czwartek, 19 maja 2022

Piękno i bestie. Niebezpieczne historie - Soman Chainani

 

Dwanaście niebezpiecznych historii o tajemnicach, magii i zbuntowanych sercach. Ale też o rasizmie i wykluczeniu, o seksizmie i o pięknie, które może być… piętnem!

Kopciuszek. Królewna Śnieżka. Jaś i Małgosia. Wydaje ci się, że znasz te baśnie? Nawet nie wiesz, jak bardzo się mylisz! Soman Chainani, autor bestsellerowego cyklu Akademia Dobra i Zła, postanowił napisać je całkiem na nowo. Niektóre to tylko kwestia zmiany perspektywy. Inne to całkowicie nowe opowieści na znanych motywach, za każdym razem okrutnie przewrotne.

Dwanaście baśni to dwanaście niebezpiecznych, drapieżnych opowieści o magii, tajemnicach i bohaterach, którzy nie obawiają się buntować przeciwko światu. Komu się powiedzie, a kto poniesie klęskę? Kto ulegnie konwenansom baśni, a kto uwolni się od nich raz na zawsze? Czy księżniczka musi czekać na swojego księcia? Czy piękna ma prawo walczyć jak bestia? Czy zagubioną drogę do szczęścia da się odnaleźć ponownie?

W dzieciństwie miałam swoją ulubioną bajkę. Była nią Kopciuszek. Uwielbiałam główną bohaterkę i z wielką chęcią oglądałam każdą wersję. Lata mi przybywały, ale sentyment do Kopciuszka pozostał i nadal lubię oglądać nowe ekranizacje i wersje tej historii. W momencie, gdy zobaczyłam zapowiedź książki „Piękno i bestie. Niebezpieczne baśnie”, to od razu pomyślałam o Kopciuszku i zalały mnie pozytywne wspomnienia z tą postacią. Musiałam sprawdzić czy pośród tych niebezpiecznych baśni jest ta moja ulubiona.

Z wielkim zaciekawieniem zaczęłam czytać książkę „Piękno i bestie. Niebezpieczne baśnie”. Od razu zatonęłam w historiach. Poczułam się trochę jak w dzieciństwie, gdyż znowu przeżywałam przygody z bohaterami poznanymi w dzieciństwie. Jednak czytane historie się różniły od tych znanych i to sprawiało, że byłam ciekawa jak dokładnie się potoczą. Niektóre były naprawdę niebezpieczne, mroczne i klimatyczne. Pokazały jak mogłyby zakończyć się znane historie, gdyby nie miały szczęśliwego zakończenia. Ach, aż dreszcze mnie przychodzą na samo wspomnienie.

„Piękno i bestie. Niebezpieczne baśnie” to po części powrót do dzieciństwa, ale bez mydlenia oczu, że każda historia kończy się dobrze. Ta książka pokazuje jakby wyglądały znane baśnie, gdyby od początku byłyby pisane dla dorosłych. Jestem usatysfakcjonowana lekturą i mam ochotę na więcej takich lektur. Jestem wielką fanką Kopciuszka, jednak w tej książce zdecydowanie moje serce skradła nowa wersja Pięknej i Bestii. Zaskoczyła mnie, rozśmieszyła, aby na końcu sprawić, że uznałam, że to jest najbardziej logiczne zakończenie. 

Wydawnictwo Jaguar

wtorek, 17 maja 2022

Echo przyszłych wypadków - James Islington


 Mniejsze zło i większe dobro. Dwie najbardziej niebezpiecznie rzeczy na świecie. Bitwy o Ilin Illan i Tol Shen uświadomiły ludziom, że Bariera nieuchronnie słabnie. Jeśli padnie, nastanie świat "bez" - bez radości, bez życia, bez światła i nadziei a istnienie tych, którzy przetrwają stanie się pasmem nieskończonych cierpień. Przeciwnik wciąż kryje się w Talan Gol i czeka na właściwy moment, by uderzyć z całą mocą. Zamiast działać, Rady Starszych prowadzą wewnętrzne rozgrywki. Davian musi stawić czoła ich krótkowzroczności, co samo w sobie jest już zadaniem trudnym. Jeszcze trudniejsze wydaje się stawienie czoła własnej przeszłości - pełnej krwi, śmierci i kłamstw. Na ołtarzu tej powinności złożył już przyjaciół, teraz przyjdzie mu, być może, złożyć własne szaleństwo. Nie jest to jednak cena, której nie zapłaci w chwili ostatecznej próby. Gdy powstaną Cienie i przebudzi się Ciemność.

Moja przygoda z czytelnictwem zaczęła się od pokochania fantastyki. Będąc nastolatką to właśnie książki z tego gatunku pochłaniałam nałogowo. Nic więc dziwnego, że sięgnęłam po „Trylogię Licaniusa”. Wszystko mi podpowiadało, że to kawał dobrej historii. Nie pomyliłam się. Przez pierwszą część przepłynęłam i od razu miałam ochotę sięgnąć po kolejną. Jednak minął prawie rok, a ja dopiero przeczytałam „Echo przyszłych wypadków”, czyli drugą część trylogii.

Po tylu miesiącach od przeczytania pierwszej części trylogii musiałam chwilę poświęcić, aby przypomnieć o czym dokładnie ona była. Na szczęście „Echo przyszłych wypadków” zaczyna się od krótkiego przypomnienia co działo się wcześniej. Podczas czytania już właściwej historii przypomniała mi się reszta ważnych szczegółów, więc nie miałam żadnych problemów ze zrozumieniem treści. Ponownie mogłam czerpać przyjemność z czytania. Autor po raz kolejny zaskoczył mnie, że tak wielostronicową książkę (ponad osiemset stron) da się tak szybko przeczytać. Jak już zaczynałam czytać, to na raz potrafiłam przeczytać kilkadziesiąt stron, a miałam wrażenie, że minęło dopiero kilka minut.

„Echo przyszłych wypadków” to godna kontynuacja „Cienia utraconego świata”. Czyta się równie bezproblemowo, z zaciekawieniem oraz w ekspresowym tempie. Po zakończeniu jestem niezmiernie ciekawa ostatniej części, ale trochę też się jej obawiam, bo może mnie rozczarować, ale także fantastycznie zakończyć bardzo dobrą trylogię. „Blask ostatecznego kresu” jest już na mojej półce i mam nadzieję, że jednak pokonam swoje obawy i szybko ją przeczytam.

Wydawnictwo Fabryka Słów

czwartek, 12 maja 2022

Nowy księżyc na wodzie - Mort Castle

 

Zadymiony klub, ulubione miejsce spotkań nieumarłych, ranczo po sąsiedzku, którego właścicielem jest potwór, czy wreszcie tajemniczy człowiek budzący swoją obecnością nieznane demony – te znakomite opowiadania odkryją na nowo świat, który myślicie, że znacie, i odsłonią ten mroczny, o którego istnieniu trudno wam będzie zapomnieć. Mort Castle, nazywany Charlesem Dickensem horroru, zabiera czytelnika w podróż, w której zło zdaje się czaić tuż za rogiem, by wyciągnąć na światło dzienne najciemniejsze skrywane pragnienia.

Opowiadania to nie jest coś, co szczególnie lubię. Przez wiele lat w ogóle nie sięgałam po nie. Uważałam, że nie ma po co marnować czasu skoro i tak mi się nie spodobają. Jednak zaczęłam natrafiać na takie opowiadania, których opisy mnie zaciekawiły. Na początku się opierałam, lecz po pewnym czasie skusiłam się na przeczytanie. W końcu opowiadania nie są za długie, więc zbyt dużo czasu nie zajmują. Spodobało mi się to, co przeczytałam. Tak zaczęłam sięgać po nie częściej. Nadal wolę powieść od opowiadań, lecz już nie rezygnuję z przeczytania książki tylko, dlatego, że jest zbiorem opowiadań. „Nowy księżyc na wodzie” trafił do mnie w idealnym czasie. Zapowiedź tej książki mi się spodobała, a opowiadania już mnie tak nie odrzucały.

Od początku spodziewałam się, że opowiadania ze zbioru „Nowy księżyc na wodzie” będą specyficzne, inne niż to, co zazwyczaj czytam. Wiele się nie pomyliłam. Już pierwsze opowiadanie pokazało mi, że autor potrafi stworzyć klimatyczną historię. Niejedno z późniejszych opowiadań mnie zaskoczyło. Mam wrażenie, że kończyłam czytanie z wielkim zaskoczeniem na twarzy. Nie spodziewałam się, że niektóre historie mogą się skończyć w taki sposób. Jednocześnie bardzo mi się one podobały. Wiadomo, nie każde w równym stopniu, ale większość z nich z chęcią przeczytałabym drugi raz.

Opowiadania nie są moją ulubioną formą. Zdecydowanie wolę powieści. Jednak tacy autorzy jak Mort Castle udowadnia mi, że warto czasem sięgnąć po tego rodzaju utwory literackie. Opowiadania w książce „Nowy księżyc na wodzie” mimo niewielkich rozmiarów potrafią zainteresować czytelnika. Pokazują historie, którym niczego nie brakuje, są klimatyczne i nieraz zaskoczyły mnie swoim zakończeniem. To było moje pierwsze spotkanie z Mortem Castle, ale na pewno nie ostatnie.

Wydawnictwo Videograf

wtorek, 10 maja 2022

Gdzie w Polsce do miasta - Katarzyna Węgrzyn

 

Przez lata podróżując po Polsce, odwiedzałam nie tylko kopalnie, góry, zamki czy parki narodowe, ale i nasze największe miasta. Zawsze fascynowała mnie ich historia, nierzadko obejmująca przecież setki lat bardzo skomplikowanych dziejów.

Mam wrażenie, że niewiele wiemy o polskich metropoliach. Na weekendowe wypady do miasta, tzw. city breaki, wolimy wybierać europejskie stolice, zapominając, że Kraków, Gdańsk czy Poznań mają do zaoferowania co najmniej tyle samo.

Ta książka zawiera ciekawostki i pomysły na wycieczki po największych miastach Polski. Znajdziecie w niej plany z atrakcjami zaznaczonymi tak, by przypadkiem nie przegapić wartych zobaczenia, a leżących koło siebie miejsc. Opisuję nietuzinkowe muzea, parki, punkty widokowe i atrakcje, które warto odwiedzić z dziećmi. Wypisałam w niej też najlepsze restauracje i miejsca noclegowe oraz instaspoty – miejsca, w których naprawdę warto zrobić sobie zdjęcie, jeśli chcecie udostępniać je w mediach społecznościowych. Liczę na to, że to wszystko nie pozwoli wam się nudzić!


Przez długi okres swojego życia nie lubiłam nigdzie wyjeżdżać. Najlepiej było mi w domu. Nie ciągnęło mnie do poznawania nowych miejsc. Wypoczynek tylko w domu z książką albo serialem. Jednak to mi się trochę zmieniło. Nadal bardzo lubię przebywać w domu, ale zrodziła się we mnie chęć poznania innych miast. Nie chcąc stracić najciekawszych miejscówek przeszukiwałam Internet przed wyjazdem do nowego miasta. Zawsze się okazywało, że coś przegapiłam, a samo szukanie było dla mnie męczące. Na szczęście pojawiła się książka, która na nowo zachęciła mnie do poznawania polskich miast.

Jak zobaczyłam po raz pierwszy zapowiedź książki „Gdzie w Polsce do miasta?”, to od razu uznałam, że to coś dla mnie. Mam w planach zwiedzić wszystkie większe miasta w Polsce, a ten przewodnik mi to na pewno ułatwi. Mając już go w dłoniach długo nie czekałam, aby go obejrzeć. Od razu mi się spodobał. Krótkie informacje o danym mieście, a do tego treściwe. Wszystkie informacje są przedstawione w bardzo przejrzysty sposób. Ogromnie się ucieszyłam, gdy zobaczyłam, że opisane zostały podziemne miejscówki do zwiedzania. Do nich mam ochotę pójść w pierwszej kolejności.

Od kilku lat mieszkam w Warszawie, a książka „Gdzie w Polsce do miasta?” pokazała mi miejsca, o których nie miałam pojęcia, a które od razu wciągnęłam na listę do zwiedzenia. Przewodnik jest ładny, zgrabny, a do tego zaskakuje nieoczywistymi miejscówkami, o których nigdy wcześniej nie słyszałam.

Dzięki temu, że posiadam już książkę „Gdzie w Polsce do miasta?” nie będę musiała męczyć się z przekopywaniem stron internetowych, aby dowiedzieć się czegoś o nieznanym dla mnie mieście. Swoje najbliższe plany wyjazdowe na pewno będą układać właśnie z tym przewodnikiem. 

Wydawnictwo Znak 

wtorek, 26 kwietnia 2022

Kilka upalnych nocy - Anna Szczypczyńska

 

Krzysztof był jej pierwszą miłością. Miłością, dla której Natalia kilka lat wcześniej odważyła się przeciwstawić despotycznej matce i wyprowadzić z domu. Mieli kupić mieszkanie, adoptować psa, kto wie, może z czasem pojawiłyby się dzieci? Ale zamiast tego Krzysztof oznajmia, że odchodzi. Plany i marzenia Natalii pękają niczym mydlana bańka, a i tak już niskie – za sprawą specyficznego wychowania – poczucie własnej wartości zostaje dodatkowo nadszarpnięte. Kobieta musi zbudować swoje życie i przede wszystkim siebie na nowo.
Na szczęście nie jest w tym sama! Jest Franek, którego do tej pory widziała jedynie jako sąsiada od przesyłek, i jest Gaba – nowa koleżanka z pracy, a jednocześnie ucieleśnienie tego, kim Natalia zawsze chciała być: atrakcyjną kobietą, która robi to, na co ma ochotę, a nie to, co powinno się robić.
To przy nich Natalia po raz pierwszy od długiego czasu poczuje beztroską radość, nabierze chęci, by lepiej poznać siebie i swoje ciało. Pozwól się uwieść Kilku upalnym nocom!

W zeszłym roku był taki czas, w którym za każdym razem, gdy wchodziłam na Instagrama, to widziałam jedną i tę samą książkę. Była to książka napisana przez Annę Szczypczyńską pod tytułem „Gdzieś pomiędzy wierszami”. Gdyby nie taki pozytywny odbiór pierwszych czytelników, którzy z chęcią dzielili się swoimi wrażeniami, to bym w ogóle nie zwróciła uwagi na tę książkę. To dzięki nim przeczytałam tę książkę i byłam zachwycona. Książka mnie wzruszyła i na długo zapadła w pamięci. Nic, więc dziwnego, że bez wahania sięgnęłam po książkę tej autorki wydaną w bieżącym roku, czyli „Kilka upalnych nocy”.

Po przeczytaniu po raz pierwszy opis książki „Kilka upalnych nocy” wiedziałam, że historia głównej bohaterki do mnie przemówi. Od pierwszych chwil poznania Natalii czułam, że ją lubię i rozumiem. Mocno trzymałam za nią kciuki i byłam ciekawa jak dalej potoczy się jej życie. Nie potrafiłam oderwać się od tej książki. Wiele wydarzeń z tej książki powodowało, że porównywałam sytuację głównej bohaterki z własną. Przeczytana historia skłoniła mnie do większych przemyśleń nad sobą. Nad tym, co takiego ostatnio zrobiłam dla siebie, aby poczuć się lepiej.

„Kilka upalnych nocy” to kolejna książka pani Szczypczyńskiej, która wywołała we mnie wiele emocji. Skłoniła mnie do przemyśleń nie tylko nad życiem bohaterów, ale także nad swoim. Nie czuję, aby zachwyciła mnie tak samo jak jej poprzednia książka, ale na pewno wniosła coś dobrego do mojego życia. Pozostawiła po sobie ślad w mojej głowie. 

Wydawnictwo Literackie