poniedziałek, 30 stycznia 2023

Półmistrz - Mariusz Czubaj


 W przededniu drugiej wojny światowej z Gdyni do Buenos Aires polska reprezentacja wyrusza na olimpiadę szachową na pokładzie transatlantyku „Przyszłość”. Wkrótce na statku dochodzi do wyjątkowo brutalnej zbrodni, a w oczodole ofiary morderca umieszcza szachowy pion. Śledztwo w tej nietypowej sprawie prowadzi tajemniczy pasażer, Edward Abramowski. I ma powody, aby przypuszczać, że za morderstwem kryje się coś więcej. Wśród znakomitych pasażerów znajdują się między innymi: ekscentryczny literat Witold Gombrowicz, genialni szachiści Savielly Tartakower i Mieczysław Najdorf, a także strzegąca swych sekretów Nina, która do stracenia ma niemal tak wiele jak sam Abramowski. 

Bardzo lubię czytać kryminały. Cały czas mam wrażenie, że czytam ich za mało i jeszcze tyle autorów jest do poznania. Kiedy zobaczyłam, że Wydawnictwo Znak planuje od nowego roku wydawać nową serię, która miała się skupiać na kryminałach, to ogromnie się ucieszyłam. Lubię książki tego wydawnictwa i czytam je od lat. Nie mogło być inaczej, seria Crime musiała mieć ciekawe pozycje. Jednak swoją teorię chciałam potwierdzić w praktyce i sięgnęłam po ich pierwszą książkę, czyli „Półmistrza”.

Nie czytałam wcześnie żadnej książki Mariusza Czubaja i w ogóle nie wiedziałam czego się spodziewać po jego twórczości. Mimo wszystko podeszłam z pozytywnym nastawieniem do czytania ,,Półmistrza”. Miałam wrażenie, że mi się spodoba. No i niestety trochę się rozczarowałam. Moje pierwsze wrażenia były nawet dobre. Bardzo sprawnie i szybko czytało mi się książkę. Zmieniło się to, gdy po przeczytaniu kilkudziesięciu stron zorientowałam się, że prawie nic się nie zadziało. Czekałam jeszcze kolejne kilkadziesiąt stron, aby coś ciekawego się stało. Jednak zdążyłam się już zirytować, gdyż preferuję kryminały z wartą akcją od pierwszych stron.

Gdy w końcu doczekałam się pierwszego zabójstwa, to moja opinia o tej książce się trochę poprawiła. Później zaczęło się dziać zdecydowanie więcej. Na nowo zwiększyło to tempo mojego czytania. Moje zainteresowanie czytaną historią wzrosło. Jednak po zakończonym czytaniu książki „Półmistrz” gdzieś tam zostało w mojej głowie to początkowe rozczarowanie. Nie potrafię powiedzieć, że ta książka w pełni mi się podobała. Może bardziej cierpliwym ten długi wstęp do kryminału by nie przeszkadzał, jednak ja lubię jak coś się dzieje od początku. Gdybym wiedziała, że przez tyle czasu nic się nie stanie, co by mnie zainteresowało, to raczej zrezygnowałabym z czytania tej książki, bo druga część książki tylko częściowo mi to wynagrodziła.

Znak Crime

środa, 25 stycznia 2023

Zapomniana dziewczyna - Karin Slaughter


 Longbill Beach, rok 1982. Emily Vaughn szykuje się na bal maturalny, najważniejsze wydarzenie w szkolnym życiu każdego licealisty. Lecz Emily ma pewną tajemnicę. I przed upływem wieczora umrze. Morderstwo, które pozostaje zagadką.
Czterdzieści lat później zabójstwo Emily nadal jest nierozwiązane. Jej przyjaciele zwarli szyki i trzymają się jednej wersji wydarzeń, rodzina zamknęła się w sobie, społeczność miasta żyje swoim życiem. Lecz już niedługo wszystko ulegnie zmianie.
Ostatnia szansa na wykrycie zabójcy.
Andrea Oliver zjawia się w Longbill Beach z prostym zadaniem: zapewnić ochronę sędzi, której ktoś grozi śmiercią. To jednak tylko przykrywka, ponieważ tak naprawdę Andrea szuka sprawiedliwości dla Emily i chce odkryć prawdę, zanim zabójca postanowi ją uciszyć.

Kryminały i thrillery to są jedne z moich ulubionych gatunków książek. Kiedy widzę książkę należącą do tego gatunku to najczęściej chcę ją przeczytać. Nic więc dziwnego, że pewnego razu sięgnęłam po książkę Karin Slaughter, która tworzy od dobrych kilkunastu lat i słynie właśnie z książek należących do tej kategorii. Moje pierwsze spotkanie z jej twórczością było udane i z wielką chęcią sięgałam po jej kolejne książki. Ostatnio udało mi się przeczytać książkę pod tytułem „Zapomniana dziewczyna”.

Gdy zaczynałam czytać książkę „Zapomniana dziewczyna” to byłam bardzo ciekawa co to będzie za tytułowa dziewczyna, co się z nią stało i jak rozwiążą jej sprawę po czterdziestu latach. Jak już udało mi się zapoznać z częścią historii to moje zainteresowanie nie osłabło. Poznałam trochę lepiej Emily, która lata temu znalazła się w ciężkiej sytuacji, oraz Andreę, która po latach próbuje znaleźć mordercę Emily. Obie bohaterki miały cechy, które polubiłam, ale także, które mnie irytowały. Nie zmieniło to jednak faktu, iż kibicowałam im. Wiedziałam, że kibicowanie Emily nic nie pomoże, bo nie żyła od czterdziestu lat, ale chciałam, aby jej sprawa się wyjaśniła.

Od początku wiedziałam, że książka Karin Slaughter musi mi się spodobać i nie zaskoczyło mnie to, że tak się stało. Dostałam intrygującą historię, która wciągnęła mnie od pierwszych stron. Podobało mi się to, że akcja toczy się dwutorowo i miałam możliwość poznać Emliy jeszcze za jej życia i Andreę, która po latach zajęła się jej sprawą. Dzięki temu poznałam otoczenie Emily i zaczęłam mieć swoich podejrzanych, a każdy z nich miał coś za uszami. Zakończenie książki mi się spodobało, bo trochę mnie zaskoczyło, gdyż nie odkryłam go przed Andreą.

Wydawnictwo HarperCollins 

sobota, 21 stycznia 2023

Opowieść starego lustra - Dorota Gąsiorowska

 

Na jednej z malutkich, klimatycznych ulic Krakowa skrył się sklepik z antykami. Magia przeszłości unosi się nad starymi przedmiotami z duszą, których historie tylko czekają na opowiedzenie… W sklepiku od kilku lat pracuje Alicja, która mieszka w kamienicy naprzeciwko. Co roku, patrząc na taniec pierwszych płatków śniegu, cieszy się na nadchodzące Boże Narodzenie. Teraz jednak dziewczyna ma przeczucie, że ten grudzień i te święta okażą się inne niż wszystkie… A kiedy otrzymuje nieoczekiwany prezent – stare, kryształowe lustro – zaczynają dziać się rzeczy, których nie jest w stanie wyjaśnić. Alicja trafia do dziewiętnastowiecznego dworu i spotyka ludzi, których nigdy nie mogłaby poznać… A później, równie niespodziewanie, wraca do swojego mieszkanka na poddaszu. Choć wydaje jej się, że to był tylko dziwny sen – podróż powtarza się i to kilka razy. W dodatku w życiu Alicji pojawia się dwóch mężczyzn, każdy równie intrygujący. Czy dziewczyna będzie w stanie wybrać jednego z nich? Czy to, co wydarzyło się w starym dworze wpłynie na jej współczesne życie? Jakie zadanie przed nią stoi? I dlaczego to właśnie Alicja musi je wykonać?

Bardzo lubię sięgać po książki napisane przez polskich autorów lub polskie autorki. W okresie zimowym z wielką chęcią czytam książki z zimowym i świątecznym klimatem. Dodatkowo już od dłuższego czasu przypatruje się książkom Doroty Gąsiorowskiej. Udało mi się nawet jedną przeczytać. Moją uwagę przykuwają okładki książek tej autorki i mam ochotę przeczytać je wszystkie. Dosyć niedawno wyszła książka Doroty Gąsiorowskiej w zimowym klimacie. To była książka, po którą musiałam koniecznie szybko sięgnąć. Tak też się stało i jestem już po lekturze „Opowieść starego lustra”.

Do czytania książki „Opowieść starego lustra” podeszłam z wielkim zainteresowaniem. Byłam pewna, że ta książka mi się spodoba i się nie pomyliłam. Wystarczyło mi, że zaczęłam czytać drugi rozdział i zostałam zaskoczona. To właśnie w tym momencie wciągnęłam się w czytaną historię. Mimo że czytałam opis z tyłu okładki to nie spodziewałam się, że imię głównej bohaterki, czyli Alicja i lustro w tytule książki mogą się łączyć w tak oczywisty sposób i będzie mieć to związek z Alicją po drugiej stronie lustra.

Sięgnęłam po książkę „Opowieść starego lustra”, gdyż chciałam poczuć jej świąteczny klimat. Cała historia owszem dzieje się w okolicach świąt. Jest mowa o prezentach świątecznych i innych planach z nimi związanymi. Jednak w tej książce najbardziej zaciekawiły mnie przygody Alicji. Do tego stopnia, że nawet nie zwracałam uwagi na porę roku.

Nie spodziewałam się, że książka „Opowieść starego lustra” aż tak bardzo mnie wciągnie. Oczekiwałam przyjemnej historii ze świętami w tle, a dostałam coś więcej. Intrygujące przygody głównej bohaterki, które sprawiały, że w mojej głowie ciągle pojawiały się pytania i ciekawość jak to wszystko się zakończy. Samo zakończenie trochę mnie zawiodło, ale ostatecznie stwierdzam, że warto było sięgnąć po tę książkę, aby poznać interesujący środek.

Znak Literanova

wtorek, 3 stycznia 2023

Kolęda na cztery ręce - Natasza Socha

 

Jedna nieprzemyślana decyzja może na zawsze odmienić nasz los. Boleśnie przekonała się o tym Maria, której urażona w młodości duma przekreśliła szansę na szczęście u boku ukochanego. Jesienią życia na swojej drodze spotyka Paulinę, dla której ostatni rok nie był sprzyjający. Po trudnym rozstaniu dziewczyna ma złamane serce, a do jej drzwi coraz częściej puka samotność. Teraz jeszcze zmuszona jest spędzać czas z dojrzałą podopieczną fundacji, w której pracuje, a przecież wcale nie przepada za starszymi ludźmi. Ten grudzień zapowiada się naprawdę fatalnie! Sprawy komplikują się jeszcze bardziej, gdy Paulina odkrywa, że z Marią łączy ją o wiele więcej, niż mogła przypuszczać. Poznając historię nowej znajomej, zaczyna uświadamiać sobie, co tak naprawdę jest ważne. Czy dzięki temu uda jej się zawalczyć o życie, jakiego pragnie?

Grudzień to taki miesiąc w roku, w którym szczególnie lubię czytać książki zimowe i świąteczne. Ostatnio, coraz wcześniej zaczynają się premiery świątecznych książek, lecz z ich przeczytaniem czekam na grudzień. Mam kilka swoich ulubionych autorek, które wydają swoje książki w tym okresie i po nie sięgam co roku, lecz z chęcią sięgam także po książki innych twórczyń. Do tej pory nie miałam okazji przeczytać żadnej książki Nataszy Sochy. Ostatnio to się zmieniło i udało mi się sięgnąć po książkę „Kolęda na cztery ręce”, która mnie zaskoczyła.

Lubię sięgać po świąteczne książki ze względu na klimat, który tworzą. W książce „Kolęda na cztery ręce” ciężko odczuć ten klimat. Historia zdecydowanie bardziej skupia się na pokazaniu ludzi, ich problemów, relacji między nimi. Nie znalazłam tutaj typowej świątecznej historii, ale ta przedstawiona była zdecydowanie ciekawa i wciągająca. Momentami dająca do myślenia, gdyż pokazuje sposoby myślenia i życia różnych pokoleń. Aż zaczęłam się zastanawiać jakie ja bym wybory dokonała i co takiego mogę zrobić, aby mój dzień był lepszy i czy byłoby to coś szalonego jak w stylu Marii.

„Kolęda na cztery ręce” to moja pierwsza przeczytana książka napisana przez Nataszę Sochę i jestem w pełni zadowolona z lektury. Historia okazała się być wciągająca i z kilkoma zagadkami. Zagadki nie okazały się być trudne do rozwiązania, ale nie przeszkodziło mi to w czerpaniu przyjemności z czytania i z niemałym zadowoleniem kończyłam czytać tę książkę z myślą, że z chęcią przeczytałabym podobną historię.

Wydawnictwo Literackie 

piątek, 30 grudnia 2022

Zagubiony anioł - Magdalena Kordel


 Rok temu Michalina odważyła się wypowiedzieć skryte życzenia, a dziś aż trudno jej uwierzyć we własne szczęście. Mała Klara, zakochany po uszy Konstanty i troskliwa Nela każdego dnia przypominają jej o tym, jak wielką moc mają anioły. Pierwsze święta w ich nowym domu będą dokładnie takie, jak zaplanowała – wypełnione zapachem mandarynek, melodią wspólnie śpiewanych kolęd i magią świętowania tych szczególnych dni w gronie najbliższych. Jednak nie dla wszystkich grudzień jest czasem radosnych przygotowań. Haśka oddałaby wiele, aby zapewnić swojej córeczce ciepło i bezpieczeństwo. Ukrywając się z Tosią przed ludźmi, którym nigdy nie powinna ufać, czuje, że jest sama przeciwko światu. I że jak nigdy dotąd potrzebuje jakiegoś znaku. Czegoś, co dałoby jej choć cień nadziei na to, że ona i jej córeczka mają szansę na chleb, którego nie zabraknie, grube rękawiczki i rozgrzany piec. Na to, żeby kochać. Na zwyczajne życie. Bez fajerwerków. Ot, normalne, codzienne bycie razem.

Kilka lat temu przeczytałam swoją pierwszą książkę autorstwa Magdaleny Kordel. Była to miłość od pierwszego przeczytania. Od tamtej pory czytam każdą książkę wydaną przez tę autorkę. W szczególności nie omijam tych zimowych i okołoświątecznych. Nie wyobrażam sobie tego czasu bez książki Kordel. W tym roku mogłam wrócić do znanych mi już bohaterów. Pisarka wróciła do Michaliny, którą poznałam sześć lat temu w książce „Anioł do wynajęcia”. Po kilku latach w końcu mogłam poznać dalsze losy Michaliny i jej rodziny, a to dzięki książce „Zagubiony Anioł”.

Rzadko się spotykam z tym, aby autor po kilku latach wrócił do jakieś historii, aby napisać jej kontynuację. Nie spodziewałam się już, że autorka wróci do Michaliny z „Anioła do wynajęcia”. Tak więc byłam trochę zaskoczona pojawieniem się kontynuacji. Kiedy zaczynałam czytać książkę „Zagubiony Anioł”, to niewiele pamiętałam z pierwszej części. Jednak z czasem i przeczytaniem kolejnych stron książki „Zagubiony Anioł” przypominało mi się co działo się z Michaliną w książce „Anioł do wynajęcia”. Jestem pewna, że te sześć lat temu byłam bardzo ciekawa dalszych losów Michaliny i jej bliskich, jednak po tych latach moja ciekawość osłabła, ale mimo wszystko miło było poznać kolejne dzieje znanych bohaterów.

Magdalena Kordel po raz kolejny udowodniła mi, że jej książki idealnie wpasowują się w moje gusta czytelnicze. Książkę „Zagubiony Anioł” czytało mi się bardzo przyjemnie i szybko. Autorka stworzyła prawdziwie świąteczny i zimowy klimat, od którego ciężko było mi się oderwać. Mam nadzieję, że będzie mi dane przeczytać jeszcze niejedną książkę napisaną przez panią Kordel.

Wydawnictwo Znak