czwartek, 11 marca 2021

Życie średniowiecznego rycerza - Franes Gies

Niezwykle elitarna formacja, której jedynym zadaniem i obowiązkiem była walka. To oni, na polach bitew, decydowali o biegu średniowiecznej historii. Mimo że w czasie wojny nie mieli dla przeciwników litości, dla nas są symbolami cnoty i rycerskiego honoru. Ich wspaniałe czyny opiewają pieśni, a legendy opowiadają o ich odwadze i lojalności. Jacy byli naprawdę? Która wersja ich historii jest tą prawdziwą?

Czy na zwycięstwie w turnieju rycerskim można było zarobić? Jak miał się rycerski etos do prawdziwego życia? Czy rycerskie przygody były równie barwne jak te opisywane w eposach? Czy rycerze byli wierni damom swoich serc? I czy każdy z nich miał swój zamek?  

 

 

Od pewnego czasu na polskim rynku ukazuje się seria książek pod tytułem „Życie w średniowieczu”. Nie będę ukrywać, seria zwróciła na siebie moją uwagę. Jednak przez jakiś czas się wahałam czy to odpowiednie książki dla mnie, czy na pewno mi się spodobają, czy może jednak nie. Niedawno, pojawił się szósty tom tej serii, a ja zdecydowałam w końcu, że to pora się z nią zapoznać. Tak też zrobiłam i przeczytałam „Życie średniowiecznego rycerza”.

Nie jestem wielką fanką historii, ale do książki „Życie średniowiecznego rycerza” podeszłam z zaciekawieniem. Początkowe strony pochłaniałam z wielkim zainteresowaniem. To co na nich znalazłam było dla mnie nowością, którą z chęcią poznawałam. Jednak wraz z większą ilością stron pojawiały się historie, które mniej mnie ciekawiły i wtedy czytanie tej książki mnie nudziło. Tego się obawiałam, że jeśli cała książka została poświęcona rycerzom, to w którym momencie będę miała przesyt informacji na ten temat i przestanę czerpać przyjemność z czytania. No i tak się stało.

Książka „Życie średniowiecznego rycerza” zawiera multum informacji na temat rycerzy. Przyglądałam się, jak ich funkcja i życie zmieniało się na przestrzeni wieków. Do tego zapoznałam się bliżej z życiem kilku sławniejszych rycerzy. Jednak dla mnie to było trochę za dużo i w pewnym momencie zaczynałam się nudzić. Wtedy musiałam odłożyć książkę na bok i wracałam do niej dopiero po pewnym czasie. Wiem, że wiele osób nie będzie miało tego problemu i w pełni polubi tę pozycję.

Ocena 4/6 

wtorek, 9 marca 2021

Kwestia sumienia - James Blish

Ojciec Ramon Ruiz-Sanchez, jezuita i biolog, jest członkiem ziemskiej ekspedycji, która bada planetę Lithię zamieszkaną przez inteligentne gadopodobne istoty. Lithyjczycy żyją w pokoju i harmonii z naturą, bez konfliktów i przestępstw. Jednocześnie nie znają religii ani wiary w żadnej postaci.

Czy rzeczywiście może istnieć doskonałe społeczeństwo pozbawione Boga? Jak Ziemianie mają się zachować w obliczu zaawansowanej cywilizacji, która nie jest zdolna do agresji i przez całe swoje dzieje pozostawała absolutnie bezbożna? Ruiz-Sanchez usiłuje pogodzić wiedzę naukową, humanistyczne zasady i nakazy wiary, co prowadzi go ku herezji. A od wyników badań ekspedycji zależy przyszłość tak Lithyjczyków, jak i Ziemian.

 

 

Odkąd Dom Wydawniczy Rebis wydaje serię pod tytułem „Wehikuł czasu”, to na moich półkach pojawiło się dużo ciekawych książek science fiction. Ta seria przyczyniła się, że poznałam wiele klasyków z tej kategorii, których wcześniej nie znałam. Niektóre z nich nie przypadły mi do gustu, a inne bardzo polubiłam i to dzięki nim sięgam bez wahania po każdą kolejną książkę, która należy do tego cyklu. Ostatnio, zapoznałam się ze swoją pierwszą książką Jamesa Blisha, która nosi tytuł „Kwestia sumienia”.

Byłam ciekawa książki „Kwestia sumienia”. Zapowiadało się ciekawe poznanie nowej planety i nowej rasy. Początek książki zaspokoił moje oczekiwanie i dostałam interesującą historię. Niestety, historia nie była dla mnie interesująca przez cały czas. Miała swoje górki i dołki. Gdy coś mnie zaciekawiło, to zaraz pojawiało się coś, co spowodowało, że moje myśli odlatywały od książki, gdyż nie znajdowałam w niej nic interesującego.

Samą książkę „Kwestia sumienia” czytało mi się dosyć szybko. Chociaż czasem musiałam bardziej się skupić na czytaniu, aby dokładnie zrozumieć dziejące się wydarzenia, więc nie mogę uznać, że napisana jest lekkim piórem. Czy żałuję, że zapoznała się z tą książką? Absolutnie nie. Historia w niej opisana jest dobra, lecz nie aż tak dobra, jak tego oczekiwałam i w porównaniu z innymi książkami z serii „Wehikuł czasu”. Mam też wrażenie, że dzieje Lithyjczyków i Ziemian mogą znaleźć większych fanów ode mnie, więc warto zapoznać się z tą historią.

Ocena 4,5/6 

niedziela, 7 marca 2021

Lilah - Nora Roberts

Na skalistym urwisku nad zatoką w stanie Maine stoi Towers, wspaniała rodzinna rezydencja, w której żyje legenda o niespełnionej miłości i ukrytych szmaragdach. Mieszkankami Towers są cztery siostry, gotowe bronić swojej posiadłości wbrew wszelkim przeciwnościom losu.

Lilah ratuje profesora Maksa Quartermaina z fal oceanu, a on zakochuje się w niej od pierwszego wejrzenia. Max postanawia pomóc siostrom w poszukiwaniu zaginionych rodzinnych klejnotów – w podzięce za uratowanie życia, ale również dlatego, że chce być blisko Lili… Wkrótce Max uświadamia sobie, że chciał go zabić ten sam człowiek, który usiłuje wykraść drogocenne kamienie Calhounów. Człowiek, który dla szmaragdów jest gotów na wszystko.

 

 

Lubię czytać lekkie książki. Sprawiają, że w łatwy i przyjemny sposób zapominam o problemach dnia codziennego. Mam kilka autorek, których książki zaliczam właśnie do tej kategorii. Jedną z nich jest Nora Roberts. Polubiłam sięgać co jakiś czas po lekturę spod jej pióra. Dosyć niedawno, zaczęłam czytać jej serię pod tytułem „Siostry Calhoun”. Tym razem miałam okazję zapoznać się z trzecią częścią, czyli „Lilah”.

Każda część serii „Sióstr Calhoun” to historia kolejnej z sióstr Calhoun. Trzecia część oznacza, że została nam przybliżona postać trzeciej z czterech sióstr. Od początku było wiadomo, jak skończy się ta historia. Wiadomo, że chodzi w niej przede wszystkim o to, aby kobieta spotkała swojego wymarzonego mężczyznę. Tak też się tutaj dzieje. Oprócz tego kontynuowany jest wątek poszukiwania rodzinnych klejnotów i walki z nieprzychylnymi rodzinie ludźmi.

Książka „Lilah” dostarczyła mi kolejnych kilku ciekawie spędzonych godzin. Czytało mi się ją bardzo szybko. Nie mogę powiedzieć, aby mnie jakoś szczególnie wciągnęła, lecz poznawanie historii Calhoun sprawia mi przyjemność. Z wielką chęcią zapoznam się z kolejnym i ostatnim tomem, w którym zapewne rozwiąże się wątek, który jest ciągnięty przez całą serię oraz zobaczę szczęśliwe wszystkie siostry Calhoun. Mam nadzieję, że będę mogła to zrobić już niebawem.

Ocena 4/6