piątek, 17 kwietnia 2020

Drzwi do lata - Robert A. Heinlein

Dan Davis, inżynier i wynalazca, stworzył dzieło swojego życia, rewolucyjnego robota. Zamiast jednak osiągnąć gigantyczny sukces, Dan zostaje oszukany przez chciwego wspólnika i dwulicową narzeczoną, którzy podstępem odbierają mu firmę i prawa do wynalazków. Doprowadzają również do tego, że Dan pogrąża się w Długim Śnie, czyli hibernacji przeprowadzanej pod nadzorem towarzystw ubezpieczeniowych. Gdy budzi się trzydzieści lat później, odkrywa, że świat bardzo się zmienił. Przy błyskawicznych postępach nauki być może nawet uda mu się cofnąć w czasie i uratować sytuację, a ważną rolę odgrywa w tej historii jego kot...






Uwielbiam poznawać klasyki gatunku science fiction wraz z serią „Wehikuł czasu". To właśnie dzięki niej poznałam świetne książki z tego gatunku. Niektóre zostały w mojej pamięci na krócej, niektóre na dłużej. Z wielką ciekawością sięgam po kolejne książki należące do tej serii wydawniczej. Ostatnio, miałam okazję poznać kolejną książkę pana Roberta A. Heinleina. Średnio wspominam jego poprzednią książkę, która także należała do cyklu Wehikuł czasu", jednak byłam ciekawa „Drzwi do lata". Najbardziej zaciekawiło mnie ostatnie zdanie z opisu tej pozycji. Jako fanka kotów byłam zaintrygowana, jaką to rolę odegra wspomniany kot. 

Już pierwsze strony książki „Drzwi do lata" rozbudziły moje zaciekawienie i zainteresowanie fabułą. Bardzo spodobało mi się, że dostałam głównego bohatera, który ma kota. Jak się zastanowię to nie pamiętam, czy czytałam jakąś książkę, gdzie kot odgrywa jakąś ważniejszą rolę niż pojawienie się i mruczenie. Najpierw do tej książki przyciągnął mnie kot, później opisany świat. Spodobała mi się wizja świata, w którym różnego rodzaju roboty pomagają w pracy ludzi. W świecie Dana Davisa istnieje także możliwość hibernacji i obudzenia się kilkadziesiąt lat później, z czego nasz bohater skorzystał i poznał świat starszy o trzydzieści lat niż jak szedł spać.

Książka „Drzwi do lata" nie jest zbyt gruba, ale naprawdę tutaj dużo się dzieje. Są tu roboty, hibernacja, podróż w czasie, nowoczesne ubrania, wizja rozwiniętego technologicznie świata, a do tego intryga i próba wyjścia z tej sytuacji. Tę pozycję czyta się bardzo szybko i z pełnym zainteresowaniem. Postać kota Pete'a mnie rozbawiała i sprawiła, że zapragnęłam mieć takiego kota. „Drzwi do lata" to ciekawa i warta przeczytania książka. Polecam!

Ocena 5/6

wtorek, 14 kwietnia 2020

Sztuka sięgania gwiazd - Chiara Parenti

Rozpaczliwy haust powietrza, Sole traci grunt pod nogami i… leci. Skok ze spadochronem to pierwsza pozycja na jej liście.Delikatna i wrażliwsza od innych Sole unika w życiu wszelkich niebezpieczeństw. Tak bardzo boi się lecieć samolotem, że nie przyjmuje zaproszenia do Paryża od swojej jedynej przyjaciółki Stelli. Nagle przychodzi cios. Stella ginie w dramatycznych okolicznościach, a Sole ze łzami w oczach czyta jej ostatni list: „Musisz wybiec życiu naprzeciw! Zdziwisz się, co jesteś w stanie zrobić! Żyj, dopóki jesteś żywa!”. Postanawia zrobić listę stu rzeczy, których najbardziej się boi, ale których od zawsze pragnie. Czuje, że musi spróbować żyć tak jak Stella – z uśmiechem na ustach i otwartym sercem. Czy Sole będzie umiała żyć pełną piersią? I czy odważy się na miłość, której boi się bardziej niż skoku na bungee?
 

Ostatnio, odkryłam, że lubię literaturę skandynawską. Coś w niej jest takiego, że przez długi czas nie mogę o niej zapomnieć. Myśląc o tym odkryciu postanowiłam, że dam szansę autorom z innych państw, po których książki rzadko sięgam. Gdy myślę o literaturze włoskiej to do głowy przychodzi mi tylko jeden autor, którego książki czytałam. Bardzo podobała mi się jego twórczość, lecz od kilku lat nic nowego spod jego pióra nie ukazało się na polskim rynku. Ciężko mi nawet wymienić innych włoskich autorów. Gdy tylko zobaczyłam książkę Chiary Parenti, to od razu pomyślałam, że to jest książka, z którą muszę się zapoznać. Jaka to była ciekawa podróż. 

Już od pierwszych stron książki „Sztuka sięgania gwiazd" polubiłam styl autorki. Sprawiał, że bez problemu odrywałam się od rzeczywistości i przenosiłam się do świata Sole i nie chciałam z niego wychodzić. Ta książka potrafi sprawić, że zapomina się, że właśnie leżysz pod ciepłym kocykiem, wydaje Ci się, że jesteś we Włoszech obok Sole i obserwujesz jej życie, jak ktoś z otoczenia, kto ją bardzo dobrze zna. Podziwiasz ją za to, jakie postawiła sobie wyzwanie i zaczynasz się zastanawiać nad własnym życiem i czy nie postawić sobie jakiegoś wyzwania, aby poczuć się chociaż trochę jak główna bohaterka książki.

Jestem pewna, że książka „Sztuka sięgania gwiazd" zostanie w mojej pamięci na długo. Mam też wrażenie, że będzie jedną z nielicznych pozycji do których w przyszłości wrócę, aby przypomnieć sobie historię, jak i te wszystkie swoje uczucia, które towarzyszyły mi podczas czytania. Moim zdaniem „Sztuka sięgania gwiazd" to bardzo dobra książka, która niesie przesłanie o pokonywaniu strachu i swoich ograniczeń. Polecam!

Ocena 5,5/6

piątek, 10 kwietnia 2020

Jeśli zatęsknię - Anna Ficner-Ogonowska

Kiedy przychodzą trudne zmiany, łatwo zanurzyć się w bezdennej rozpaczy i przestać wierzyć, że nawet najboleśniejsze rany leczy czas. Jednak w największym nieszczęściu można poszukiwać szczęścia. Któregoś dnia wschodzi słońce, wiatr przegania chmury, wraca tęsknota za uczuciami. Wtedy wystarczy pamiętać, że w każdej chwili może pojawić się ktoś, dzięki komu życie nabierze znów sensu.  Trzeba tylko wpuścić go do swojego świata.
Powieść Anny Ficner-Ogonowskiej tętni emocjami. Pozwala zrozumieć, że nic nie dzieje się bez przyczyny, daje siłę, by odnaleźć światło, nawet gdy otacza cię największy mrok.





Moje pierwsze spotkanie z twórczością pani Ani Ficner-Ogonowskiej odbyło się niedługo po premierze jej debiutu. Bardzo polubiłam tę książkę i z wielką niecierpliwością oczekiwałam na kolejne części, a jak seria została zakończona to czekałam na nowe historie. Czytelnicy pani Ani muszą być cierpliwi, bo zazwyczaj długo trzeba czekać na kolejną powieść, ale czekanie jest wynagrodzone objętością książki, jaką się dostaje. Zazwyczaj są to niemałe cegiełki. 

Bardzo szybko wciągnęłam się w czytanie książki „Jeśli zatęsknię", a to dzięki temu, że jest napisana przyjemnym i lekkim stylem. Już od pierwszych stron byłam ciekawa, jak rozwinie się opisywana historia. Dosyć szybko polubiłam też główną bohaterkę, czyli Anię. Równie szybko znielubiłam przyjaciółkę Ani, czyli Mańkę. To właśnie Mańka przyczyniła się do prawie wszystkich zgrzytów między mną, a tą książką. Czytając historię Ani, miałam wrażenie, że ją rozumiem, wiem czemu tak się zachowuje. Spędzałam z nią przyjemne chwile. Gdy przychodziła Mańka, zaczynałam się denerwować. Jej zachowanie czasem przypominało toksyczną przyjaciółkę, a nie najlepszą, w której można znaleźć oparcie. 

Książka „Jeśli zatęsknię" ma ponad sześćset stron. Niestety, nie zajęło mi zbyt dużo czasu jej przeczytanie. Skończyła się szybko. Na jednej sesji czytelniczej bez problemu czytałam kilkadziesiąt stron, chwila przerwy i kolejne kilkadziesiąt. Gdy robiłam sobie dłuższe przerwy od czytania to w mojej głowie pojawiały się teorie na temat tego, co może się jeszcze zdarzyć. Niektóre się sprawdziły. Czy to czyni, że zawiodłam się tą książką? Nie, gdyż zbyt przyjemny czas spędziłam z tą książką, aby to było jej wadą. Czułam, że się zaangażowałam w fabułę i cały czas rozmyślam o bohaterach, zastanawiałam się nad ich zachowaniem, gdyż nie każde rozumiałam oraz byłam ciekawa, jak skończy się ta historia. I to właśnie zakończenie jest, obok Mańki, drugą wadą. Miałam wrażenie, że zabrakło tutaj epilogu. Chyba że autorka planuje kontynuować tę historię, ale nigdzie nie znalazłam takiej informacji. 

Ocena 4,5/6

poniedziałek, 6 kwietnia 2020

Ślady miasta. Ewald i Maj - Lars Saabye Christensen

Oslo, dzielnica Fagerborg, rok 1947. Ewald Kristoffersen pracuje w agencji reklamowej, a jego żona Maj jest gospodynią domową. Jak większość mieszkańców powojennego Oslo, małżeństwo stara się jakoś wiązać koniec z końcem, a ich życie niczym szczególnym się nie wyróżnia, może z jednym wyjątkiem: ich syn ma osobliwą naturę. „Jesper przypomina przedziwną strunę, jednocześnie luźną i napiętą”.
 
Oto pierwszy tom trylogii, być może najbardziej osobistego dzieła Larsa Saabye Christensena – prozaika i poety od lat wymienianego w gronie najważniejszych norweskich kandydatów do Literackiej Nagrody Nobla. Główni bohaterowie tej powieści mieszkają pod adresem Kirkeveien 127, czyli w domu, w którym niegdyś mieszkali dziadkowie autora.
 

Niezbyt często sięgam po literaturę ze Skandynawii. Nie byłam pewna, czy mi się spodoba, więc wolałam nie ryzykować. Jednak w zeszłym roku zaciekawiły mnie dwa tytuły skandynawskich autorek. Okazały się strzałem w dziesiątkę i przez długi czas nie mogłam o nich zapomnieć. Szukałam czegoś, co chociaż w połowie będzie takie dobre. Minęło kilka miesięcy, a ja sięgnęłam po książkę kolejnego autora ze Skandynawii. Nie znałam wcześniej Larsa Christensena ani jego książek. Jednak w opisie jego najnowszej książki było coś, co przyciągnęło moją uwagę i zechciałam ją przeczytać. Tak więc zaczęłam czytać historię Ewalda i Maj.

Po kilku przeczytanych stronach książki „Ślady miasta. Ewald i Maj" pomyślałam, że jest ona zarówno dziwna, jak i intrygująca. Byłam ciekawa, jak rozwinie się opisywana historia. Jednocześnie miałam wrażenie, że sposób w jaki została ona napisana jest specyficzny i wcześniej się z takim nie spotkałam, co wywoływało wrażenie, że jest to nietypowa książka. Jednak im bardziej zagłębiałam się w historię, tym bardziej przyzwyczajałam się do tej książki i moje zainteresowanie się zwiększało. Po zakończeniu czytania, byłam niezadowolona, że to już koniec, bo chciałam więcej. Polubiłam opisywany świat, polubiłam bohaterów i chcę się dowiedzieć, jak ich życie potoczyło się dalej. 

Moim zdaniem książka „Ślady miasta. Ewald i Maj" to nietypowa książka i wiem, że nie każdemu się spodoba. Spotykamy się tutaj po prostu z codziennym życiem rodziny Kristoffersenów i ich przyjaciół. Przemierzamy razem z nimi ulice Oslo na przełomie lat czterdziestych i pięćdziesiątych. Nie ma tu nagłych zwrotów akcji, historia po prostu się toczy, a czytelnik przygląda się życiu ludzi, z którymi po pewnym czasie po prostu się zżywa i jest ciekawy, co los jeszcze im przyniesie. Ja się z nimi zżyłam i już czekam na polską wersję kolejnej części. 

Ocena 5/6

czwartek, 2 kwietnia 2020

Dziewczyny ocalałe - Anna Herbich

„Powiedziałaś mi, że chcesz żyć” – usłyszała Zofia od swojej mamy. Razem zbiegły z obozu na Majdanku.
Krystyna razem z rodzicami uciekała kanałami z płonącego warszawskiego getta. Danuta przez całą wojnę zdana była na łaskę obcych sobie ludzi. O ich losach jest książkaDziewczyny ocalałe”!
 
„Dziewczyny ocalałe” Anny Herbich to autentyczne historie kobiet, które wojnę przeżyły wbrew wszystkiemu. Zajęcie terytorium Polski przez nazistów oznacza dla tutejszych Żydów koniec spokojnego życia. Zaczynają się pierwsze szykany – pobicia, kradzieże, nakaz noszenia tzw. gwiazdy Dawida. Dochodzi do zbrodni. Ludzie zamykani są w gettach, w których panuje głód i szerzą się choroby. Jeśli komuś uda się przetrwać, to czeka go obóz koncentracyjny. To piekło przeżyją nieliczni.


Odkąd poznałam pierwszą książkę z serii „Prawdziwe historie", to z wielką chęcią sięgam po kolejne pozycje należące do tej serii. Dzięki niej poznałam już mnóstwo bardzo ciekawych historii życia wielu ludzi. Z wielkim podekscytowaniem sięgam po kolejne książki z „Prawdziwych historii". Wiem, że użycie słowa podekscytowanie może tutaj źle wyglądać, gdyż książki nieraz opisują koszmarne wydarzenia, jakie przeżyli bohaterowie w trakcie wojny. Jednak, ja uwielbiam czytać te książki i z chęcią po nie sięgam. Dla mnie są to historie o niewiarygodnych osobach, które przeżyły przerażające czasy, ale nie poddali się, walczyli o siebie, często też o swoje rodziny. Lubię także przyglądać się, jak potoczyło się życie takich osób po wojnie.

Najnowsza książka należąca do serii „Prawdziwe historie" nosi tytuł „Dziewczyny ocalałe" i opowiada o siedmiu kobietach, które przetrwały wojnę mimo, że Hitler chciał się pozbyć wszystkich Żydów. Bohaterki tej książki miały niewiele lat, jak rozpoczęła się wojna. Kilka z nich nie pamięta całej wojny, ale pamiętają strach, głód, utratę bliskich. Są to historie pełne emocji, ale nie tylko tych negatywnych. Są też pozytywne, towarzyszące światłu w tunelu. W tej książce, przeczytamy nie tylko o czasach wojny, ale także o życiu bohaterek po wojnie.  Każdej z nich życie potoczyło się kompletnie inaczej.

Książkę „Dziewczyny ocalałe" przeczytałam bardzo szybko. Wciągnęła mnie od pierwszych stron. Na pewno na długo nie zapomnę o historiach przeczytanych na stronach tej książki i będę polecać ją każdemu, kto potrafi czytać o wojnie, bo wiem, że nie każdy jest w stanie. Polecam także zapoznanie się z serią „Prawdziwe historie". Jestem pewna, że niejedna osoba uzależni się od tej serii tak jak ja. 

Ocena 6/6