wtorek, 7 kwietnia 2015

Starter - Lissa Price

Callie straciła rodziców, kiedy wojna bakteriologiczna zmiotła z powierzchni ziemi wszystkich w wieku między 20 a 60 lat. Ona i jej młodszy brat, Tyler, uciekają, aby mieszkać na odludziu wraz z przyjacielem Michaelem, i walczą z regenatami, którzy byliby w stanie zabić ich choćby dla ciastka. 

Jedyną nadzieją Callie jest „Prime Destinations”, niepokojące miejsce w Beverly Hills, rządzone przez tajemniczą postać znaną jako Old Man. Ukrywa nastolatków, aby wypożyczyć ich ciała Endersom – seniorom, którzy chcą być znowu młodzi. Callie wie, że pozyskane w ten sposób pieniądze utrzymają ją, Tylera i Michaela żywych, więc zgadza się być dawcą. 






Gdy trzyma się już tę książkę w dłoniach, pierwszą rzeczą na jaką zwraca się uwagę jest okładka, która wygląda jeszcze lepiej w rzeczywistości niż można obejrzeć ją w internecie. Myślę, że nie jedna osoba ujrzawszy ją w księgarni skusi się na tę książkę. Sama zapewne bym ją porwała, na szczęście ,,Starter" jest już na mojej prywatnej półeczce. Jednak czy zawartość tej książki jest równie piękna jak okładka? Zdecydowanie nie jest. Świat przedstawiony w tej pozycji nie jest ani piękny, ani kolorowy. Nastolatkowie, jak i dzieci, po skończonej wojnie, muszą radzić sobie sami mieszkając na ulicy. Jednym z łakomych źródeł pozyskania pieniędzy stała się firma Prime Destinations, która okazała się głównym złem, z jakim próbują walczyć bohaterowie książki. 

Książka ,,Starter" bardzo szybko mnie wciągnęła. Już nie pamiętam, kiedy ostatnio mogłam oddać się przyjemnemu, kilkugodzinnemu czytaniu (dziękuję wolnym dniom w święta!). Dzięki pochłanianiu kartki za kartką przeniosłam się do niezwykłego, czasami brutalnego świata, w którym nie zawsze masz kontrolę nad własnym życiem, jak i ciałem. Wraz z Callie z chęcią odkrywałam coraz to nowe niebezpieczeństwa, które można spotkać w jej świecie. Jednakże nie jesteśmy słabi, walczymy z tymi przeciwnościami, aby nikomu nie stała się większa krzywda niż dotąd, którą już doświadczył. Czytając tę książkę ciągle kibicowałam bohaterce by się jej powiodło, jak i byłam ciekawa co takiego jeszcze może stanąć jej na drodze. Wiele wydarzeń mnie zaskoczyło, nie potrafiłam ich przewidzieć, chociaż w mojej głowie powstało niemało przypuszczeń. 

Po przeczytaniu książki, w mojej głowie nadal pozostają pytania, na które odpowiedzi nie dostałam, więc się cieszę, że będę mogła powrócić do tego świata w kolejnej części. Mam nadzieję, że również dostaniemy warstwę ryzyka, walkę o lepsze jutro, wrogów, jak i odrobinę tego szczęścia, które Callie w końcu doświadczyła. 

Ocena 6/6

środa, 4 marca 2015

Kroniki Bane'a - Cassandra Clare, Sarah Brennan, Maureen Johnson

Najnowsza książka Cassandry Clare ze świata Nocnych Łowców. 

Zbiór opowiadań jak nigdy przedtem przybliża wielbicielom „Darów Anioła” i „Diabelskich Maszyn” postać czarownika Magnusa Bane’a, którego uwodzicielska osobowość, ekstrawagancki styl i cięty dowcip oczarowały fanów bestsellerowych cykli.










Dość długo nie mogłam się przekonać do książek Cassandry Clare, jednak gdy tylko skusiłam się na pierwszą z jej dorobku od razu bardzo przypadła mi do gustu. Wraz z kolejnymi z wielkimi chęciami wchodziłam do świata Nocnych Łowców. Byłam już pewna, że mi się spodoba. Gdy zobaczyłam ,,Kroniki Bane'a" wiedziałam, że przeczytam tę książki mimo, że nie przepadam za opowiadaniami. Zazwyczaj taka forma mnie irytuje tym, iż za szybko się kończy. Tutaj wcale tego nie odczuwałam. Przygody z życia Bane'a idealnie pasują do tej krótkiej formy, tak jak historie z prawdziwego życia. Gdy ktoś zaczyna ci taką opowiadać to wcale nie czujesz niedosytu, bo wiesz, że zostało ci powiedziane wszystko z najważniejszymi szczegółami, które pragnęło się poznać. 

Niezwykle przyjemnym przeżyciem było poznanie nowych szczegółów z życia czarownika. Pomimo tego, że jakoś szczególnie nie przepadałam za tym bohaterem. Czasami mnie wkurzał, czasami byłam ciekawa jego poczynań w ,,Darach anioła" to przeczytanie historii z perspektywy Magnusa sprawiło, że mam teraz o nim inne zdanie. W większym stopniu go poznałam, dzięki czemu zdołałam go bardziej polubić. 

Jak najbardziej polecam przeczytanie książki ,,Kroniki Bane'a" dla tych mniejszych i większych fanów Nocnych Łowców. Dzięki niej znowu mogłam powrócić choć po części do tego świata oraz podróżować po różnych latach i przypatrywać się, co wtedy się działo. Moja tęsknota za tym światem choć ociupinkę została przygaszona. 

Ocena 5/6

poniedziałek, 16 lutego 2015

Coś do ocalenia - Cora Carmack

Czasami musisz zatracić siebie, aby odkryć, gdzie naprawdę przynależysz…

Wiele dziewczyn byłoby gotowych zabić, aby spędzić miesiące podróżując po Europie po skończeniu college’u… bez odpowiedzialności, bez rodziców, bez limitów na karcie kredytowej. Kelsey Summers nie jest wyjątkiem. Teraz jest jej czas… a przynajmniej tak sobie ciągle powtarza.











Nie da się ukryć, że bardzo polubiłam książki pani Carmack. Każda z nich przynosi mi świetną zabawę, jak i możliwość obserwacji rodzącego się uczucia między głównymi bohaterami. Aby nie było za słodko nasi bohaterowie, tak jak każdy, zwyczajny człowiek, mają swoje problemy. Tym razem na pierwszy plan mamy wysuniętą podróżującą aktorkę pochodzącą z bogatej rodziny, która próbuje poderwać przystojnego żołnierza, jakiego poznała w węgierskim barze. 

Oboje z bohaterów mają swoje problemy, z którymi próbują sobie poradzić, jednak to ani trochę nie przeszkadzało by wprowadzić do ich życia kilka komicznych wydarzeń, które sprawiają, że na ustach czytacza pojawia się uśmiech. 

Kelsey poznaje Hunta na wczesnych stronicach książki. Gdy tylko odrobinę poznałam bohaterów w mojej głowie pojawiła się myśl. Bardzo chciałam, aby okazała się ona nieprawdą, lecz niestety autorka zastosowała to, o czym myślałam. Nie chcę zdradzić tutaj końcówki książki, jednak przez to trochę się zawiodłam. Oczekiwałam ciekawszego zakończenia, a tu dostałam po części takie, jakie domyśliłam się na początku. Jednakże to nie zmienia faktu, że książkę czytało mi się przyjemnie i z zaciekawieniem. 

Książkę ,,Coś do ocalenia" czyta się bardzo szybko. Jej kartki kończą się wraz z pierwszym podejściem. Jest lekka do czytania, zabawna, z ludzkimi problemami do rozwiązania, czego potrzeba więcej? 

Ocena 5/6

niedziela, 8 lutego 2015

Nie gaś światła - Bernard Minier


W wigilijny wieczór Christine Steinmayer, znana dziennikarka radiowa, wybiera się na pierwsze spotkanie z rodzicami narzeczonego. Przed wyjazdem znajduje w swojej skrzynce na listy osobliwą przesyłkę. Jest to anonim, w którym ktoś informuje ją, że zamierza popełnić samobójstwo. Pomyłka? Niewczesny żart? Wokół kobiety zaczynają się dziać dziwne rzeczy. Ktoś próbuje ją zaszczuć, odizolować od otoczenia, doprowadzić do obłędu. W tym samym czasie komendant Martin Servaz, znany nam już doskonale z poprzednich powieści, który po traumatycznych przejściach przebywa w ośrodku dla policjantów w depresji, także otrzymuje niezwykłą przesyłkę: magnetyczny klucz do hotelowego pokoju i bilecik z datą i godziną spotkania. Perspektywa nowego śledztwa wyrywa policjanta z letargu. Czy coś łączy te dwa wątki?




,,Nie gaś światła" to już trzecia książka Bernarda Miniera, którą miałam przyjemność przeczytać. Przyjemność, no właśnie, czytanie książek tego pana to niezwykła frajda, jaką się doznaje po niejednym fragmencie tej książki. Czytając jego twórczość ani przez chwilę nie odczuwam, że jest to człowiek z tak niewielkim dorobkiem pisarskim. Jego publikacje są niezwykle dopracowane. Potrafią dotrzeć do różnych zakamarków ludzkich myśli. 

Czytając ,,Nie gaś światła" nie można być pewnym czegokolwiek. Minier posiada niezwykłą moc wodzenia czytelnika za nos. Gdy byłam już czegoś pewna, wydawało się to dla mnie logicznym następstwem poprzedzających wydarzeń, nagle okazywało się, że prawda jest kompletnie inna. To cecha, która sprawia, że tak bardzo lubię czytać dobre thrillery. 

Nowi bohaterowie, nowe problemy to najlepsza część każdej książki Miniera. Ten człowiek ma niezwykłą wyobraźnie. Na szczęście dla mnie, jak i zapewne wielu innych osób, ten człowiek zaczął dzielić się swoimi pomysłami. Dzięki temu mogę spędzić kilka niezwykłych godzin w innym świecie podążając prawdy nieraz okropnych, krwawych, wpływających na psychikę wydarzeń. 

Dla mnie Bernard Minier i jego książki są genialne. Wraz z każdą kolejną historią, która przybywa do mnie z Francji, coraz bardziej lubię tego autora i jego pomysły. Nie mogę się doczekać, co wymyśli w kolejnej powieści. Mam przeczucie, że mnie nie zawiedzie. 

Ocena 6/6

piątek, 23 stycznia 2015

Władcy czasu - Alexandra Monir

Kiedy Philip Walker staje w progu szkoły, do której chodzi Michelle Windsor, dziewczyna nie posiada się ze szczęścia. Chłopak jest jej wielką miłością, o której myślała, że utraciła ją raz na zawsze - w czasie ostatniej podróży w miniony wiek. Okazuje się jednak, że radość Michelle była przedwczesna. Philip w ogóle jej nie pamięta. Więcej - nie pamięta niczego, co wydarzyło się kiedyś i wydaje się nie mieć pojęcia o samym sobie z 1910 roku.
Zrozpaczona Michelle natrafia na dziennik swego ojca, a w nim na opowieści o jego podróżach w czasie, tajnej organizacji i kontaktach z mściwym członkiem rodziny Windsorów...







Przed sięgnięciem po książkę ,,Poza czasem" wahałam się co do tego. Jednak w końcu to zrobiłam i nie żałowałam. Z ,,Władcami czasu" już nie miałam takiego problemu. Wiedziałam, że ta pozycja mi się spodoba. Choć muszę przyznać, że pierwsza część była dla mnie ciekawsza, to i tak miło spędziłam czas z tą książką. 

,,Władcy czasu" rozpoczynają się dokładnie w tym miejscu, w którym skończyła się pierwsza część. Nie omija nas, więc żaden moment z życia Michelle. Autorka do tej pozycji zdołała wprowadzić kilka ciekawych wątków. Niektóre jak dla mnie były lekko naciągane, a nie pamiętam bym miała takie odczucia podczas czytania pierwszej części. Może zestarzałam się za bardzo przez te kilka miesięcy, by we wszystko uwierzyć, co przedstawia nam pisarka. 

Jednak co by nie było kocham podróże w czasie i każdą pozycję, która je opisuje z chęcią przeczytam. Tu pojawił się świetny pomysł na podróżowanie. Aż ma się ochotę sprawdzić wszystkie klucze, a nuż może któryś zabierze mnie w przeszłość. Mimo, że na główny plan wysunął się plan Michelle pod tytułem: ,,Jak odzyskać Philipa?", to oprócz tego mamy także kilka innych wątków. Dla mnie ciekawym było pojawienie się złego ducha, który trochę namieszał, dodał zagrożenia. Interesowało mnie, co z nim się stanie. 

,,Władcy czasu" to przyjemne czytadło, które może umilić góra dwa wieczory. Dla mnie sprawdził się idealnie jako odstresowywacz. Nie jest to wielce wymagająca książka, więc nie spodziewajcie się po niej za wiele. 

Ocena 4,5/6