Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Terry Pratchett. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Terry Pratchett. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 21 czerwca 2022

O jaskiniowcu, który podróżował w czasie - Terry Pratchett


 Wyobraźnia to wspaniała rzecz. Może cię zabrać na najwyższą górę albo na samo dno najgłębszego morza. Pewnego chłopca zabrała na Strasznie Wielką Przygodę – w podróż pełną magii oraz latających maszyn. (Aha, i doprowadziła go do najlepszego dowcipu na świecie – boki zrywać, wierz mi). Troje młodych wynalazców zabrała aż na Księżyc (gdzie być może zostawili butelkę lemoniady, informacja niepotwierdzona), a jaskiniowca na wycieczkę do dentysty. I ty możesz przeżyć z nimi wiele wspaniałych przygód, czytając ten niesamowity zbiór opowiadań stworzonych przez kogoś, kto miał największą wyobraźnię wszech czasów.

Terry Pratchett od lat kojarzy mi się z psiarzem, który stworzył wiele fantastycznych historii, z którymi chciałabym się zapoznać. Z kim bym nie rozmawiała o tym autorze, to słyszę same pochlebstwa o jego twórczości. To przyczyniło się do tego, że jestem dumną posiadaczką całego cyklu „Świat dysku”. Nie przeczytałam jeszcze go w całości, ale już wiem, że historie wymyślone przez sir Pratchetta trafiają do mojego gustu. Nic więc dziwnego, że z chęcią sięgam po inne jego książki. Niedawno miałam okazję przeczytać „O jaskiniowcu, który podróżował w czasie”.

Nie jestem zbyt wielką fanką opowiadań, ale jak widzę, że zostały napisane przez dobrego twórcę, to żal mi je ominąć. Dlatego też sięgnęłam po zbiór opowiadań pod tytułem „O jaskiniowcu, który podróżował w czasie”. To była bardzo dobra decyzja, bo świetnie się bawiłam podczas czytania. Płynęłam przez kolejne fantastyczne historie w bardzo szybkim tempie. Jednocześnie zachwycałam się stworzonymi historiami.

„O jaskiniowcu, który podróżował w czasie” to świetny zbiór opowiadań, przez który bardzo szybko się przechodzi. Jednak mam wrażenie, że ślad po sobie zostawi w mojej pamięci na dłużej. Niektóre z opowiadań z wielką chęcią przeczytam kiedyś ponownie. Polecam tę lekturę wszelkim fanom fantastyki. Wydaje mi się, że się nie zawiedziecie.

Dom Wydawniczy Rebis 


wtorek, 24 marca 2020

Spryciarz z Londynu - Terry Pratchett

Dodger żyje z tego, co znajdzie w kanałach dziewiętnastowiecznego Londynu. To gość: kocha całą swoją dzielnicę, większość swoich ziomków i bardzo niewielu policjantów. A w zasadzie – żadnego policjanta. Prawdziwy z niego Pan „nic nie wiem, nic nie słyszałem, w ogóle mnie tu nie było”.
Chłopaka zna każdy, kto jest nikim, a nie zna nikt, kto jest kimś. W zasadzie tak powinno być i jest… do chwili, gdy pewnej deszczowej nocy ratuje z rąk oprawców samotną dziewczynę. Tyle że ta samotna ma męża, jednego z tych, którzy są kimś. Odtąd świat nieznacznie przyspiesza, a Dodgera pragnie bliżej poznać wielu ciekawych ludzi: milionerzy, politycy, policjanci, książęta i zawodowi zabójcy.




Wydaje mi się, że Terry Pratchett większości czytelników kojarzy się z serią „Świat dysku". Przez długi czas, mi także kojarzył się wyłącznie z tą serią i nie potrafiłam wymienić żadnego tytułu książki tego autora, która nie wchodzi do tego cyklu. Byłam ciekawa, jak wyglądają inne światy stworzone przez Pratchetta. Ostatnio, sprawdziłam to już drugi raz. Zrobiłam to z pomocą książki „Spryciarz z Londynu". 

Nie za bardzo wiedziałam, czego mam się spodziewać po książce „Spryciarz z Londynu". Byłam, jednak, jej bardzo ciekawa, w końcu wyszła spod pióra Terry'ego Pratchetta. Długo ta pozycja nie musiała czekać u mnie na półce na swoją kolej. Dosyć szybko zabrałam się za jej czytanie. Najpierw, mnie rozbawiła. Coś było w budowie tej książki, poznawaniu tej historii, co bawi. Dopiero później wciągnęłam się w ten świat i byłam ciekawa, jak potoczy się historia naszego głównego bohatera, czyli Dodgera.

Jestem pewna, że książka „Spryciarz z Londynu" nie spodoba się każdemu. Pratchett pisze w dosyć specyficzny sposób, który na pewno wielu osobom nie przypadnie do gustu. Polubiłam książkę „Spryciarz z Londynu", mimo że nie była arcydziełem i wiem, że niedługo o niej zapomnę. Pozycja ta należy raczej to kategorii książek do szybkiego przeczytania i nie myślenia o niej więcej, chyba, że zobaczy się ją za kilka lat na półce i zechce się ją przeczytać ponownie. Nie muszę polecać tej książki tym, co lubią twórczość Pratchetta, więc polecam ją tym, co jeszcze nie czytali nic tego autora.

Ocena 5/6

sobota, 1 grudnia 2018

Sztuczna broda Świętego Mikołaja - Terry Pratchett

Czy zdarzyło ci się kiedyś pomyśleć, że Boże Narodzenie mogłoby wyglądać inaczej?
Kolędy, prezenty, zimne ognie – wszystko to już nieco... trąci nudą.
Cóż więc powiesz na wielkie eksplodujące ciasto świąteczne, na paskudnego oswojonego bałwana śniegowego albo sympatyczną gadającą kuropatwę w koronie gruszy? A gdyby tak Święty Mikołaj zatrudnił się w zoo, narozrabiał w sklepie z zabawkami albo nawet został… aresztowany za włamanie?!
Zanurkuj w fantastycznie zabawny świat sir Terry’ego Pratchetta i wpadnij na świąteczną bajkową ucztę niepodobną do innych. Jedenaście opowiastek sprawi, że najpierw parskniesz, potem zakwiczysz, a wreszcie popłaczesz się ze śmiechu i już nigdy nie pomyślisz o Bożym Narodzeniu tak jak dawniej.


 O istnieniu Terrego Pratchetta i jego ,,Świata Dysku" uświadomił mnie starszy brat. Do dnia dzisiejszego pamiętam, jak zafascynował mnie opisywany przez niego świat. Gdy zobaczyłam w zapowiedziach świąteczną książkę zmarłego autora, nie potrafiłam przejść obok niej obojętnie. Wiedziałam, że muszę ją przeczytać. Do świąt zostało niewiele tygodni, kilka książek świątecznych już za mną, więc jak tu się nie skusić na kolejną w tych klimatach?

Dzięki książce ,,Sztuczna broda Świętego Mikołaja" mamy możliwość poznać 11 opowiadań, które nawiązują do świąt, pory zimowej, jak i Świętego Mikołaja. Wiem, że styl Pratchetta nie każdemu przypadnie do gustu, jednak zdecydowanie należę do fanów. Te opowiadania pobudzały moją wyobraźnie, a każde kolejne powodowały, że na mojej twarzy pojawiał się uśmiech. Do tej całej wyjątkowej treści mamy także niesamowite wydanie. Książka zachwyciła mnie zanim jeszcze ją otworzyłam. Obwoluta, twarda okładka to coś co sprawia, że oczy zaczynają mi się świecić. A to nie wszystko, bo w środku oko cieszą ilustracje wykonane przez pana Beecha. 

Książka ,,Sztuczna broda Świętego Mikołaja" ma jedną poważną wadę. Za szybko się kończy. Nie należy ona do grubych pozycji, raczej do cieniutkich, a sporą część zajmują ilustrację oraz o sporej czcionce tekst. Szybko zaczęłam przygodę z tą książką i szybko skończyłam, lecz nie żałuję ani minuty i mam wrażenie, że jeszcze w tym roku sięgnę po nią ponownie. Polecam!

Ocena 5,5/6