poniedziałek, 31 lipca 2023

Piekło-niebo - Paweł Fleszar

 

Kraków, maj 2019 roku. Dzieci z trzeciej klasy podstawówki przygotowują się do pierwszej komunii, kiedy nad zalewem zostają znalezione zwłoki jednego z nich. Ślady świadczą o brutalnym zabójstwie – duszeniu i gwałcie. Wkrótce dochodzi do kolejnych zaginięć i morderstw chłopców w innych częściach miasta. W tym czasie odbywa się też premiera filmu braci Sekielskich "Tylko nie mów nikomu" i odżywa historia Gumisia, pierwszego terrorysty III RP. Policja musi rozstrzygnąć, czy to przypadkowy zbieg okoliczności, czy elementy perfidnej intrygi. I czy papierowa dziecięca zabawka „Piekło-niebo” może stanowić klucz do rozwiązania zagadki?

Bardzo lubię czytać kryminały. Lubię sięgać po książki z tego gatunku napisane przez polskich autorów. Nie słyszałam wcześniej o kimś takim jak Paweł Fleszar, dopóki nie zobaczyłam pierwszą zapowiedź książki „Piekło-niebo”. Zaciekawił mnie opis. Zapowiadała się emocjonalna i wciągająca historia, gdyż miała tyczyć gwałtów i zabójstwa dzieci. Byłam bardzo ciekawa i przygotowana na mocny kryminał.

Moje zaciekawienie książką „Piekło-niebo” utrzymało się mniej więcej do sceny oględzin pierwszej ofiary. Wtedy przeczytałam wiele nielogiczności i pomyłek. Przestraszyłam się, że reszta książki będzie wyglądała podobnie. Na szczęście przez resztę książki autor już się nie skupił na opisie oględzin i historię czytało się lepiej. Moje zaciekawienie wzrosło. Z chęcią podążałam za kolejnymi tropami, aby znaleźć mordercę i gwałciciela małych chłopców. Przyglądałam się bohaterom i snułam własne domysły. Zakończenie książki mnie zaskoczyło. Niestety niepozytywnie. Miałam wrażenie, że było w dużym stopniu nierealne, nie pasowało mi do całej historii.

Lubię sięgać po kryminały napisane przez dziennikarzy. Do tej pory zawsze trafiałam na takie, w których autor był przygotowany do pisania, zrobił porządne badania. Przez to do mojej głowy się wbiło, że sięgając po książki napisane przez dziennikarzy nie znajdę tam pomyłek wynikających z niedostatecznego researchu. Niestety tym razem się to nie sprawdziło, przez co książka „Piekło-niebo” trochę mnie zawiodła. Myślałam, że jeżeli historia skupia się na morderstwach chłopców, to mnie poruszy albo obrzydzi. Jednak tak się nie stało. Książkę czytało się dobrze, ale bez większych emocji. Dobre czytadło na kilka wieczorów.

Wydawnictwo HarperCollins 

sobota, 29 lipca 2023

Pożoga - Ilona Andrews

 

Rany po sprawie Nari Harris jeszcze się nie zasklepiły, a na progu już czeka nowe, równie śmierdzące zlecenie. Tym razem pomocy potrzebuje Rynda, była narzeczona Szalonego Rogana. A przecież nie ma nic lepszego, niż piękna, bezbronna kobieta padająca ze łzami w ramiona twojego nowego faceta. Ale to tylko drobiazg w porównaniu z resztą kłopotów: Viktoria Tremaine zrobi wszystko, by uczynić Nevadę swoją następczynią. Jedynym sposobem, by się przed nią obronić jest złożenie wniosku o status Rodu, to jednak będzie wymagało pokazania magicznych zdolności członków rodziny całemu światu. I Nevada wcale nie jest pewna, co ostatecznie sprowadzi na jej bliskich większe niebezpieczeństwo. A w międzyczasie zostaje jeszcze do rozpracowania wielki spisek Magnusów, którym marzy się sięgnięcie po władzę absolutną. Cóż, Nevado - czas zakasać rękawy, bo czeka cię naprawdę pracowity tydzień.

W zeszłym roku przeczytałam swoją pierwszą książkę duetu, który kryje się pod pseudonimem Ilona Andrews. Była to pierwsza część cyklu pod tytułem „Ukryte dziedzictwo”. Do dzisiaj pamiętam jak mocno wciągnęłam się w czytanie tej książki i jak smutno mi było ją kończyć. Niedawno miałam możliwość przeczytania trzeciej części tego cyklu, czyli książki pod tytułem „Pożoga”.

Ponownie weszłam do niezwykłego świata Nevady. Przygody bohaterki wciągnęły mnie od pierwszych stron. Znowu było trochę niebezpiecznie, była magia, były problemy do rozwiązania. A to wszystko przeplecione z życiem prywatnym Nevady i jej rozwijającą się relacją z Szalonym Roganem. To oznacza, że znajdziemy tu sporo scen erotycznych. Wiem, że niektórzy uważają to za największą wadę tej serii, lecz mi one nie przeszkadzają. A nawet polubiłam przyglądać się tej dwójce.

Moim zdaniem „Pożoga” to udana kontynuacja serii „Ukryte dziedzictwo”. Przyjemna, lekka w czytaniu z magiczną, trochę niebezpieczną historią, ale napisaną z poczuciem humoru oraz świetnymi bohaterami, z którymi nie chciało mi się rozstawać. Jednak to już koniec, teraz na pierwszy plan mają się wysunąć inne postacie, ale cieszę się, że będę mogła wrócić do tego świata i mam nadzieję, że zostanie pokazane co tam się zadziało u Nevady i Rogana.

Wydawnictwo Fabryka Słów 

czwartek, 27 lipca 2023

Córka ziemi - Dorota Gąsiorowska


 Weronika ma niezwykły dar – potrafi zobaczyć gotową rzeźbę w jeszcze nieoszlifowanym kamieniu. Jej intuicja i umiejętność wsłuchania się w to, co mówi natura, uczyniły z niej rzeźbiarkę światowej sławy. Kiedy właściciel malowniczego pałacu w Jurze Krakowsko-Częstochowskiej zleca Weronice odtworzenie stojącej niegdyś w pałacowym ogrodzie rzeźby Freyi – nordyckiej bogini miłości i magii, mimo nieokreślonego niepokoju dziewczyna podejmuje wyzwanie. Dzieło ma być gotowe na otwarcie hotelu. Jednak niespodziewanie w studni na terenie posiadłości zostają znalezione ludzkie szczątki. Weronika musi znowu zaufać swojej intuicji.

Kilka lat temu przeczytałam swoją pierwszą książkę Doroty Gąsiorowskiej. Pamiętam, że bardzo mi się spodobała. Na tyle, że chciałam przeczytać wszystkie książki autorki. Po tych kilku latach nie udało mi się jeszcze przeczytać wszystkich, ale kilka historii już za mną. Kiedy nadążyła się okazja przeczytania najnowszej książki pani Gąsiorowskiej, to ani chwili się nie zastanawiałam. Od razu skusiłam się na czytanie „Córki ziemi”.

Byłam ciekawa o czym tym razem będzie książka Gąsiorowskiej. Nie zaskoczyło mnie to, że cała historia nawiązuje do natury. Tym razem historia dzieje się dwutorowo. Mamy okazję poznać historię Weroniki, która świetnie dogaduje się z kamieniami i tworzy z nich niezwykle rzeźby. Otrzymuje zlecenie, aby stworzyć rzeźbę Freyi do niedalekiego pałacowego ogrodu. Poznajemy także ten sam pałac w przeszłości oraz jego mieszkańców. Tam główne skrzypce gra Freya to to właśnie tam widać wielkie przywiązanie bohaterów do natury oraz czuć magiczną atmosferę.

Muszę przyznać, że obie historie były ciekawe. Freya, nasz bohatera z przeszłości, zmagała się z wieloma problemami. W jej życiu pojawiło się kilka zagadek, których rozwiązań byłam ciekawa. Miałam okazję przyglądać się jak z rezolutnej dziewczynki zmienia się w pannę. To właśnie jej historii towarzyszy magiczna atmosfera, czasami trochę niebezpieczna. Polubiłam Freyę, ale zdecydowanie bardziej przypadła mi do gustu historia Weroniki. Wydaje mi się, że była ona trochę prostsza, ale dla mnie bardzo intrygująca. Bohaterka nie zmagała się z tyloma problemami co Freya. W każdym razie nie własnymi. Weronika nie potrafiła nie pomóc osobom w potrzebie, a kontakt z innymi ludźmi doprowadza ją do kilku nieprzyjemnych sytuacji.

Jak można się spodziewać, książka „Córka ziemi” wciągnęła mnie od pierwszych stron. Opisuje dwie interesujące historie, a do tego pojawiają się w niej bohaterki, których trudno nie polubić. Kibicowałam im, aby w ich życiu działo się jak najlepiej, a problemy rozwiązywały się gładko. W książce pojawiło się kilka zagadek, które tylko zwiększały moje zaciekawienie. Zakończenie ani trochę mnie nie zawiodło, mimo że życia bohaterek potoczyły się nie do końca tak jak myślałam.

„Córka ziemi” otwiera nowy cykl pani Gąsiorowskiej po tytułem ,,Córki żywiołów” i już teraz jestem ciekawa czym zachwycą mnie kolejne historie.

Wydawnictwo Znak Literanova

poniedziałek, 24 lipca 2023

Lucia - Bernard Minier

 

Grupa studentów kryminologii Uniwersytetu w Salamance odkrywa istnienie mordercy, który przez kilkadziesiąt lat wymykał się organom ścigania. Zabójca aranżuje miejsca zbrodni na wzór scen z renesansowych obrazów. W tym samym czasie w Madrycie dochodzi do makabrycznej zbrodni. Jeden z funkcjonariuszy Guardia Civil zostaje powieszony na krzyżu. Porucznik Lucia Guerrera, nietuzinkowa policjantka, rusza w pościg za sprawcą zwanym „klejowym mordercą”. Aby znaleźć zabójcę, bohaterowie będą musieli połączyć siły. Niestety będą też musieli skonfrontować się z własną przeszłością, ze swoimi najgłębszymi lękami i prawdą, która okaże się straszniejsza niż wszystkie legendy i mity.

Kilka lat temu, a może to już i kilkanaście przeczytałam swój pierwszy kryminał autorstwa Bernarda Miniera. Historia wywarła na mnie niemałe wrażenie. Kiedy przeczytałam, że to debiut autora, który pozwolił mu porzucić pracę na etacie i został przetłumaczony na wiele języków, to wcale się nie zdziwiłam. Od tego czasu wyczekuję nowych książek autora i czytam je regularnie. Niedawno przeczytałam pierwszą część jego nowej serii, czyli książkę pod tytułem „Lucia”.

Przez te lata poznałam trochę styl historii pisanej przez Miniera i jeżeli na okładce widzę nazwisko autora to jestem przekonana, że sięgam po dobry kryminał. Tak też było tym razem. I muszę przyznać, że trochę się rozczarowałam. Historia była dobra. Pojawił się trup, Lucia podążała trop za tropem. Poznałam trochę prywatnych problemów głównej bohaterki. Jednak czegoś mi w tej książce zabrakło. Nie potrafiłam się wciągnąć tak bardzo jak podczas czytania książek o Servazie.

„Lucia” to najnowsza książka jednego z moich ulubionych autorów kryminałów. Jego książki zawsze wciągały mnie od pierwszych stron, były pełne zagadek, a sam autor zawsze skutecznie wodził mnie za nos. Zabrakło mi tego podczas czytania książki „Lucia”. Historia była dobra, ale moim zdaniem najsłabsza ze wszystkich napisanych przez Miniera. Jednak nie zmienia to faktu, że czekam na jego kolejną książkę i mam nadzieję, że będzie równie dobra jak jego poprzednie.

Dom Wydawniczy Rebis 

czwartek, 20 lipca 2023

Pasożyt - Marek Krajewski

 

W sztabie polskiego wywiadu i kontrwywiadu odkryto ślady podwójnego agenta. Każdy jego ruch to wyrok śmierci na kolejnego polskiego szpiega działającego w Związku Sowieckim. Nie wiadomo, kim jest „Pasożyt”, a wytropienie go to misja z gatunku niemożliwych. Zadania może się podjąć tylko jeden człowiek: kapitan Edward „Łyssy” Popielski. Ma zgładzić „Pasożyta”, sprawić, by zniknął bez śladu. Popielski ze swoimi najlepszymi ludźmi rusza do Warszawy, gdzie szybko ulega hipnotycznemu urokowi uwodzicielskiej Ireny, która najpewniej wie, kim jest zdrajca. We Lwowie zostają Leokadia i Rita. Edward nie zdaje sobie sprawy z niebezpieczeństwa, które grozi nastoletniej córce ze strony jego śmiertelnego wroga. A miał nadzieję, że ich ścieżki nigdy więcej się nie skrzyżują. Wszystko wskazuje na to, że ta misja nie zakończy się sukcesem.

Wydaje mi się, że minęło już kilkanaście lat, odkąd przeczytałam swoją pierwszą książkę autorstwa Marka Krajewskiego. Wtedy okazała się być dla mnie wielkim odkryciem. Dzięki niej poznałam swój pierwszy retrokryminał i od tamtej pory z wielką chęcią zagłębiałam się w ten gatunek. Po latach nadal z chęcią wracam do tego gatunku i do twórczości pana Krajewskiego. Ostatnio, miałam okazję przeczytać jego najnowszą powieść pod tytułem „Pasożyt”.

Książka „Pasożyt” należy do serii o Edwardzie Popielskim oraz do cyklu szpiegowskiego. Tym razem miałam okazję zobaczyć jak znany mi od lat Edward pomaga kontrwywiadowi rozwiązać sprawę tytułowego pasożyta. Musi go wytropić, a do tego nasz inteligentny kapitan nadaje się idealnie.

Najnowszą książkę pana Krajewskiego polubiłam przede wszystkim za to, że czytało mi się ją o wiele łatwiej i lżej niż starsze książki autora. Sama historia też była dosyć interesująca. Z chęcią śledziłam poczynania Popielskiego i byłam ciekawa jak się one zakończą, do czego dojdzie nasz bohater. Jednak mając w pamięci stare kryminały Krajewskiego to czegoś mi brakowało w tej książce. Nie wciągnęłam się w czytanie tak jak przy poprzednich książkach, czego ogromnie mi brakowało. „Pasożyt” to dobra książka, ale na pewno nie będę jej wspominać przez lata tak jak poprzednie książki autora.

Wydawnictwo Znak 

poniedziałek, 17 lipca 2023

Czas zdrajców - Marek Krajewski

 

Rok 1935. Do polskiego konsulatu we Wrocławiu zgłasza się młoda rozwódka z ofertą sprzedaży tajnych dokumentów, które mogą wstrząsnąć nie tylko polską, ale nawet europejską polityką. Cena, jakiej za nie żąda, jest jednak zdecydowanie wygórowana. Kapitan Jan Henryk Żychoń, do którego trafia sprawa, szybko dowiaduje się, że Aurelia Teichert de domo Oskiada Inglisjan vel Inglisowicz, oprócz niezwykłych talentów: językowego i pianistycznego, ma ogromną słabość do postawnych mężczyzn o charakterystycznej fryzurze. Postanawia ściągnąć ze Lwowa jednego ze swoich najlepszych ludzi – Edwarda Popielskiego, zwanego Łyssym. Na widok zdjęcia nieprzeciętnej piękności o oczach pełnych orientalnej melancholii Popielski odrzuca wszelkie skrupuły i postanawia przyjąć zadanie – sprawić, by ponętna rozwódka na jakiś czas zapomniała o bożym świecie i dobrowolnie zdradziła mu treść dokumentów. Za nic mając ostrzeżenia Żychonia: „Niech się pan sam w niej nie zakocha!” – rusza do Wrocławia.

Kilka lat temu poznałam swoją pierwszą książkę Marka Krajewskiego. Było to dla mnie wtedy spore odkrycie. Po raz pierwszy czytałam retrokryminał i bardzo spodobał mi się ten gatunek. Z wielką chęcią przez te lata wracam do twórczości Krajewskiego. Mój gust czytelniczy trochę się zmienił, sposób pisania przez autora także uległ zmianie, jednak nadal świetnie odnajduje się w książkach pana Marka. Niedawno powróciłam do serii o Popielskim i przeczytałam książkę pod tytułem „Czas zdrajców”.

Książka „Czas zdrajców” należy do serii o Edwardzie Popielskim, ale także do podserii szpiegowskiej. Okładki szpiegowskich historii wyróżniają się na tle poprzednich. Tworzą ze sobą jednolitą całość i różnią się od poprzednich okładek z Popielskim, ale nadal opowiadają o tej samej postaci. Nie znam wszystkich książek z tej serii szpiegowskiej, ale jedną już czytałam. Tak jak poprzednio, tak i „Czas zdrajców” o wiele łatwiej się czyta niż starsze książki autora. Wpływa to zdecydowanie na szybkość czytania. Nie zauważyłam, kiedy miałam już pół książki za sobą.

Tym razem do wątku szpiegowskiego dołączył wątek romantyczny. Trochę dziwnie mi się go czytało. Nie przywykłam do takich zachowań Łyssego. Jednak gdzieś tam inne wydarzenia to wynagrodziły i dzięki nim mogłam się wciągnąć w czytaną książkę.

Uważam, że „Czas zdrajców” to nie jest najlepsza książka Krajewskiego. Wiem, że autor w swoim dorobku ma o wiele ciekawsze historie, lecz nie żałuję, że przeczytałam tę. Mój apetyt na kolejną powieść tego autora tylko wzrósł i niedługo będę czytać „Pasożyta”.

Wydawnictwo Znak

niedziela, 9 lipca 2023

Nie to miejsce, nie ten czas - Gillian McAllister


 Jak powstrzymać zbrodnię, do której już doszło? Minęła północ. Czekasz na powrót osiemnastoletniego syna. Kiedy w końcu widzisz go za oknem, nie jest sam, a chwilę później twoje ukochane dziecko zabija człowieka. Nazajutrz wstajesz... I jest wczoraj. Każdego ranka budzisz się o jeden dzień wcześniej. Dostajesz szansę, aby zapobiec morderstwu. Jesteś pewna, że rozwiązanie zagadki kryje się gdzieś w przeszłości. Teraz tylko musisz je odnaleźć.

Uwielbiam czytać wszelkie thrillery i kryminały. Kiedy widzę zapowiedź jakiegoś nowego to mam ochotę po niego sięgnąć. Tak też było z książką „Nie to miejsce, nie ten czas”. Gdy zobaczyłam zapowiedź książki Gillian McAllister, to od razu poczułam, że chcę ją przeczytać. Po pierwsze należy do serii Wydawnictwa Znak, czyli Znak Crime, z którą chcę się zapoznać w całości. A po drugie motyw podróży do przeszłości ogromnie mnie zaciekawił i chciałam sprawdzić jak jego użycie wyszło w książce.

Wystarczyło mi kilka przeczytanych stron książki „Nie to miejsce, nie ten czas”, aby poczuć pierwsze zaciekawienie. Matka jest świadkiem jak jej syn morduje jakiegoś obcego mężczyznę. Jen jest w wielkim szoku, lecz od razu zaczyna planować jak pomóc swojemu dziecku. Postanawia co musi poczynić kolejnego dnia, lecz budzi się nie w tym dniu co by się spodziewała. Jest na nowo wczoraj, a do morderstwa jeszcze nie doszło. Czy powrót do przeszłości sprawi, że do morderstwa nie dojdzie? Jen też się nad tym zastanawia, a po każdej kolejnej pobudce dowiaduje się czegoś nowego o swoich najbliższych, czego do tej pory nie dostrzegała.

Muszę przyznać, że każdy kolejny rozdział i każda kolejna podróż Jen do przeszłości sprawiały, że moja ciekawość była coraz większa. Na światło dzienne wychodziło coraz więcej sekretów, które przez lata otaczały naszą głową bohaterkę. Zastanawiałam się też czy Jen zostawi po sobie jakiś ślad w przeszłości i teraźniejszość potoczy się inaczej. Na to odpowiada dopiero zakończenie, które mnie ani trochę nie zawiodło, bo oprócz odpowiedzi na moje pytania pokazało coś jeszcze, o czym wcześniej nawet nie pomyślałam.

Zdecydowanie polecam książkę „Nie to miejsce, nie ten czas” jeżeli macie ochotę na nietypowy thriller i podróż w czasie.

Znak Crime