poniedziałek, 9 czerwca 2025

Zrzutka Haywardów - Janice Hallett

 

Opis Wydawcy: W sennym miasteczku Lockwood wszyscy się znają. Gdy u dwuletniej Poppy lekarze diagnozują rzadkiego raka mózgu, jej bogata i wpływowa rodzina organizuje zbiórkę. Leczenie kosztuje fortunę a choroba szybko postępuje. Mieszkańcy się mobilizują, by wygrać wyścig z czasem. Ale pod maską dobroczynności kryją się zazdrość, sekrety, obsesje i manipulacje, które prowadzą do zbrodni. Zrzutka Haywardów to coś więcej niż kryminał – to wyzwanie rzucone czytelnikowi.

Bardzo lubię czytać kryminały i thrillery. Kiedy robię sobie przerwę od tego gatunku, to zawsze do mnie powraca chęć, aby znowu podążać śladami prowadzącymi do rozwiązanie kryminalnej zagadki. Do przeczytania książki „Zrzutka Haywardów” zachęciły mnie pierwsze pozytywne opinie, jakie o niej przeczytałam. Nie wczytywałam się za bardzo o czym jest ta książka, aby nie psuć sobie niespodzianki z poznawania historii. Przez to nie dowiedziałam się wcześniej o tym w jakim sposób jest napisana ta książka. To sprawiło, że pierwsze spotkanie trochę mnie zaskoczyło.

Książka „Zrzutka Haywardów” to nie jest typowy kryminał. Nie poznajemy tu historii w taki sposób do jakiego jesteśmy przyzwyczajeni z innych książek. Wszystkie wydarzenia poznajemy poprzez czytanie maili i smsów wymienianych między bohaterami tej książki. Nie raz jedno wydarzenie poznajmy z perspektywy różnych osób. Nie zawsze wiadomo co jest prawdą, a co kłamstwem bohaterów, a właśnie tych kłamstw szukałam. Gromadziłam informacje, aby później łatwiej było mi rozszyfrować przedstawioną zagadkę. Trochę poczułam się rozczarowana, że dopiero po ponad połowie książki pojawił się trup i ta zagadka, na którą czekałam od początku. Jednak tak szczegółowe poznanie bohaterów pozwoliło mi wysnuć swoją własną teorię na temat tego co się zadziało.

Jestem pewna, że niełatwo jest zaskoczyć czytelnika czymś nowym, gdy na rynku jest tyle przeróżnych książek i czasem ma się wrażenie, że już wszystko się przeczytało. Jednak pani Hallet pokazała, że kryminał można napisać trochę inaczej niż zazwyczaj. „Zrzutka Haywardów” to nie jest książka, w której od początku mamy trupa i podążamy kolejnymi poszlakami aż do rozwiązania zagadki. Najpierw poznajemy szeroką sieć intryg, relacji międzyludzkich, aby dopiero po wielu stronach ktoś zginął. W momencie, w którym znamy już bohaterów i mamy swoje podejrzenia do czego są w stanie się posunąć. Jednak wtedy pojawiają się pytania, które sprawdzają jak dobrze ich poznaliśmy i czy potrafimy ich rozszyfrować. Zaczyna się niezła zabawa, aby na sam koniec pokazać nam czy byliśmy dobrymi detektywami, czy jednak daliśmy się oszukać.

Wydawnictwo Znak

niedziela, 27 kwietnia 2025

Polska pielęgniarka - Leah Moyes

 

Opis Wydawcy: Rok 1941. Szesnastoletnia Aleksandra wychodzi do szkoły, nie zdając sobie sprawy, że nigdy już nie wróci do domu. Wraz z innymi błękitnookimi blondynkami, wybranymi spośród uczennic, zostaje wywieziona ciężarówką w nieznanym kierunku. Dziewczęta słyszą tylko często powtarzane, nieznane im słowo: Lebensborn. Po drodze konwój zostaje zbombardowany. Uratowane cudem dziewczyny, zdane same na siebie, muszą przetrwać na wrogiej, niemieckiej ziemi. Kiedy docierają do Drezna, Aleksandra zostaje pielęgniarką w szpitalu. Udając Niemkę ma świadomość, że w każdej chwili może zostać zdekonspirowana. "Polska pielęgniarka" to naładowana skrajnymi emocjami powieść o tym, jak daleko sięga nienawiść i do czego zdolny jest człowiek, kiedy instynkt i determinacja pozostają jedyną nadzieją na przetrwanie.

Za czasów szkolnych nie przepadałam szczególnie za jednym przedmiotem. Była to historia. Przez wiele lat wydawała mi się po prostu nudna. Gdy zaczęłam czytać książki, to unikałam tych, które mają jakiś związek z historią. Nie sięgałam ani po te, które przedstawiały prawdziwe wydarzenia, ani po te które tylko się inspirowały jakimiś wydarzeniami. Jednak w pewnym momencie się złamałam i nigdy tego nie pożałowałam. Odkryłam, że historia potrafi być przerażająca, ale też jednocześnie fascynująca. Bardzo lubię poznawać historie, które dzieją się w trakcie wojen światowych. To właśnie dlatego sięgnęłam po książkę „Polska pielęgniarka”.

Książka „Polska pielęgniarka” opowiada o szesnastoletniej Polce żyjącej w czasach II wojny światowej. Pewnego dnia wraz z grupą innych dziewczyn zostaje zabrana ze szkoły i wywieziona ciężarówką w nieznane. Jednak nigdy nie dociera do celu, gdyż pojazd zostaje zbombardowany. Ona i kilka innych osób przeżyło. Jak to się stało, że w końcu zostaje pielęgniarką? Tego byłam bardzo ciekawa przez pierwszą część książki. Następnie, gdy nasza bohaterka zostaje pomocą w niemieckim szpitalu, zastanawiałam się już tylko czy przeżyje i jak będzie wyglądało jej życie przez resztę wojny.

Byłam ciekawa pracy i życia tytułowej polskiej pielęgniarki. Tego chciałam się dowiedzieć i nie przeszkodził mi nawet trochę, jak dla mnie, za długi wstęp do właściwej historii. Książkę czytało mi się naprawdę dobrze. Znajdziemy w niej kilka scen, które poruszą serce czytelnika. Znalazłam w niej także takie szczegóły, który skłoniły mnie to zapoznania się z naszą rzeczywistą historią. Nigdy wcześniej nie słyszałam o programie Lebensborn, do którego została przydzielona nasza bohaterka, lecz teraz jestem już świadoma kilku dodatkowych faktów.

Jeśli ktoś obawia się, że historia dziejąca się w trakcie wojny będzie przerażająca, to ta opisana w „Polskiej pielęgniarce” wcale taka nie jest. Można przeczytać tutaj o negatywnych skutkach wojny, zobaczyć rannych, przeżyć atak bombowy, ale mam wrażenie, że to wszystko zostało dosyć delikatnie opisane. Nie ma tu także zbyt wielu negatywnych bohaterów. Bohaterka na swojej drodze spotyka miłe i pomocne osoby. Jej życie nie wiodłoby się dalej, gdyby nie życzliwość tych ludzi. Czasem można by pomyśleć, że świat został opisany zbyt słodko i cukierkowo. Jednak mi to nie przeszkadzało. Nie szukałam historycznej lektury, a wyłącznie historii przy której spędzę kilka udanych wieczorów.

Wydawnictwo Replika 

poniedziałek, 17 lutego 2025

Zbrodnia i śmierć z miłości - Renata Kuryłowicz

 


Opis Wydawcy: Książka o ludziach, którzy z miłości torturowali, oszukiwali, zdradzali, zjadali i zabijali. Renata Kuryłowicz, miłośnikom true crime doskonale znana jako Renata z Worka Kości, autorka podcastu „Zbrodnie Bez Cenzury”, przedstawia kilkadziesiąt historii wstrząsających przestępstw, które łączy jedno – uczucie mogące odebrać nie tylko rozum, ale i życie. Łącząc wiedzę z lekkością pióra i umiejętnością opowiadania o najbardziej potwornych szczegółach, autorka opisuje le crime passionnel, czyli zabójstwa z namiętności, zbrodnie powodowane folie à deux – wspólną paranoją, przestępstwa, których motywem jest sadystyczna lubieżność, ale także chorobliwa miłość własna. W pasji odkrywania największych mroków ludzkiej natury nie waha się podjąć tematów tabu – kanibalizmu i nekrofilii.

Jako mieszkanka Warszawy nieraz słyszałam o miejscu takim jak Worek Kości. Jestem fanką kryminałów i różnych kryminalnych historii, więc ciekawiły mnie wykłady, które odbywają się w tym miejscu. Jednak, mimo że sobie wiele razy obiecywałam, to jeszcze na żaden nie dotarłam. Kojarzyłam także taką postać jak Renata z Worka Kości. Nie wiedziałam kim do końca jest, ale twarz nieraz mignęła mi na portalach społecznościowych. Po książkę napisaną przez Renatę zdecydowanie nie sięgnęłam ze względu na autorkę. Najpierw, zaintrygował mnie tytuł książki „Zbrodnia i śmierć z miłości. Historie zakochanych morderców i kanibali”. Później, opis książki sprawił, że poczułam, że muszę ją przeczytać. Muszę przyznać, że mój instynkt do wyboru lektury mnie nie zawiódł.

Sięgając po książkę „Zbrodnia i śmierć z miłości” nie wiedziałam jak do końca będzie ona wyglądać. Mimo różnym moim przypuszczeniom została ona podzielona na rozdziały. Każdy z rozdziałów to trochę inna tematyka, do której zostały dobrane historie ludzi, którzy byli uczestnikami, świadkami albo wykonawcami różnego rodzaju przestępstw z miłości. Znajdziemy tu morderstwa, ale także wiele innych czynów, do których człowiek jest w stanie się dopuścić w imię prawdziwej, ale też w wielu przypadkach chorej miłości. Nie każda z opowiedzianych przez autorkę historii była dla mnie nowością, ale o wielu z nich czytałam po raz pierwszy. Niektóre z nich mnie przerażały, inne doprowadzały do tego, że się zatrzymywałam i zastanawiałam się nad zachowaniem bohaterów, a jeszcze inne powodowały, że trudno było mi się oderwać od czytania. Próbowałam znaleźć sens w zachowaniu ludzi, którzy potrafili mordować, torturować, okradać, żyć w kłamstwie, zdradzać albo zjadać innego człowieka. Sensu zdecydowanie tutaj nie znalazłam, ale wiele przemyśleń zdecydowanie tak.

Lubię kryminalne historie. Najbardziej mnie fascynują takie, które wydarzyły się naprawdę. Moja wyobraźnia czasami nie sięga tak daleko, jak niektórych czyny. „Zbrodnia i śmierć z miłością” to pozycja, którą powinien poznać każdy fan true crime oraz ludzkiego umysłu. Jestem pewna, że ta książka nie tylko mi zostanie na dłużej w pamięci.

Wydawnictwo Literackie 

czwartek, 2 stycznia 2025

Gwiazdka - Louisa May Alcott

 


Opis Wydawcy: Boże Narodzenie, Gwiazdka, Wigilia – już od samego brzmienia tych słów spływa na nas ukojenie. Chcemy, by tych parę dni w roku było naprawdę cudownych. Potrzebujemy tego, niezależnie od naszych przekonań religijnych. Biały stół, opłatek, prezenty – także pisarze chętnie sięgają po te motywy dodając do znanych symboli swoją wyobraźnię, by świąteczne dni stały się jeszcze piękniejsze.

Pięć lat temu przeczytałam książkę „Małe kobietki” autorstwa Louisy May Alcott. Pokochałam tę historię całym sercem. Od tamtej pory sięgam po kolejne książki tej autorki i poszukuję równie cudownej historii. Ostatnio miałam okazję przeczytać „Gwiazdkę”. Czy to w końcu była historia, która równie podbiła moje serce jak „Małe kobietki”? Zdecydowanie nie, ale była warta przeczytania.

Po książki Louisy May Alcott sięgam trochę na ślepo. Nie do końca wiem o czym będzie dana książka, ale za każdym razem mam nadzieję, że będzie dobra. „Gwiazdka” mnie zaskoczyła, gdyż znalazłam w niej kilka opowieści w okołoświątecznym klimacie. Byłam przekonana, że będą to historie o tych samym bohaterach, a dostałam o bardzo różnych postaciach, którzy nawet nie byli do siebie podobni. Nie każda historia przypadła mi do gustu. Niektóre było trochę dla mnie za krótkie. Jednak w mojej pamięci na pewno pozostaną te, które mi się podobały. Te, które mnie wzruszyły, zaskoczyły albo pozostawiły po sobie pewne refleksje. Dla tych historii zdecydowanie warto sięgnąć po tę książkę Alcott.

Jeśli szukacie świątecznych historii, które potrafią zapaść w pamięć, mimo że są spisane na niewielkiej ilości stron, a do tego mają piękną oprawę, to zdecydowanie polecam książkę „Gwiazdka”.

niedziela, 15 grudnia 2024

Grzesznik ze Strehlen - Tomasz Duszyński

 

Opis Wydawcy: Grzesznik ze Strehlen to nowa odsłona cyklu kryminałów retro Glatz. Porwanie córki lokalnego przedsiębiorcy to dopiero początek intrygi, która odsłoni mroczne sekrety przeszłości. Czy Wilhelm Klein, znany śledczy, zdoła rozwikłać zagadkę, która łączy przeszłość z teraźniejszością. 1925 rok. Strzelin. Lokalna policja prosi doświadczonego śledczego Wilhelm Kleina o wsparcie w odnalezieniu porwanej młodej kobiety. Sprawa kończy się zaskakująco szybko i szczęśliwie. Zupełnie jakby taki właśnie był plan porywaczy... Klein dowiaduje się, że przed laty w tych okolicach zaginęło kilka dziewczyn mniejszości czeskiej, które nie doczekały się szczęśliwego powrotu do domu. Chcąc zbadać sprawę zaczyna wnikać w sieć układów, tajemnic i grzechów.

Znasz jakieś retrokryminały? Ja swój pierwszy retrokryminał poznałam kilkanaście lat temu, lecz dopiero cztery lata temu nabrałam chęci na innych autorów niż znałam. W ten sposób trafiłam na książkę „Glatz” napisaną przez Tomasza Duszyńskiego. Polubiłam tę historię od pierwszych stron i nie mogło to się skończyć inaczej niż wciągnięciem tej serii na listę moich ulubionych. Teraz, kilka lat później, autor przeniósł swoich czytelników z miejscowości Glatz do Strehlen. A to wszystko w książce „Grzesznik ze Strehlen”.

Autor w swoim najnowszym retrokryminale przeniósł nie tylko miejsce akcji, ale na główny front wysunął innych bohaterów. Tym razem pierwsze skrzypce gra Klein. Nasz bohater pomaga miejscowej policji rozwikłać sprawę porwania młodej dziewczyny. Gdy sprawa kończy się sukcesem, Wilhelm Klein zabiera się za inne sprawy śledcze, które rozwiązuje z wielką uwagą i inteligencją, niczym Herkules Poirot.

Lubię wracać do książek Duszyńskiego. Podczas ich czytania nigdy się nie nudzę. Tutaj zawsze się dużo dzieje, a intryga jest snuta z ciekawymi detalami i dosyć pomysłowo. Do tego wszystkiego akcja została umiejscowiona w latach dwudziestych, które są dla nas tak już odległe, różne od naszych i do tego wszystkiego bardzo ciekawe. Jestem pewna, że sięgnę jeszcze po niejedną książkę napisaną przez tego autora.

poniedziałek, 4 listopada 2024

Diuna. Ród Atrydów - Brian Herbert, Kevin J. Anderson


 Powodowany żądzą zemsty i chciwością Elrood IX pomaga w przejęciu Ixa przez Tleilaxan, zmuszając do ucieczki ród Verniusów. Dzieci Dominika Verniusa znajdują schronienie na Kaladanie, ale po zamordowaniu Paulusa Atrydy ich los jest niepewny. Młody Leto Atryda musi nie tylko strzec ich, ale też dbać o przyszłość swego rodu. A ma potężnych i pamiętliwych wrogów. Podczas gdy Bene Tleilax prowadzą na Ixie tajne badania, Szaddam Corrino i Hasimir Fenring spiskują przeciw Imperatorowi, a na odległej Arrakis imperialny planetolog Pardot Kynes rozpoczyna swe przełomowe prace, Bene Gesserit zbliżają się coraz bardziej do zakończenia swego programu eugenicznego, którego owocem będzie potężny Kwisatz Haderach…

Kilka lat temu, po długich rozważaniach, przeczytałam książkę „Diuna” autorstwa Franka Herberta. Początki z tą pozycją nie były łatwe, lecz czytanie zakończyłam w pełni zadowolona z otrzymanej historii. Na tyle mi się ona spodobała, że sięgnęłam po kolejne części. Przeczytałam także komiksową wersję „Diuny”. Lubię wracać do tego świata. Wiedziałam, że istnieje kilka pobocznych serii, które zostały napisane już przez innego Herberta, jednak dopiero niedawno sięgnęłam po pierwszą z nich. Była to seria pod tytułem „Preludium do Diuny”, której pierwsza część nosi nazwę „Ród Atrydów”.

Nie przepadam za grubymi książkami. Ostatnio mam niewiele czasu na czytanie i kończy się to tym, że jedną książkę czytam przez kilka tygodni. Jednak dla historii ze świata Diuny musiałam zrobić wyjątek. Dom Wydawniczy Rebis postanowił wznowić serię „Preludium do Diuny” w wydaniu pasującym do mojego wydania „Kronik Diuny”. To był znak, że ta seria musi pojawić się na mojej półce. Patrząc na książkę „Ród Atrydów” czułam podekscytowanie, że czeka mnie ponad siedmiuset stronowa przygoda.

Od początku towarzyszyło mi przeświadczenie, że czytana książka mi się spodoba i tak też było. Od razu wsiąkłam w przedstawiony świat. Tyle tu się działo. Cały czas jakieś plany, intrygi, śmierci, narodziny. Kilka wydarzeń z tej książki rozjaśniło mi trochę to co się działo w „Diunie”. Inne wydarzenia natomiast pozostawiło po sobie kilka pytań, na które odpowiedzi mam nadzieję, że odnajdę w kolejnych tomach.

Musiałam dużo czasu poświęcić na przeczytanie książki „Ród Atrydów”, ale nie żałuję ani minuty spędzonej przy niej. Rozbudziła na nowo moją ciekawość tym światem i na pewno niedługo do niego ponownie powrócę.

Dom Wydawniczy Rebis 

wtorek, 8 października 2024

Przyczyna zgonu - Robin Cook

 


Opis Wydawcy: Gdy Laurie Montgomery, żona Jacka Stapletona i szefowa Inspektoratu Medycyny Sądowej, namawia doktora Ryana Sullivana ‒ starszego rezydenta patologii ‒ by asystował jej podczas sekcji zwłok ofiary samobójstwa, ma nadzieję, że zdoła przekonać go do swojej profesji. Ryan Sullivan podejmuje się zbadania serii samobójstw, w których pojawiły się wątpliwości co do rzeczywistej przyczyny zgonu. Projekt pochłania rezydenta coraz bardziej, w miarę jak odkrywa podobieństwa badanych spraw. Podążając tym tropem, Sullivan nieoczekiwanie staje się zagrożeniem dla firmy, która wykorzystuje przełomową technologię wykrywania raka w szokująco nieuczciwy sposób. Co gorsza, jego śledztwo sprowadza śmiertelne niebezpieczeństwo także na Laurie…

Bardzo lubię oglądać seriale medyczne. Fascynuje mnie ludzkie ciało i choroby. Od jakiegoś czasu moją ulubioną gałęzią medycyny stała się medycyna sądowa. Kilka lat temu, poszukując porywających historii z tym elementem sięgnęłam po swoją pierwszą książkę Robina Cooka, gdyż dowiedziałam się, że jest to mistrz thrillera medycznego. Trafiłam w dziesiątkę. Teraz, gdy mam ochotę za trochę medycyny, nietypowe przypadki śmierci i groźnych sprawców przestępstw, to sięgam właśnie po książkę tego autora. Ostatnio przeczytałam „Przyczynę zgonu”.

„Przyczyna zgonu” to czternasta część serii o Laurie Montgomery i Jacku Stapeltonie. Nie znam ich wszystkich. Za mną tak naprawdę niewielka część tego cyklu, lecz za każdym razem jestem zaskakiwana. Jestem ciekawa o czym są pierwsze części tego cyklu, jeśli autor bez problemu potrafi utrzymać napięcie i zainteresowanie czytelnika przy czternastej części. A dokładnie tak było podczas czytania książki „Przyczyna zgonu”.

Po raz kolejny zostałam wciągnięta w śledztwo, które okazuje się być bardziej niebezpieczne niż na początku się wydaje. Nasz bohater bada sprawy podejrzanych samobójstw. Odkrywamy wraz z nim, co łączy, a co dzieli te sprawy. O kilku wydarzeniach czytelnik ma okazję dowiedzieć się wcześniej. To właśnie one spowodowały, że w mojej głowie pojawiła się pewna myśl na temat tego co jeszcze może się wydarzyć. Moje przypuszczenia były prawidłowe. Jednak Cook nie byłby sobą, gdyby nie dodał coś od siebie i na koniec mnie zaskoczył. Jeśli jesteście ciekawi czym, to zachęcam do sięgnięcia po książkę „Przyczyna zgonu”.

Uwielbiam wracać do książek Robina Cooka. Za każdym razem świetnie się przy nich bawię. Podążam wraz z bohaterami za wszelkimi wskazówkami i poszlakami, aby odkryć przyczynę ostatnich wydarzeń. Książki Cooka potrafią utrzymać napięcie i dreszczyk niepokoju, czyli znajduję w nich wszystko, czego bym oczekiwała od thrillera.

sobota, 5 października 2024

Glutologia - Adam Mirek


 Opis Wydawcy: Założę się, że wiesz, jak to jest chorować. Z nosa ciągną się gluty, twoje czoło jest gorące jak piekarnik, a ty nie masz siły nawet na ulubiony serial czy ukochaną książkę. Co tu się dzieje?! To twoje ciało broni się przed najazdem szpiegów i wysłanników chorób: wrogich wirusów i bakterii. Ale nic się nie martw! Twój mózg już wysłał na odsiecz armię odważnych superkrwinek. A gdy one same nie dadzą rady, wtedy do walki wkroczą lekarze i farmaceuci.

Czy wiesz skąd bierze się katar i kaszel? A może po prostu masz ochotę wyruszyć w niezwykłą podróż po ludzkich chorobach? Czas na obóz glutologiczny!

Bardzo lubię dowiadywać się jak działa ludzkie ciało. Od lat z chęcią czytam różne ciekawostki na ten temat. Interesują mnie nie tylko książka typowe dla dorosłych, ale z chęcią sięgam także po te dla młodszych czytelników. Pozwalała mi to w nowy sposób spojrzeć na podstawy. Dlatego też zainteresowała mnie książka Adama Mirka pod tytułem „Glutologia”.

Książka „Glutologia” zaskoczyła mnie od pierwszych stron. Nie spodziewałam się, że znajdę tutaj spójną historię. Przyzwyczaiłam się do książek, w których każdy rozdział opowiada o nowym problemie, a same rozdziały między sobą są praktycznie niepowiązane. Podczas czytania „Glutologii” miałam wrażenie, że weszłam do świata, który opowiada o ludzkim ciele, chorobach i leczeniu. Gładko przechodziłam z rozdziału do rozdziału i z wielką lekkością poznawałam kolejne zagadnienia wraz z bohaterami obozu glutologicznego.

W książce „Glutologia” znalazłam wiele podstawowych informacji o chorobach i ludzkim ciele. Nie ma tu jakiejś zaawansowanej wiedzy, ale za to mnóstwo podstawowej. Czytając tę książkę odkryłam jedną rzecz. Jestem pewna, że dzięki przeczytaniu tej książki będę teraz w stanie wytłumaczyć dzieciom wiele zagadnień związanych z ludzkim ciałem. Czasem dostaję od małych ludzi pytania, na które odpowiedzi dla mnie są tak oczywiste, że nie wiem jak wytłumaczyć to prostym językiem. Ta książka zdecydowanie posługuje się łatwym słownictwem, które zrozumie każde dziecko. To powoduje, że książka „Glutologia” jest idealna na czytelnika w każdym wieku.

Wydawnictwo Znak 

wtorek, 17 września 2024

Para idealna - Elin Hilderbrand


 Opis Wydawcy: Szykuje się ślub dekady w jednej z najbogatszych rodzin na Nantucket. Gdy rodzice pana młodego nie szczędzą środków, aby uroczystość była idealna – bo taka właśnie jest para młoda – rankiem w dniu ślubu wypływa w porcie ciało pierwszej druhny… Wszystkie oczy zwracają się ku gościom. Co stało się tamtej nocy? Czy ktoś z zaproszonych miał motyw, by zabić? Czy para idealna była rzeczywiście tak perfekcyjna?

Pamiętam ten moment, kiedy w zeszłym roku skończyłam czytać swoją pierwszą książkę autorstwa Elin Hilderbrand. Byłam zaczarowana. Historia poruszyła moje serce. Kolejna historia od tej autorki była dobra, lecz nie powtórzyła tego, co zrobiła z moimi emocjami ta pierwsza. Jednak postanowiłam sięgnąć po kolejną książkę od Elin. Tym razem zapowiadało się bardziej mrocznie. Byłam ciekawa czym tym razem zaskoczy mnie autorka w książce „Para idealna”. 

Znowu wróciłam na Nantucket. Inni bohaterowie, lecz ta sama miejscowość, która od zeszłego roku kojarzy mi się z twórczością Elin Hilderbrand. Tym razem miałam okazję przyjrzeć się przygotowaniom do luksusowego wesela. Jednak sielanka zostaje przerwana, gdy ginie druhna, a jej ciało odnajduje panna młoda. 

W książce „Para idealna” spodobało mi się, że czytelnik ma okazję poznać wydarzenia z teraźniejszości, jak i przeszłości. Widzimy jak wyglądały relacje bohaterów, a jak wyglądają teraz oraz co takiego zadziało się w ich życiu. Gdy poznawałam szczegóły z przeszłości, to moja teoria na temat tego co się stało cały czas się zmieniała. Do końca nie byłam pewna czy to samobójstwo, czy jednak zabójstwo. Z wielką chęcią śledziłam wszystkie ślady, aby poznać przyczynę tego co się stało. 

W książce „Para idealna” znalazłam bohaterów, których polubiłam i takich których znielubiłam. Panna młoda była jedną z moich ulubionych postaci. Podobała mi się jej relacja z rodzicami. Miałam wrażenie, że rozumiałam jej rozterki. Szkoda mi jej było, gdy zginęła jej przyjaciółka i chciałam się dowiedzieć co z nią się stało. 

„Para idealna” to dobra historia, która pobudziła moją wyobraźnię. Znalazłam w niej wiele międzyludzkich, skomplikowanych relacji, które doprowadziły do tragedii. Byłam ciekawa jak to wszystko się zakończy. Muszę przyznać, że tylko trochę zostałam zaskoczona, a trochę udało mi się odgadnąć, co tak naprawdę wydarzyło się na Nantucket. 

Wydawnictwo Poradnia K 

środa, 4 września 2024

Po tamtej stronie lasu - Anna Bichalska

 

Opis Wydawcy: Porządkując rzeczy po zmarłej matce, Ewa natrafia na starą szkatułkę należącą kiedyś do jej babki. Jest tam kilka pamiątek i stary album, który pamięta z dzieciństwa, a w nim tajemnicze zdjęcia. Przeszłość babki zawsze była niejasna i pełna niedomówień, matka Ewy miała tylko mgliste wspomnienia z wczesnego dzieciństwa.

Bardzo lubię książki Anny Bichalskiej. Odkąd przeczytałam jej pierwsza książkę, to nie wyobrażam sobie, aby nie sięgnąć po kolejną. Ogromnie się cieszę, gdy dostrzegę, że napisała coś nowego. „Po tamtej stronie lasu” nie jest już nowością, ale nadal najnowszą powieścią obyczajową od autorki.

Wiedziałam, że sięgając po książkę Anny Bichalskiej znowu będzie czekało mnie rozwiązanie jakiejś zagadki. Nie pomyliłam się. Ewa, czyli bohaterka książki „Po tamtej stronie lasu” próbuje dowiedzieć się czegoś o przeszłości własnej rodziny. Wyrusza się w podróż za śladami, a my wraz z nią.

Wciągnęłam się w rozwiązanie rodzinnej tajemnicy. Spodobało mi się to, że poznajemy historię z teraźniejszości, jak i z przeszłości. Oba te wątki bardzo zgrabnie są połączone i tylko zwiększały moje zainteresowanie powieścią. Im więcej stron przeczytałam, tym trudniej było mi się od niej oderwać.

Uwielbiam książki Ani Bichalskiej za tajemnice do rozwikłania, za te rodzinne elementy, za klimat i te wątki romantyczne, które przecież pojawiają się w historii każdej rodziny. Po raz kolejny jestem zachwycona i czekam na kolejną książkę.

Wydawnictwo Harper Collins 

sobota, 31 sierpnia 2024

Jedna z nas musi umrzeć - Daria Orlicz

 

Opis Wydawcy: W malowniczej Ostródzie przepada bez wieści młoda dziewczyna, której instagramowe konto śledzi kilkanaście tysięcy osób. Lena „Osa” Osowska, młoda youtuberka zafascynowana zbrodniami, postanawia przyjrzeć się sprawie. Być może tajemnicze zniknięcie Jagody ma jakiś związek z brutalnym morderstwem autostopowiczki, której bestialsko okaleczone zwłoki znaleziono na opuszczonym poligonie? Lena jedzie do Ostródy i prowadząc własne prywatne śledztwo, zamierza nakręcić gorący materiał z serii true crime. Nie wie, że ten, którego wszyscy szukają, upatrzył sobie również ją… Kto nim jest? Miejscowy wikary szwendający się nocami po mieście? Zakompleksiony chłopak o ksywce Wierny Piesio, który od lat kochał się w zaginionej Jagodzie? Przystojny instruktor sztuk walki, a może mieszkający w porośniętej winoroślą starej willi lokalny dentysta odludek?

Trzy lata temu przeczytałam swoją pierwszą książkę autorstwa Darii Orlicz. Była to książka od tytułem „Diabelski młyn”. Od tej pory nazwisko tej autorki kojarzy mi się z brutalnością i dobrymi historiami. Nic więc dziwnego, że mam ochotę czytać więcej thrillerów od tej autorki. Nie mogłam, więc ominąć tego o tytule „Jedna z nas musi umrzeć”. Jakie wrażenia odniosłam tym razem? 

Znowu mamy trupy, mamy zaginięcie, więc znowu także mamy zagadkę kryminalną do rozwiązania. Policja podąża za śladami, które próbuje odkryć także pewna youtuberka. Osa na swoim kanale opowiada o zbrodniach i próbuje zdobyć dobry materiał do kolejnego nagrania. W otoczeniu zaginionej dziewczyny wydaje się być sporo potencjalnych sprawców. Pytanie, kto odkryje go jako pierwszy i czy spotka go jakieś niebezpieczeństwo po drodze. 

Podczas czytania z wielką chęcią podążałam za każdą poszlaką, śladem jakie podrzuciła nam autorka. Miałam w głowie swoją wersję wydarzeń, która się trochę zmieniała wraz z przeczytanymi stronami. Doceniam to, że autorka nie boi się przedstawić drastycznych czy też obrzydliwych scen. 

Lubię książki Darii Orlicz i po przeczytaniu książki „Jedna z nas musi umrzeć” to podtrzymuję. Ponownie zostałam zaskoczona, zaintrygowana, czasem zniesmaczona. A to wszystko po to, aby ciężko było mi się oderwać od lektury. Doceniam to i czekam na kolejną historię.

Wydawnictwo Harper Collins 

wtorek, 27 sierpnia 2024

Poczwarki - John Wyndham

 

Opis Wydawcy: Ojciec Davida Strorma nie pochwala niezwykle dużych koni Angusa Mortona, nazywając je bluźnierstwem przeciwko naturze. Nie zdaje sobie sprawy, że jego własny syn, siostrzenica Rosalind i ich przyjaciele mają swoją sekretną aberrację, która określa ich jako mutantów. Jednak w miarę jak David i Rosalind dorastają, coraz trudniej jest ukryć ich odmienność przed starszymi wioski.

Dosyć niedawno miałam okazję przeczytać książkę „Dzień tryfidów” Johna Wyndhama, która mnie jednocześnie zachwyciła i przestraszyła. Gdy zobaczyłam, że Dom Wydawniczy Rebis wydał kolejną książkę tego autora, to wiedziałam że muszę ją przeczytać. W książce „Poczwarki” autor przedstawia kolejną wizję świata po katastrofie. Tym razem na pierwszym planie stawia mutantów. 

Książka „Poczwarki” opowiada historie ludzi po zagładzie zwaną Udręką. W tym świecie nie ma miejsca na inność. Jeżeli jakaś roślina, zwierzę czy człowiek wykazuje odchylenia od normy, o której mówi Biblia, to jest eliminowany ze społeczeństwa. W tym świecie żyje David, który ma pewną mutację, lecz nie jest widoczna na pierwszy rzut oka. Czy uda mu się przeżyć w tym strasznym świecie? A może zostanie zaakceptowany?

Muszę przyznać, że przedstawiona wizja świata w tej książce jest dziwna. Nie rozumiałam tej chęci czystości i poprawności. Jeżeli coś było uznane za odchylenie od normy, to nie mogło istnieć. Coś się nie zgadza z całą uprawą pomidorów? Spalmy to? Urodziło się dziecko z dodatkowym palcem? Wyrzucamy go ze społeczeństwa. Jednak cały czas miałam nadzieję, że w tym społeczeństwie żyją ludzie, którzy są w stanie się zaakceptować inność. 

Polubiłam głównego bohatera, czyli Davida. Chłopak żył w niełatwym świecie. Przez długi czas nie opuszczał go strach przed wygnaniem i wyrzeczeniem się go przez rodzinę. Bałam się o jego los. 

Nie jestem w stanie sobie wyobrazić życia w takim świecie, jaki poznałam w książce „Poczwarki”. Od początku go nie polubiłam, lecz jednocześnie martwiłam się o życie naszych bohaterów. Mam wrażenie, że jest to jedna z tych historii, która zostawia po sobie ślad w pamięci czytelnika. 

Dom Wydawniczy Rebis 

niedziela, 25 sierpnia 2024

Smoki i demony - Kel Kade

 

Opis Wydawcy: Wszędzie, gdzie pojawił się Mroczna Nowina zapanował chaos. Królestwa walą się w gruzy, Ashai tkwi w jadowitym uścisku Caydeana a los milionów leży na szali. A Rezkin...wyrusza by ratować przyjaciela. Tak każą Zasady, a jeśli stoi to w sprzeczności z dobrem Imperium, to tym gorzej dla Imperium. W drodze do zjednoczenia i pokoju padnie jeszcze wiele ofiar. Wiele łez zostanie wylanych i wiele krwi wsiąknie w beznamiętną ziemię. Wzrastająca fala gniewu w końcu zmiecie wszystko, co napotka na swojej drodze i uderzy w ostateczną przyczynę wszystkich nieszczęść - Rezkina. Człowiek nie miałby żadnych szans w tym starciu. Jednak Rezkin nie jest człowiekiem. Jest burzą.

Kiedy kilka lat temu zobaczyłam zapowiedź pierwszej części serii „Kroniki mroku”, to nie byłam pewna czy to książka dla mnie. Lubię książki fantasy, lecz opis nie przekonywał mnie do końca. Jednak zdecydowałam się ją przeczytać. Teraz, wiem, że zrobiłam dobrze. Polubiłam Rezkina i czytanie o jego przygodach. Z każdą częścią coraz bardziej przywiązywałam się do historii i sięgając po piątą część, czyli „Smoki i demony” wiedziałam, że będę zachwycona. 

W końcu mogłam wrócić do Rezkina. Czekałam na to prawie dwa lata, czyli odkąd skoczyłam czytać poprzednią część. Byłam ogromnie ciekawa, co nowego zadzieje się u bohatera i ani trochę się nie zawiodłam. Dostałam kolejne ciekawe przygody, szalone intrygi, brutalne walki i intrygujące nowe postacie. W pewnym momencie zastanawiałam się czy na pewno czytam książkę z serii „Kroniki mroku”. Upewniłam się, że tak i wtedy mogłam w pełni cieszyć się z nowych wątków, które były zaskakujące. 

Tyle czekania na książkę i znowu tak szybko się skończyła. Kiedy już zaczęłam czytać książkę „Smoki i demony”, to ciężko było mi się od niej oderwać. Cały czas coś się tutaj działo i byłam ciekawa co stanie się dalej z bohaterami. Sięgnięcie po serię książek napisaną przez Kel Kade to była jedna z lepszych moich decyzji, gdyż stała się jedną z moich ulubionych. Teraz, nie pozostaje mi nic innego, muszę czekać kolejne lata na następną część.

Wydawnictwo Fabryka Słów 

poniedziałek, 19 sierpnia 2024

Dzień tryfidów - John Wyndham

 

Opis Wydawcy: Billowi Masenowi wydaje się, że ma pecha. Cały świat zachwyca się spektakularnym deszczem meteorów, a on leży w londyńskim szpitalu z porażonym wzrokiem. Gdy jednak zaniepokojony zniknięciem personelu zdejmuje bandaże, okazuje się, że może się uważać za szczęśliwca – tylko on i garstka innych osób wciąż widzą. Ślepcy skaczą z okien, zapijają się na śmierć. Ci, którzy nie popadli w czarną rozpacz, wyłapują widzących. Szerzy się zaraza. Masen ucieka na wieś, tam jednak na ludzi polują nowi drapieżcy…

Zastanawialiście się kiedyś jak to by było gdybyście mieli stracić jakiś zmysł? Ja się kilka razy zastanawiałam. Zawsze wydawało mi się, że jakoś bym dała radę przeżyć bez słuchu albo mowy. Uważam, że najgorzej byłoby stracić wzrok. Najtrudniej byłoby mi się dostosować do nowego życia. A co by się stało, gdyby większość ludzi straciłaby wzrok? Właśnie taka perspektywa została pokazana w książce „Dzień tryfidów”.

Odkąd tylko pojawiła się pierwsza książka w ramach serii „Wehikuł czasu”, to wiem po jakie książki science-fiction sięgać. Książka „Dzień tryfidów” Johna Wyndhama została napisana w latach pięćdziesiątych, więc nie jest najmłodsza, lecz ja wcześniej o niej nie słyszałam. Kiedy zobaczyłam zapowiedź tej książki to od razu zdecydowałam się ją przeczytać i teraz w ogóle tego nie żałuję. Jestem bardzo zadowolona z lektury.

Lubię poznawać różne postapokaliptyczne historie. Tym razem większość ludności straciła wzrok. Tylko garstce udało się go zachować. Między innymi Billowi, który nie mógł obejrzeć spektakularnego deszczu meteorytów, gdyż przebywał w szpitalu. Gdy budzi się w dniu, w którym mają ściągnąć mu bandaże z oczu, to odkrywa chaos. Chaos, który ogrania całe miasto. Ludzie bez wzroku przestają przestrzegać jakichkolwiek zasad, wiele z nich popada w rozpacz.

Wizja świata przedstawiona w książce „Dzień tryfidów” jest przerażająca. Zaskakujące było to, co ludzie potrafią zrobić, kiedy myślą, że ich koniec jest bliski i chcą przetrwać. W tym wszystkim jednak można się doszukać odrobiny normalności. Mimo wielu zagrożeń, które powstały w nowej rzeczywistości, pozostali ludzie którzy potrafią się dostosować do niej bez krzywdzenia innych.

„Dzień tryfidów” zaskakuje przedstawionym światem, ale także sprawia, że chce się o nim czytać jak najwięcej. Interesujące jest jak zachowują się ludzie zaraz po katastrofie, a jak po pewnym czasie, kilku lat po niej. Moim zdaniem całą powieść została dobrze przemyślana i napisana. Ma się wrażenie, że dokładnie tak ludzkość zachowałaby się, gdyby musiała żyć w takim świecie. Jest to zarówno przerażające jak i fascynujące.

Dom Wydawniczy Rebis 

niedziela, 18 sierpnia 2024

Ukryta królowa. Księga 1 - Peter V. Brett

 


Opis Wydawcy: Święte Miasto zostało zniszczone przez demony, kości kolejnych poległych wojowników złożono w Sharik Hora a bohaterowie, którzy już raz ocalili świat...zniknęli. Wśród pożogi, zniszczenia i śmierci nadchodzi czas nowego pokolenia - dzieci dawnych bohaterów muszą stawić czoła demonom i własnemu przeznaczeniu. I wcale nie ma pewności, co okaże się gorsze.

Kilka lat temu zaczęłam swoją przygodę z książkami Petera V. Bretta. Przeczytałam wtedy pierwszą część „Cyklu Zmroku”. Na kolejną musiałam czekać ponad dwa lata, ale w końcu jestem już po lekturze „Ukrytej królowej. Księga 1”. Czekałam na nią niecierpliwie odkąd pojawiła się pierwsza zapowiedź. Moją tęsknotę za tą historią potęgowały publikowane ilustracje, gdyż w tym cyklu jest ich wiele i są obłędne. Czy przeczytana historia wynagrodziła mi czekanie?

„Ukryta królowa” opowiada o dalszych losach Olive i Darina. Olive bardzo polubiłam od pierwszego tomu. Byłam ciekawa jej historii oraz tego jak poradzi sobie z trudnościami, które są przed nią postawione. Muszę przyznać, że o ile Olive bardzo dobrze pamiętam, o tyle Darina ledwo sobie mogłam przypomnieć z poprzedniej części. Postać Olive wydaje mi się być bardziej interesujące.

Pamiętam, że w poprzedniej części sporo się działo. Po przeczytaniu tej, mam wrażenie że było ona o wiele spokojniejsza. Największe niebezpieczeństwa minęły albo mają dopiero się pokazać. Olive wróciła do domu i powoli próbuje przyzwyczaić się do nowej rzeczywistości. Książkę dobrze mi się czytało, ale zdecydowanie bez odczuwania takie napięcia jak poprzednim razem.

Mam wrażenie, że księga 1 książki „Ukryta królowa” to dopiero wstęp do wydarzeń, które potoczą się w księdze 2. Dlatego też nie mogę się jej doczekać. Dobrze, że premiera już niedługo.

Wydawnictwo Fabryka Słów 

piątek, 16 sierpnia 2024

Diuna. Powieść graficzna. Księga 3. Prorok - Frank Herbert i inni

 


Opis Wydawcy: Paul Atryda został przywódcą Fremenów, lecz świadom jest niebezpieczeństwa wielkiego dżihadu. Lady Jessica wspiera syna, a zarazem próbuje spełnić oczekiwania zgromadzenia żeńskiego, tymczasem baron Vladimir Harkonnen robi wszystko, by rękami Feyda-Rauthy podporządkować sobie Arrakis. Szybkimi krokami zbliża się ostateczna bitwa o jedyne źródło melanżu we wszechświecie.

Kilka lat temu przeczytałam po raz pierwszy książkę „Diuna” autorstwa Franka Herberta. Pamiętam, że zaskoczyła mnie swoją objętością, gdyż jest to niezła cegiełka. Gdy już zaczęłam ją czytać, to trochę przytłoczyła mnie dziwnymi nazwami. Jednak po tych kilku latach i kilku przeczytanych książkach przyzwyczaiłam się do słownictwa. Polubiłam też samą historię. Nic więc dziwnego, że gdy pojawiła się ona w formie komiksu, to z wielką chęcią po nią sięgnęłam. Komiksowa wersja składa się z trzech ksiąg i właśnie jestem po przeczytaniu ostatniej. 

„Diuna. Powieść graficzna. Księga 3. Prorok” wraz z poprzednimi częściami to był dla mnie miły powrót do świata Diuny. Niezbyt często sięgam po komiksy. Nie uważam się za fankę tego formatu. Wolę standardowe książki, lecz graficzna postać „Diuny” przypadła mi do gustu. Ciekawym doświadczeniem była możliwość porównania swojego wyobrażenia postaci albo tego jak wyglądały dane wydarzenia z wyobrażaniem tej samej rzeczy przez ilustratorów. Przyjemnie poznawało mi się jeszcze raz tę samą historię tylko trochę innymi oczami. Ogromnie mi się to spodobało. 

Myślę, że komiksowa wersja „Diuny” będzie idealna dla fanów pierwowzoru, jak i dla tych którzy jeszcze nie znają tego uniwersum. Ja odnalazłam tutaj historię, którą polubiłam kilka lat temu. Jednocześnie przypomniałam sobie o kilku szczegółach, o których już nie pamiętałam. Dodatkowo mogłam podziwiać genialne ilustracje. A to wszystko zajęło mi o wiele mniej czasu niż czytanie książki „Diuna” Herberta. 

Dom Wydawniczy Rebis 

wtorek, 13 sierpnia 2024

Oleandrowy miecz - Tasha Suri

 

Opis Wydawcy: Proroctwo bezimiennego boga okazało się jednocześnie błogosławieństwem i przekleństwem. Malini zdecydowała się sięgnąć po władzę. Choć u boku ma armię lojalnych ludzi, to bratobójczą, okrutną walkę będzie musiała stoczyć sama. Prija, dotknięta magią kapłanka, marzy o tym, by uwolnić swój kraj od zarazy. Od śmiercionośnej choroby i równie śmiercionośnych rządów...ukochanej Malini. Obie wybrały ucieczkę od siebie nawzajem, ale ich ścieżki są ze sobą splecione równie mocno, co ich przeznaczenia. Nieuchronne spotkanie zdaje się jedyną metodą, by ratować to, co obie kochają. Bez względu na cenę, jaką przyjdzie im za ten ratunek zapłacić.

Dwa lata temu przeczytałam swoją pierwszą książkę Tashi Suri i od początku mi się ona podobała. Powoli zanurzałam się w przedstawiony świat i rozkoszowałam się otrzymaną historią. Nic dziwnego, że z wielką chęcią sięgnęłam po kolejne książki tej autorki. Tym razem miałam możliwość zapoznać się z drugą części serii „Płonące Królestwa”, czyli „Oleandrowy miecz”. Serii, której pierwszą część bardzo polubiłam. 

Powróciłam do świata Malini i Priji. Ich historia na początku rozwijała się powoli. Jednak to pozwoliło mi na rozkoszowanie się klimatem tej książki. Nasze bohaterki zmagały się z nowymi problemami. Rozwiązanie ich nie będzie łatwe i będą nieść poważne konsekwencje. Byłam ogromnie ciekawa jaką drogę obiorą nasze bohaterki. 

Ogromnie mi się podoba, że w książce „Oleandrowy miecz” główne skrzypce grają kobiety. Polubiłam także czytać o konfliktach między różnymi kulturami. Nie zabrakło tutaj także walki o tron oraz różnego rodzaju poświęcenia. 

Moim zdaniem „Oleandrowy miecz” to udana kontynuacja. Znalazłam tutaj kawał dobrej fantastycznej historii. Została ona osadzona w ciekawym świecie. Poczułam tutaj bardzo wyraźnie indyjski klimat. Do tego magia i niełatwa walka o swoje dobro jak i ludności. Jestem ogromnie ciekawa zamknięcia tej trylogii. Mam nadzieję, że poznam ją już niedługo.

Wydawnictwo Fabryka Słów 

wtorek, 6 sierpnia 2024

Co wiedzą umarli - Barbara Butcher

 


Opis Wydawcy: Nowy Jork oczami medyka sądowego – raj i koszmar jednocześnie. Miliarderzy otoczeni w penthause’ach dziełami sztuki czy bezdomni przemierzający podziemne tunele – ich martwe ciała za każdym razem opowiadają unikatową historię, do której klucz tkwi w szczegółach. Wybroczyny, siniaki, strzępy tkanek, kolejność sztywnienia mięśni czy układ plam opadowych krwi to alfabet dla tych, którzy chcą nauczyć się, jak czytać śmierć. Barbara Butcher dwadzieścia trzy lata pracowała w Biurze Naczelnego Lekarza Sądowego Nowego Jorku, głównie jako medyk sądowy. Ustalała przyczyny zgonu ponad 5500 osób, w tym 650 ofiar morderstw. Uczestniczyła w badaniu największych katastrof, takich jak zamachy z 11 września 2001 roku, kiedy wraz z innymi lekarzami opierała się na opisach członków rodziny, aby zidentyfikować 21 900 ciał ofiar.

Bardzo lubię czytać kryminały. Nie wyobrażam sobie co takiego mogłoby się stać, abym porzuciła ten gatunek. Oprócz tych wymyślonych historii interesuje mnie także naukowy aspekt zbrodni. Gdy zobaczyłam zapowiedź książki „Co wiedzą umarli”, to byłam bardzo podekscytowana możliwością poznania pracy medyków sądowych z Nowego Jorku. Nic więc dziwnego, że dosyć szybko sięgnęłam po te książkę. 

Wyobrażałam sobie, że dzięki książce „Co wiedzą umarli” poznam wiele przypadków, z którymi ma styczność medyk sądowy. Myślałam, że będą to dokładne opisy tych przypadków i dzięki przeczytaniu tej książki nauczę się czegoś nowego. Muszę przyznać, że doznałam małego rozczarowania. Więcej tu było opisu życia autorki niż jej pracy. Jednak wraz z ilością przeczytanych stron moje rozczarowanie malało. Potrafiłam w historii Barbary Butcher znaleźć coś ciekawego. Nie było to czego się spodziewałam, lecz czytanie o pracy medyka sądowego z innej perspektywy niż się spodziewałam też było ciekawe. 

Autorka w książce „Co wiedzą umarli” dużo opowiada o swoim życiu. Między innymi dowiedziałam się jakie uczucia mogą targać człowieka, który wiele lat poświęcił na pracę z trupami. Mniej więcej zobaczyłam jak wygląda praca medyka sądowego w Nowym Jorku. Okres pracy Barbary przypadł także na 2001 rok, więc przeżycia związane z katastrofą nie ominęły naszej autorki. 

„Co wiedzą umarli” to nie jest wesoła książka. Dużo w niej śmierci, smutku i pracy, która nie zwraca uwagi na zdrowie człowieka. Oczekiwałam surowych faktów, lecz otrzymałam bardzo emocjonalną i niełatwą historię medyka sądowego z Nowego Jorku.

Wydawnictwo Literackie 

środa, 31 lipca 2024

Mag bez reputacji - Kel Kade

 


Pewnego pięknego, słonecznego dnia w młodym chłopcu przebudziła się moc. Zginęli wówczas ludzie, a życie chłopca, do tej pory bezpieczne i stabilne, rozpadło się w jednej chwili. Zmuszony do ucieczki, zaszczuty i przerażony, ruszył w nieznane w poszukiwaniu zrozumienia i ratunku. Jeśli nie zdoła zapanować nad przepełniającą go mocą, zostanie przez nią pochłonięty. Droga do wiedzy będzie jednak niewyobrażalnie bolesna, niebezpieczna i… pełna kolejnych ofiar. Ofiar, które obciążą sumienie chłopca niczym kamienie, a oczy mężczyzny wypełnią wyrazem goryczy. Tak narodzi się Wesson, który kiedyś uczyni Rezkina wielkim.

Po przeczytaniu pierwszej części „Kronik mroku” Kel Kade, wiedziałam że natrafiłam na super serię. Polubiłam Reza i jego historię. Odkąd przeczytałam czwartą część, czyli września 2022 roku, wypatrywałam z utęsknieniem kolejnej części. Premiera piątej części została trochę przesunięta, gdyż czekaliśmy na historię z tego samego świata. W końcu się doczekałam i jestem już po przeczytaniu książki „Mag bez reputacji”. 

Co prawda czekałam na historię Reza, ale przygody Wesson okazały się być naprawdę ciekawe. „Mag bez reputacji” opowiada o magu, który byłby doskonałym magiem bojowym, gdyby chciał, no ale właśnie nie chce. Wesson postanowił nie używać swojej mocy w pełni, gdyż uważał je za zbyt niszczycielską. Czy to mu się uda? Tego możecie się dowiedzieć czytając książkę. 

Nie spodziewałam się, że historia Wessona mi się spodoba. Co prawda jeszcze żadna książka Kel Kade mnie nie zawiodła, lecz „Maga bez reputacji” traktowałam jako przerywnik w historii Reza. Jednak dostałam wciągającą historię. Spodobało mi się, że poznałam całą historię Wessona. Poznałam go w dzieciństwie, przeszłam z nim przez wiele lat nauki i ćwiczeń. Przyglądałam się wielu sytuacjom z jego życia i czasami czułam, że rozumiem tego bohatera, mimo że żyje w fantastycznym świecie, tak różnym od rzeczywistego. 

Jeśli szukasz przyjemnej i magicznej historii, która opisuje walkę bohatera z własną naturą, to polecam zapoznać się z książką „Mag bez reputacji”.

Wydawnictwo Fabryka Słów 

środa, 24 lipca 2024

Noc poślubna - Przemysław Borkowski

 


Z godziny na godzinę ślub Justyny i Kamila przeradza się w coraz większy koszmar. Nic nie przebiega zgodnie z planem. Napięcie rośnie, rodzą się konflikty. Nim zacznie świtać, wszystko wymyka się spod kontroli. Gęstwina otaczająca weselny pałac skrywa mroczne tajemnice. Nazwa „las wisielców” przylgnęła do niej nie bez powodu. Nie każdy, kto się do niego zapuści, wróci o zdrowych zmysłach. Niektórzy nie wrócą wcale.

Lubię czytać kryminały. Z wielką chęcią sięgam po te napisane przez polskich pisarzy. Trzy lata temu po raz pierwszy przeczytałam książkę Przemysława Borkowskiego. Rozpoczęłam wtedy cykl z prokurator Gabrielą Seredyńską, który bardzo polubiłam. Ochoczo wracałam do tej serii i poznawałam kolejne części. W planach miałam poznać twórczość Borkowskiego z innej strony. Idealnie się złożyło, bo niedawno wyszła książka „Noc poślubna”, która nie należy do wspomnianej serii. 

Zaczynając czytanie książki „Noc poślubna” nie wiedziałam czego do końca się spodziewać. Podeszłam do niej dosyć niepewnie. Tytuł książki zaczął pobudzać moją wyobraźnię, a pierwsze przeczytane strony tylko podsyciły mój apetyt na tę powieść. Zaczęło się niewinnie, autor rzucił trochę poszlak zachęcających do dalszego czytania. Jednak nie spodziewałam się, że historia rozwinie się w takim kierunku. Jestem totalnie zaskoczona i zadowolona takim przebiegiem spraw. 

Znając już kilka książek Przemysława Borkowskiego spodziewałam się, że „Noc poślubna” to będzie dobry thriller z trupem, który pojawi się podczas wesela albo w tytułową noc poślubną. Następnie będziemy szukać mordercy i rozwiązywać zagadkę kryminalną. Nie spodziewałam się, że oprócz zbrodni dostanę także intrygę, która zaczęła się kilkadziesiąt lat wcześniej, bohaterów z różnymi tajemnicami oraz legendy i wierzenia miejscowej ludności, które wprowadziły do historii element grozy. To wszystko dało naprawdę wciągającą lekturę, od której nie chciałam się oderwać. 

Jestem zaskoczona nowa książką Borkowskiego. Sprawiła, że mój apetyt na twórczość tego autora wzrósł i czekam już na kolejną historię.