu księżniczki, jej nowej codzienności i próbie odzyskania pamięci, a dopiero gdzieś w tle mamy romans między głównymi bohaterami. Była to bez wątpienia lekka książka, ale wątpię bym o niej szybko zapomniała, gdyż jestem pod ogromnym wrażeniem stylu pani Roberts. Nie spodziewałam się, że historia nadająca się na harleqiun, jak mi się na początku wydawało, może być tak dobrze napisana. 

Książka „Księżniczka i tajny agent" niewątpliwie przypadła mi do gustu. Historia i pióro autorki sprawiły, że mam ochotę sięgnąć po kolejną książkę pani Nory. Mam nadzieję, że jako następna wpadnie mi w łapki „Książę i artystka", gdyż przywiązałam się do księstwa Cordiny i z chęcią poznałabym dalsze losy brata księżniczki Gabrielli.

Ocena 5/6

środa, 2 października 2019

Harry Haft - Alan Scott Haft

Hercka Haft, polski Żyd z Bełchatowa, miał czternaście lat, gdy wybuchła wojna, a szesnaście, gdy trafił do Auschwitz. W piekle na ziemi stracił bliskich i wiarę w Boga. Zmuszony do walki z innymi Żydami na gołe pięści stał się Animal Jew – żydowskim zwierzęciem dostarczającym rozrywki nazistowskim prominentom. Wiedział, że jego życie zależy od tego, czy wygra kolejną walkę. Stoczył ich siedemdziesiąt pięć.
Tak narodził się bokser – późniejszy Harry Haft.
Po ucieczce z marszu śmierci trafił do Ameryki. Jako jedyny biały trenował samotnie na Brooklynie. Walczył z przeciwnikami bez tytułów aż do dnia, gdy stanął na jednym ringu z niepokonanym mistrzem świata wagi ciężkiej – Rockym Marciano. Przed Haftem otworzyły się drzwi do wielkiej kariery, ale także do bezwzględnego świata gangsterów i mafii.


Patrząc po raz pierwszy na okładkę książki Harry Haft. Historia boksera z Bełchatowa. Od piekła Auschwitz do walki z Rockym Marciano" nie miałam pojęcia kto to jest Harry Haft. Myślę, że ominęłabym tę książkę i wyrzuciła z pamięci, gdyby jej tytuł był po prostu Harry Haft". Jednak tytuł tej książki jest dłuższy i ten, kto zadecydował o tym zrobił dobrą robotę. Moją uwagę przyciągnął napis Od piekła Auschwitz do walki z Rockym Marciano" i to właśnie on spowodował, że zaciekawiłam się tą pozycją. Myślę że niejedną osobę także zainteresują właśnie te słowa na okładce i sięgnie po nią tak jak ja. 

Książkę o Harrym Hafcie zaczęłam czytać z wielkim zaciekawieniem. Chciałam jak najszybciej dowiedzieć się kto to był ten Hercka Hatf i jak to się stało, że przeżył obóz i następnie stał się bokserem walczącym z Marciano. Poznawanie historii jego życia może wzruszyć czytelnika. Haft przeżył piekło i niełatwo się o tym czyta. Jednak cały czas ma się z tyłu głowy, że jest to człowiek, który przeżył wojnę, więc wiemy, że ta historia nie skończy się tragicznie. 

Harry Haft. Historia boksera z Bełchatowa. Od piekła Auschwitz do walki z Rockym Marciano" to ciekawa pozycja, która nie jest pisana jak typowa biografia. Przez większość czasu można zapomnieć, że jest to historia życia prawdziwego człowieka. Dopiero pod koniec, gdy autor staje się narratorem, uświadomiłam sobie, jaką dobrą robotę zrobił, że tę książkę czyta się tak dobrze i spodobała się osobie, która nie przepada za typowymi biografiami. 

Historia o Harrym Hafcie pokazuje, że życie nie jest czarno-białe. Czy człowieka można nazwać w stu procentach złym po tym jak się zachowuje nie znając jego przeszłości? Jeśli chcecie wiedzieć o co mi chodzi, zachęcam do przeczytania książki o Hafcie.

Ocena 5/6

sobota, 28 września 2019

Szczęście dla zuchwałych - Petra Hulsmann

Szczęście nie rośnie na drzewach – czasem trzeba o nie zawalczyć. Zabawna i wzruszająca opowieść o kobiecie, która odważyła się być szczęśliwa.
Stoisz po szyję w wodzie? Głowa do góry! Imprezy, wolność, beztroska − dla Marie nie ma nic ważniejszego. Wszystko zmienia się, kiedy jej siostra Christine zapada na ciężką chorobę i prosi, by na czas terapii zaopiekować się jej dziećmi. Jakby tego było mało, Marie ma przejąć jej posadę w rodzinnej stoczni jachtowej. Zupełnie nie ma ochoty na nowe wyzwanie, a tym bardziej na nowego szefa, sztywnego nudziarza o imieniu Daniel. Podczas gdy jedna katastrofa goni drugą, a życie staje się chaosem, Marie powoli zaczyna pojmować, że są na świecie rzeczy, o które warto walczyć. I że pewne sytuacje – na przykład nowa miłość − dopadają człowieka wtedy, gdy się tego najmniej spodziewa.



Lubię czytać powieści obyczajowe. To przy nich najbardziej się relaksuję. Nie wymagają zbyt dużego skupienia od czytelnika, a dostarczają rozrywkę. Ostatnio, zdecydowałam się na przeczytanie książki „Szczęście dla zuchwałych". Nie oczekiwałam od niej zbyt wiele. Wątpiłam, aby ta książka czymś mnie zaskoczyła. Chciałam po prostu spędzić kilka wieczorów z niewymagającą lekturą. 

„Szczęście dla zuchwałych" to nie jest cieniutka książeczka. Posiada ponad pięćset stron. Patrząc na tę objętość przewidziałam, że przeczytanie tej pozycji zajmie mi kilka wieczorów. Ku mojemu zdziwieniu, po pierwszym wieczorze czytania byłam już w połowie, a po drugim skończyłam. Książkę tę czyta się w ekspresowym tempie. Została napisana bardzo przyjemnym językiem, który ani trochę nie utrudniał odbioru. 

A co z fabułą? Z nią bywało różnie. Na początku, opisywana historia mi się spodobała. Może nie było to coś niespotykanego, szokującego i wiedziałam jak to się skończy to kibicowałam głównej bohaterce. Jednak im dalej tym zaczęły się pojawiać wątki, które średnio mi pasowały do całej książki i które sprawiły, że moja ogólna ocena tej książki się pogorszyła. 

„Szczęście dla zuchwałych" to dobra książka, ale bez fajerwerków. Czyta się szybko i nie wymaga zbyt wiele od czytacza, ale w pewnym momencie mogą wystąpić zgrzyty i irytacja. Jest to książka do jednorazowego przeczytania i myślę, że sięgną po nią wyłącznie fani obyczajówek.

Ocena 4,5/6

środa, 25 września 2019

Pod nóż - Arnold van de Laar

Tracheotomia prezydenta Kennedy’ego, Bob Marley i czerniak pod paznokciem, tętniak Einsteina, Jan Paweł II i historia jednego pocisku… 
Arnold van de Laar zaprasza w podróż przez dzieje chirurgii – od starożytności po najnowsze osiągnięcia i technologie. Ogrom wiedzy i równie wiele anegdot, opowiadanych z przymrużeniem oka – to wszystko czyni Pod nóż najatrakcyjniejszą na polskim rynku książką o tej tematyce. 
„Kim są chirurdzy, jacy to ludzie? Skąd przychodzi im do głowy pomysł krojenia czyjegoś ciała w chwili, gdy ta osoba nic nie czuje? Jak mogą spokojnie spać, podczas gdy zoperowany pacjent walczy o życie? Jak dają sobie radę po śmierci pacjenta pod nożem, nawet jeśli nie popełnili błędu? Czy chirurdzy są szaleni, genialni, czy pozbawieni wszelkich skrupułów?” – pisze we wstępie autor, holenderski chirurg specjalizujący się w laparoskopii.


Uwielbiam wszystkie książka związane w jakiś sposób z medycyną. Nie powinno być szokujące to, że jak zobaczyłam zapowiedź książki ,,Pod nóż" to zapragnęłam ją przeczytać. Chirurgia zajmuje specjalne miejsce w moim serduszku. Jest to moje niespełnione marzenie i czytając o niej czuję się jakbym przeniosła się do świata chirurgów i staję się odrobinę szczęśliwsza. 

,,Pod nóż" to 28 historii operacji, jakie wydarzyły się w ciągu ostatnich wieków. Nie są to zbyt długie historie, gdyż każda została opisana na kilkunastu stronach, co moim zdaniem jest idealną długością. Mamy okazję poznać ciekawe historie z dziejów chirurgii, a przy tym nie zaczynamy się nudzić, gdyż żadna opowieść nie została na siłę rozwleczona. Mamy tu najważniejsze fakty, różne anegdoty, ciekawości, dzięki czemu bardzo przyjemnie czyta się tę pozycję. 

Książka ,,Pod nóż" nadaje się również dla osób kompletnie zielonych w chirurgii. Każdy użyty termin jest tłumaczony w łatwy i przystępny sposób. Po przeczytaniu tej pozycji poszerzyłam swoją wiedzę nie tylko o ciekawe przypadki z chirurgii, ale także o kilka medycznych terminów, z którymi wcześniej się nie spotkałam. Jestem zachwycona tą książka i z wielką chęcią przekazywałam dalej co ciekawsze szczegóły przeczytanych historii, przez co zachęciłam do przeczytania książki pana van de Laara.

Ocena 5,5/6